Był pewien dzielny wojownik z rodu Beniamina – a na imię mu było Kisz, syn Abiela, syna Serora, syna Bekorata, syna Afijacha, syna Beniamina. Miał on syna imieniem Saul, wysokiego i dorodnego, a nie było od niego piękniejszego człowieka wśród synów izraelskich. 1 Sm 9, 1-2
Historię Saula rozpoczyna wspomnienie imion jego przodków. Jak czytamy, Kisz to „dzielny wojownik”. Na temat przyszłego króla Izraela tylko tyle: wysoki, piękny. Nic o ewentualnej odwadze, mądrości czy waleczności. Na razie zatrzymujemy się w pewnym sensie przy obrazku Saula, którego dopiero wypełni treść. Warto wyciągnąć z tego obrazka lekcję pokory. A może nawet kilka lekcji. Nie bierzemy się znikąd, a jesteśmy fragmentem długiego łańcucha pokoleń. Niby oczywisty fakt, a jednak pomijany we współczesnej kulturze nadmiaru, gdzie to, co jest nowe, goni to co nowsze.
Saul i Samuel podobni są w tym jednym – w posłuszeństwie. Pierwszy jest posłuszny ojcu, który nakazuje mi wyruszyć na poszukiwanie oślic. Drugi posłuszny jest Bogu, który objawia mu powołanie Saula na króla. Saul nie szukał władzy, a jedynie oślic ojca. Ta historia bardzo dobrze się zaczyna. Z czasem jednak nadejdą kłopoty, gdy ten „wysoki i dorodny” mężczyzna pomyli wierność Osobie z wiernością sobie.