W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował 1 J 4, 7-10
Często wracam do słów jakie wypowiedział kard. o. Raniero Cantalamessa podczas swych ostatnich adwentowych rekolekcji dla Kurii Rzymskiej. Po pierwsze podkreślił: „Kiedy w naszym życiu czujemy się źle, przeżywamy duchowe ciemności czy nawet rozpacz, powtarzajmy za św. Franciszkiem z Asyżu: «Bóg istnieje i to wystarcza”. Słyszę w tym echo słów Benedykta XVI, który w encyklice „Spe salvi” zanotował: „Jeśli nikt mnie już więcej nie słucha, Bóg mnie jeszcze słucha”.
A potem o. Raniero dodał: „Chrześcijaństwo w odróżnieniu od innych religii lub filozofii religijnych nie zaczyna się od tego, co człowiek powinien zrobić, by się zbawić, ale od opowiedzenia tego, co Bóg zrobił, aby zbawić człowieka. Nie zaczyna się od powinności, ale od daru”.
Wszystko zaczyna się od daru. Moje życie jest jedynie odpowiedzią na to, co otrzymałem. Czy pomagam Bogu w dziele zbawienia? Tak, choć, po prawdzie, moje wysiłki przypominają sytuację opisywaną przez C.S. Lewisa: „Gdybyś nawet bez reszty poświęcił życie służbie Bogu, nie mógłbyś Mu dać niczego, co i tak w jakimś sensie nie należałoby już do Niego – wyjaśniał autor „Opowieści z Narnii” – Dlatego powiem ci, jak to jest, gdy mówimy, że ktoś «uczynił coś dla Boga» czy też coś Bogu «oddał». To tak, jakby dziecko podeszło do ojca i powiedziało: «Tato, daj mi sześć pensów na prezent urodzinowy dla ciebie». Oczywiście ojciec daje sześć pensów i cieszy się z prezentu dziecka. Cała ta sytuacja jest szalenie miła i właściwa, jednak tylko głupiec uznałby, że ojciec zarabia na takiej transakcji sześć pensów”.