Teraz właśnie trwajcie w Nim, dzieci, abyśmy, gdy się zjawi, mieli ufność i w dniu Jego przyjścia nie doznali wstydu. 1 J 2, 22-28
Boże Narodzenie jest nieustannie BOŻYM Narodzeniem, narodzeniem Jezusa Syna Boga. Ale czy z Bożego narodzenia świętuję fakt, że Syn Stwórcy wcielił się w człowieka? A może urzeka mnie sielankowość szopki albo pokłon trzech króli, którzy obdarowali jakiegoś niemowlaka wskazanego przez gwiazdę złotem, a potem pół dnia zdrapywali łajno z podeszw i wycwanili Heroda? Może fascynują mnie sny Józefa, zmieniające bieg zdarzeń Czy ponad lampkami i gwiazdkami cała moja uwaga jest skierowana na Mesjasza – mojego osobistego Zbawiciela? Czy widzę Jego ingerencję w moją historię?
To, że widzę Mesjasza nie jak bajeczkę dla dzieci, umożliwia mi życie w prawdzie. Prawdzie o człowieku zmagającym się na przykład z własnym nieprzebaczeniem i otrzymującym je mocą Jezusa Chrystusa. Zmagającym się z sensem swego istnienia i uzyskującym przekonanie, że są chciani przez Boga Ojca.
Jan przypomina mi o Jezusie: „Toteż trwajcie w Nim tak, jak was nauczył. Teraz właśnie trwajcie w Nim, dzieci, abyśmy, gdy się zjawi, mieli w Nim ufność i w dniu Jego przyjścia nie doznali wstydu”. Amen.