Dawid, schwyciwszy swe szaty, rozdarł je. Tak też uczynili wszyscy mężowie, którzy z nim byli. Potem lamentowali i płakali, i pościli aż do wieczora z tego powodu, że padł od miecza Saul. 2 Sm 1, 11-12
Aby lepiej wczytać się w historię Dawida i Saula, warto się wpatrzeć w arcydzieło Rembrandta, przedstawiające obu bohaterów. Co kryją ich serca? Na początku odpowiedzi szukałem na obrzeżach reprodukcji „Dawida grającego na harfie Saulowi” – w odwróconej od widza twarzy Dawida i bliżej centrum – w rozświetlonej twarzy Saula. Dopiero po pewnym czasie dostrzegłem, że najjaśniejszym punktem malowidła jest jego środek, niczym dziesiątka na tarczy – królewska dłoń, która ściska dzidę. Dłoń człowieka, mówiąca sporo o jego wnętrzu.
Pierwsza postać: szorstka, wyniosła i nieufna. Druga: nie narzucająca się, promieniująca harmonią i spokojem. Napięcie rośnie w kolejnych scenach Biblii, pościgu Saula za Dawidem. Ostatecznie, kiedy dociera wieść o śmierci prześladowcy, Dawid nie tryumfuje, ale rozdziela swoje szaty na znak żałoby. Tym gestem oddziela Saula człowieka (którego wybrał Pan) od Saula chorego „na władzę”, zatrutego miłością własną. Jak wcześniej w jaskini, gdy darował Saulowi życie, i teraz Dawid podejmuje decyzję, by oddalić od siebie nienawiść. Albo spróbować spojrzeć na nieprzyjaciela z miłością.