Mój Bóg posłał swego anioła i on zamknął paszcze lwom; nie wyrządziły mi one krzywdy, ponieważ On uznał mnie za niewinnego; Dn 6, 23
Czytam doniesienia o tych, którzy pozostali z chrześcijanami w Gazie. O franciszkanach pracujących w Ziemi Świętej. Pracują tam do dziś ze względu na desperacką decyzję człowieka, który jak Daniel wszedł do jaskini lwów.
Trwała piąta wyprawa krzyżowa, krwawa jatka z władającym Jerozolimą sułtanem Al-Mu'azzamem, a Franciszek z Asyżu ruszył do jego brata, sułtana Al-Kamila, by… nawrócić go na chrześcijaństwo. Pomysł, by próbować pokojowych negocjacji w czasach gdy krew lała się strumieniami wydawał się szaleństwem.
„Lecz któż zdołałby opowiedzieć, z jaką stałością ducha stał przed jego obliczem, z jakim męstwem ducha z nim mówił, z jakim darem wymowy odpowiadał tym, którzy urągali wierze chrześcijańskiej? – pisał Tomasz z Celano − I chociaż przez wielu [Saracenów] został potraktowany dość wrogo i ze wstrętem, przez sułtana jednak przyjęty został z niezwykłą czcią. Bardzo poruszyły go słowa Franciszka i chętnie go słuchał”.
Franciszkanie dostali pozwolenie na posługę w Ziemi Świętej. Jak bardzo przypomina to dekret kończący dzisiejsze czytanie.