Do was więc zwracam się, władcy, byście się nauczyli mądrości i nie upadli (Mdr 6, 9).
Mam nieodparte wrażenie, że żyjemy w epoce ludzi wszechwiedzących. „Nie znam się, ale się wypowiem” – takie motto zdaje się przyświecać naszym rozmowom, komentarzom, dyskusjom. Im głośniej i więcej, tym lepiej… Ale co „lepiej”? Mówić tylko po to, by mówić, by postawić na swoim, by zakrzyczeć racje innych i agresywną gadaniną zasłonić inne punkty widzenia? Do czego nas doprowadzi kakofonia monologów i przekonanie, że wszystko już wiemy? Do mądrości? Bynajmniej.
Nie jesteśmy właścicielami wiedzy, a jeśli takimi się czujemy – daleko nam do mądrości. Bóg dzisiaj wzywa wielkich: władców, królów i sędziów, by uczyli się mądrości, by słuchali jej i pożądali Jego nauki. Wzywa tych, którym się wydaje, że osiągnęli wielkość zwalniającą od zwykłej ludzkiej przyzwoitości: od słuchania, dialogu, poszukiwania prawdy.
Słuchać i pragnąć mądrości… Któż o tym dziś pamięta? Kto o tym myśli na ziemi pełnej wszechwiedzących, zawsze mających rację, skoncentrowanych na tym, by innym udowodnić ich ignorancję, a nie na tym, by ich po prostu, zwyczajnie – wysłuchać?