Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: „Zbawienie Bogu naszemu, Zasiadającemu na tronie, i Barankowi”. (Ap 7,9-10)
To pewnie przychodzi wraz z wiekiem. Jako przedszkolak dostrzegasz już, że nie jesteś sam na tym świecie. Poza mamą, tatą i paroma bliskimi, których przytulasz, są jeszcze inni, nieraz daleko stąd. Nieco później dowiadujesz się, że większość ludzi żyje w obcych tobie miastach, obcych krajach, na przykład za wielką wodą. A mimo to są jak ty. Kiedy wchodzisz w dorosłość, pojawia się nowe zdziwienie. Otóż, nie jesteś pępkiem świata. To inni (kimkolwiek są) są w centrum. Mijają kolejne lata, a tobie muszą wystarczyć obrzeża, peryferia. Świadomość takiego stanu rzeczy nie sprawi, że się skulisz w sobie. Przeciwnie, zaczynasz zataczać coraz szersze kręgi. Ktoś nazwie te kręgi dystansem do świata, lecz ty się z tym kimś nie zgodzisz. Bo – z upływem kolejnych wiosen – wyczuwasz wobec świata bliskość, a nie dystans. Wreszcie nadchodzi ten moment, gdy dostrzegasz realną obecność tych wszystkich ludzi, którzy byli przed tobą. Nie ma już ich ani w gronie najbliższych (przytulających), ani w obcych miastach, ani w krajach za wielką wodą. A jednak są jak ty. Są cząstką wielkiego tłumu, którego nikt nie mógł policzyć (patrz: Ap 7,9). „I głosem donośnym tak wołają: »Zbawienie Bogu naszemu, Zasiadającemu na tronie, i Barankowi«”.