Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie Rz 14, 7
Przyszedł przed laty na spotkanie wspólnoty i „na dzień dobry” zaczął narzekać. Że wszystkiego ma dość, że chciałby już „wyciągnąć nogi”. W czasie modlitwy ktoś przeczytał fragment listu do Rzymian: „Jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana”. Pamiętam jęk zawodu tego człowieka: „Cholera, to już człowiek nie może nawet dla siebie umrzeć?”. Tak było, nie zmyślam.
A już poważnie: w słowie Pawła do Rzymian jest mnóstwo paschalnego światła. I życie, i śmierć należą do Pana. Są w Jego ręku.
Bardzo poruszyła mnie opowieść o. Adama Szustaka, który na warszawskiej konferencji „Serce Dawida” wspominał odchodzenie o. Joachima Badeniego. Znalem ostatnie słowa dominikanina-arystokraty: „Dziś wieczorem nastąpią zaślubiny…. Wszystko przygotowane… Idę tańczyć”. Nie wiedziałem jednak, że kwadrans wcześniej zapytał przeora krakowskiego klasztoru: „Zawsze chciałem być posłuszny. Czy mogę już odejść?”, a gdy ten poruszony odpowiedział: „Widzę, że już tu ojca nie zatrzymamy”, kilka chwil później odszedł.