On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby także wraz z Nim wszystkiego nam nie darować? Rz 8, 32
Zdumiewające, że są jeszcze tacy, którym wydaje się że używanie słowa „Bóg” jako straszaka przynosi duszpasterskie efekty. Zgadzam się z księdzem Tomášem Halíkiem, który w „Czasie pustych kościołów” diagnozował: „Gdy niektórzy chrześcijanie widzą, że świat nie zmierza tam, dokąd by chcieli, ich wiara słabnie i wtedy rośnie w nich pokusa, aby Boga miłości, wiary i nadziei zamienić w mściwego starca karzącego swoje dzieci okrutnymi karami, za które każdy normalny rodzic słusznie stanąłby przed sądem Ci wierzący ludzie robią z Boga wykonawcę własnej żądzy zemsty, Boga zsyłającego kary na tych, których nienawidzą za czyny potępiane tylko przez nich samych. Ich kazania są grzechem nadużywania imienia Bożego. Kiedy przychodzi jakieś nieszczęście, wszyscy uśpieni agenci złego, mściwego Boga budzą się i z radością rozkładają swoje stragany, na których handlują strachem i podejrzanymi medykamentami. Nadużywają oni nieszczęścia i nadużywają religii. Używają Boga jako psychologicznego narzędzia, którym posługuje się ich własna nienawiść. Ze swoich wyobrażeń o mściwym i mszczącym się Bogu czynią własną broń, aby się porachować ze swoimi przeciwnikami”.
Bardzo dotknęła mnie intuicja papieża Leona XIV, który przed miesiącem w Bazylice Świętego Jana na Lateranie podczas Zgromadzenia Diecezji Rzymskiej zdradził cztery cechy owocnego duszpasterstwa: „Pilnie należy ustanowić duszpasterstwo solidarne, empatyczne, dyskretne i nieoceniające”.
„Ten, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał” - już czytając ten zwrot mamy na plecach ciarki.
„Jakże miałby także wraz z Nim wszystkiego nam nie darować?” – ta obietnica sprawia, że lądujemy w obszarze obietnic, przy których nasze słowa wydają się zbyt małe…