W pierwszej mojej obronie nikt przy mnie nie stanął, ale mnie wszyscy opuścili: niech im to nie będzie policzone. Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mnie. (2 Tm 4, 16-17)
Róbmy swoje. To pierwszy wniosek, jaki nasuwa się po przeczytaniu końcówki listu Pawła do Tymoteusza. Sytuacja przypomina tę z piosenki Stanisława Soyki, ostatniej, jaką dane było mu zaśpiewać: „Gdy wszystko idzie źle i nie masz dokąd pójść, przyjaciół tłum rozproszył się…”. Świadectwo Pawła zwykle mieści się w siedmiu słowach: „Pan stanął przy mnie i wzmocnił mnie”.
Kiedy kilka wersów wcześniej pisze: „W dobrych zawodach wystąpiłem” (czytaj: robiłem swoje), i spogląda bliżej i dalej za siebie, dostrzega wtedy i olbrzymi trud, i wielką satysfakcję, i upokorzenia, i całą sekwencję cudów. Pewnie nie brakowało niezrealizowanych celów. Nie każdy, kto usłyszał mowę apostoła, natychmiast płonął wiarą w Chrystusa. Mimo to Paweł wiedział, że wszystko może w Tym, który go umacnia. Bo tylko Bóg wie, czym jest to „wszystko”. My mamy robić swoje.