Ja jestem Pan, twój Bóg, pouczający cię o tym, co pożyteczne, kierujący tobą na drodze, którą kroczysz (Iz 48,17)
Kiedy mieszkali z nami Ukraińcy, okazało się, że mam w domu potężne „lustro”, w którym odbija się to, jaka jestem. Żyjąc z nami na małej przestrzeni słyszeli, że się kłócę, widzieli jak przeżywam traumy. A ja miałam pomnożoną świadomość, że święta nie jestem. Miałam na to świadków, nowych, świeżutkich, nieoswojonych.
Bóg mówi dziś: „O, gdybyś zważał na me przykazania, stałby się pokój twój jak rzeka, a sprawiedliwość twoja jak morskie fale”. Zważanie na Jego przykazania, to na przykład zauważanie momentów, w których nie liczę się z Bogiem i rozwiązuję problemy po swojemu, i dostrzeganie, kiedy stawiam się wyżej od innych.
Kiedyś pewnej osobie puściły nerwy w mojej obecności. Z jednej strony słuchałam pretensji, a z drugiej wyświetlały mi się przed oczami sceny, w których ta osoba była dla mnie podtrzymaniem i niezwykłym dobrem.
Bóg pomaga wychodzić z sytuacji trudnych, wynikających z ludzkiej słabości, bez szwanku dla relacji. No bo jak mogę, mając na sumieniu podobne zachowania, mieć pretensje do kogoś, kto podobnie przeżywa swój kryzys?
W czasach wspólnego pomieszkiwania z naszymi gośćmi zważanie na przykazania obejmowało także zasadę niemówienia źle o drugim. Nigdy nie zastali nas przy rozmowie krytykującej ich obecność – bo takiej rozmowy po prostu nie było. Przykazanie „Nie mów fałszywego świadectwa” poszerzyło się o nieskupianie się na trudnościach, po to, by nie stracić z oczu błogosławieństw.
Dzięki Bogu przeżyliśmy piękne dwa lata.