Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec”.
W Janowej Ewangelii Jezus nie mówi osobiście o swojej śmierci, a jeżeli już musi to robić, to czyni to za pomocą symbolu. Obraz obumarłego i wrzuconego w ziemię ziarna jest szczególnym symbolem, który pomaga w zrozumieniu tajemnicy Chrystusa; mówi nam, że życie odniosło zwycięstwo nad śmiercią. Ziarno pszenicy nie umiera dlatego, że jest winne; umiera, by nie pozostać samo; umiera, by stać się kłosem. Umiera z konieczności wzrostu i przemiany; umiera, ponieważ nie może być jednocześnie i ziarnem, i kłosem; umiera, ponieważ musi „przejść” z ziarna w kłos. Tym przejściem – paschą – jest śmierć. Tak samo jest z Chrystusem. Przechodzi przez bramę śmierć, aby „pójść w zapasy ze śmiercią i powalić ją raz na zawsze”. Wydające owoc obfity obumarłe ziarno to znak, że życie odniosło zwycięstwo nad śmiercią.
Św. Wojciech, biskup i męczennik, główny patron Polski. Ten sam, który wyruszył, by podzielić się Dobrą Nowiną z mieszkańcami Prus. Choć miał do ochrony przydzielony przez Bolesława Chrobrego oddział 30 wojów, odprawił ich, żeby nie sugerować Prusom żadnych zbrojnych zamiarów. Czy to nie jest prawdziwie ewangeliczny przykład zaufania? A i męczeńska śmierć w czasie sprawowania Eucharystii, do której przyczynił się pogański kapłan, także robi wrażenie. Tak, tak… Tyle, że święci nie mają nam służyć za pretekst do samouwielbienia. Są nam dani niejako w formie drogowskazu, prowadzącego do nieba. A ta droga zawsze zakłada krzyż. I dość jasno jest to przedstawione na odlanych z brązu Drzwiach Gnieźnieńskich. Gdy się im przyjrzymy nieco uważniej, wtedy się okaże, że główny patron Polski swoim życiem zamiast pompować balonik narodowej dumy, raczej bezceremonialnie go przekłuwa. Po pierwsze, żaden z niego Polak tylko Czech. Po drugie, choć miał być pierwotnie rycerzem, to z uwagi na jego wątłe zdrowie przeznaczono go do stanu duchownego. Po trzecie, choć w wieku zaledwie 27 lat został wybrany biskupem Pragi, to jako hierarchy nikt go nie słuchał – tak diecezjanie, jak i duchowni. Ostatecznie po 5 latach św. Wojciech bezradny opuszcza więc swoją diecezję, a właściwie to z niej ucieka do Rzymu. Choć liczył na uwolnienie od przykrych obowiązków, to dostaje od papieża tylko czas na przemyślenie swojego życia. Chce to zrobić pielgrzymując do Ziemi Świętej. Nie dociera tam jednak, bo zgodnie ze swoim szczęściem, wikła się w klasztorze na Monte Cassino w spór zakonników ze swoim ordynariuszem. Dobro wynika z tego tylko takie, że poznaje benedyktynów i sam zostaje jednym z nich. Nie mijają jednak 3 lata, a wierni i duchowieństwo żądają od św. Wojciecha, by wrócił do Pragi. Miał być nowy początek, a wychodzi rzeź i to dosłowna. Skłóceni bowiem ze św. Wojciechem przedstawiciele jednej z możnowładczych rodzin, zamiast dochodzić swoich racji pokojowo, najeżdżają rodowe dobra biskupa i mordują całą jego rodzinę. On sam ratuje się ucieczką do Polski, gdzie – jak wiemy – 23 kwietnia 997 roku ponosi ostateczną klęskę. Klęska ta jest jednak z gruntu paschalna, bo przynosi zwycięstwo. Oto na wieść o męczeńskiej śmierci biskupa Pragi cesarz Otton III zwraca się do papieża z prośbą o jego kanonizację, a w Polsce zostaje błyskawicznie utworzona nowa, niezależnej od państwa niemieckiego metropolia w Gnieźnie, której patronem zostaje ogłoszony właśnie wspominany dzisiaj św. Wojciech. Czyli ostatecznie wielki dyplomatyczny i religijny sukces, do którego prowadziło 41 lat życia upływającego naszemu patronowi raczej pod znakiem porażek.
Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.