Słowa Najważniejsze

Niedziela 19 kwietnia 2026

Czytania »

Ks. Tomasz Jaklewicz Ewangelia z komentarzem

|

19.04.2026 00:00 GN 16/2026 Otwarte

Przymusili Go

W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.

On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało».

Zapytał ich: «Cóż takiego?»

Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».

Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»

W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Łk 24, 13-35

1. Wędrówka uczniów do Emaus jest obrazem drogi prowadzącej do świadomej wiary. Aby serce uczniów zapłonęło, konieczny jest czas wzrastania. Jezus słucha najpierw cierpliwie naszych opowieści o życiu. Tak jak słuchał uczniów w drodze do Emaus. Oni wiedzieli sporo o Jezusie, znali kluczowe fakty, ale pozostali smutni. To była opowieść o zawiedzionej nadziei, o przegranym bohaterze. To brzmiało jak kazanie sfrustrowanego księdza, jak wyznanie małżonka o wypalonej miłości. Nie było w tym ducha. Jezus słucha cierpliwie, ale samo słuchanie to za mało. Potem prostuje, wyjaśnia, poucza. Wiara nie rodzi się z tego, że jest się w Kościele wysłuchanym, ale z tego, że się słucha w nim Boga. Ludzie mówią różne rzeczy, mają swoje pokręcone historie, ich opowieści niosą ziarna prawdy i mądrości, ale także sporą dawkę głupoty, błędów, negatywnych emocji, krzywd, frustracji itd. OK, ludzie muszą się wygadać. Ale to zaledwie początek, a nie klucz do całości. Konieczne jest porządkowanie tego chaosu, oddzielenie ziarna od plew.

2. „O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy!”. Słowa Jezusa brzmią twardo. Czasem potrzebujemy takiego słowa, które wywoła wstrząs, postawi do pionu. „I zaczynając od Mojżesza, przez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego”. W słowie Bożym jest odpowiedź, my sami bywamy zamknięci na prawdę, uwięzieni w naszych schematach, zatruci ideologiami, a serca zimne jak lód. W pierwszym czytaniu słyszymy orędzie Piotra, które jest kontynuacją przekazu Jezusa. To tzw. mowa kerygmatyczna, czyli kazanie skoncentrowane na dziele Jezusa i wzywające do wiary. Piotr tak jak Jezus cytuje Stary Testament, wykazując, że jest on zapowiedzią Mesjasza. „Przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście” – to brzmi jak oskarżenie. Twarde, mocne słowa. Pointa jest wezwaniem do wiary w to, że Pan zmartwychwstał i Jemu warto zawierzyć życie.

3. „On okazywał, jakoby miał iść dalej”. Jezus się nie narzuca, nie wprasza się. Wiara i miłość rodzą się tylko z wolności. „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi…” – ewangelista pisze, że Go przymusili. Warto rozważyć ten czasownik. Uczniowie zrozumieli i odczuli głęboko, że potrzebują tego Nieznajomego, że bez Niego nie poradzą sobie ze swoją samotnością, głupotą, pustką. Bóg chce, żebyśmy Go pragnęli. Wtedy przychodzi. Królestwo Boże zdobywają gwałtownicy. Trzeba zaprosić Jezusa nie grzecznościowo na niedzielną kawkę. Ale zaprosić z taką siłą, przepraszam za śmiałe porównanie, jak się zaprasza kochanka(ę). To jest ten rodzaj przymusu. I nie o pożądanie tu chodzi, ale o siłę miłości, o żar serca. Bez Ciebie, Panie, nie dam rady. Potrzebuję Twojej obecności..

4. Poznali Go po łamaniu chleba. To symbol Eucharystii. Ona otwiera oczy, zapala serce. Św. Jan Paweł II pisał: „Eucharystia jest zbyt wielkim darem, ażeby można było tolerować dwuznaczności i umniejszenia”. Współbrzmi to z wezwaniem św. Piotra: „Zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa”. Jak bardzo jesteśmy cenni w oczach Boga!

Czytania »

Św. Leon IX

Św. Leon IX   Św. Leon IX brewiarz.pl Gdy miał 5 lat trafił na wychowanie do Bertolda, biskupa z Toul. Na osiemnaste urodziny został mianowany kanonikiem w Saint-Etienne. Mając lat 24, ledwie po święceniach kapłańskich, został wybrany biskupem w diecezji, na której terenie już od 19 lat mieszkał. Do tego wszystkiego pełnił jeszcze obowiązki kapelana na cesarskim dworze. Żyć nie umierać - chciałoby się powiedzieć. Jak na XI wiek w Cesarstwie Niemieckim dzisiejszy patron osiągnął wszystko, co gwarantowało mu święty spokój. Żeby ten stan trwał aż do końca jego  życia, wystarczyło tylko robić to, co inni. Przymykać oczy na niekompetencję, a nawet głupotę poddanych jeśli byli z cesarskiego nadania. Czerpać zyski z symonii, czyli handlu kościelnymi godnościami. Zaakceptować nikolaityzm, czyli małżeństwa i konkubinaty kleru. No i ostatnie, ale nie najmniej ważne, zakisić się w sosie samouwielbienia. Ach… gdyby dzisiejszy patron zechciał to wszystko zrealizować, już teraz skończyłaby się jego historia. Tymczasem jednak ten bogato urodzony niemiecki arystokrata za punkt honoru postawił sobie zreformowanie Kościoła. Po co? Żeby bardziej był Boży i powszechny, niż świecki i elitarny. Jak sobie to założył, tak też przez kolejne 22 lata niestrudzenie się tego trzymał. Dokonywał w swojej diecezji koniecznych porządków, jednak nie czynił tego w duchu nakazowo-restrykcyjnym. O wiele bliższe były mu osobiste kontakty twarzą w twarz i wspólne szukanie kompromisu. Choć trzeba przyznać, że gdy wyczerpywały się wszystkie inne drogi rozwiązywania problemu, dzisiejszy święty nie stronił od rozwiązań siłowych. Poniekąd temu zawdzięcza zresztą swoją przedwczesną śmierć, gdy już jako papież, po przegranej bitwie z Normanami pod Civitate, trafił do niewoli. Zwolniony z niej po wielu miesiącach był w stanie jedynie wrócić do Rzymu, gdzie zmarł 19 kwietnia 1054 roku. A jak to się w ogóle stało, że wybrano go na Piotrową Stolicę? Tutaj przydało się owo ćwierć wieku reformowania Kościoła w Niemczech. Oto po śmierci papieża Damazego II cesarz Henryk III wskazał dzisiejszego świętego jako jego następcę. Ten jednak zgodził się przyjąć ten urząd, tylko wtedy, gdy jego wybór przyjmie duchowieństwo i lud Rzymu. Udał się w tym celu do Wiecznego Miasta i w stroju pokutnika, na bosaka, czekał na decyzję modląc się przy grobie św. Piotra. W roku 1049 został jednogłośnie wybrany papieżem i przez kolejne 5 lat w całym Kościele zainicjował tę odnowę, którą przetestował wcześniej w swojej diecezji w Toul. Łącznie odbył w tym celu 12 synodów - w Italii, we Francji i w Niemczech - przebywając więcej w podróży niż w Rzymie. Czy jednak nie obawiał się pozostawiać Kościoła bez stosownej władzy na miejscu, w Rzymie? Nie, bo jako pierwszy powołał kolegium kardynalskie, jako ciało wspomagające w pracy Ojca Świętego. Dlatego nawet, gdy przebywał w niewoli, Kościół nie był pozbawiony prowadzenia. Czy wiecie państwo, kim jest ten wyjątkowy papież? To święty Leon IX. 

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.