Maria Magdalena stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg.
I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?»
Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono».
Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.
Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?»
Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę».
Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu!
Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”».
Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział.
Święty Grzegorz Wielki, komentując scenę spotkania Marii Magdaleny ze Zmartwychwstałym, pisze: „Gdy nawet uczniowie odeszli od grobu, ona nie odeszła. Szukała Tego, którego nie znalazła”. Kluczem do zrozumienia opisów zmartwychwstania jest słowo „szukać”. Szuka Go Maria Magdalena. Szukają i biegną zaniepokojeni jej słowami Piotr i Jan. W swoim zagubieniu szukają Go dwaj idący do Emaus i Tomasz. Gdyby nie szukali, nie znaleźliby. A może bardziej precyzyjnie: szukali, a On dał się im odnaleźć. Chrześcijaństwo to nie tylko przyjęcie kilku faktów i prawd Ewangelii. To ciągłe poszukiwanie w swoim życiu i w swojej historii Tego, który umarł i zmartwychwstał. Szukanie Go w pustkach i grobach naszego życia. W miejscach, gdzie myśleliśmy, że jest – a Go nie ma. W chwilach, gdy pytamy jak Maria Magdalena: „Gdzie Go położono?”. Nie zatrzymujmy się w tym. Szukajmy Go. On da nam się odnaleźć.
Gdy ten młody arystokrata stracił nagle oboje rodziców i musiał przerwać studia, by zaopiekować się dziesiątką swojego młodszego rodzeństwa, nawet nie przypuszczał, że opieka nad dziećmi będzie odtąd jego powołaniem. Jego plany były inne, przynajmniej do czasu przyjęcia w roku 1678 święceń kapłańskich i… zadania opieki nad szkołą i sierocińcem. Jan Chrzciciel de la Salle oddał się jednak tej posłudze z gorliwością neoprezbitera i szybko odkrył, że dzieci potrzebujących pomocy jest dużo więcej niż miejsc w podległej mu placówce. Co zatem zrobił? Przekształcił w internat część plebani, następnie cały swój rodzinny dom, a ostatecznie - dzięki pomocy życzliwych ludzi - także zupełnie nowy, obszerny budynek. To wszystko było dobre, ale daleko niewystarczające. Żeby ogarnąć wciąż rozrastającą się grupę potrzebujących opieki i edukacji dzieci, ks. Jan Chrzciciel de la Salle zakłada więc nową zakonną rodzinę, popularnych 'braci szkolnych'. Jej celem ma być wychowanie i kształcenie najmłodszych bez użycia kar fizycznych, bez pobierania opłat i w zrozumiałym dla nich ojczystym języku zamiast po łacinie. Dzisiaj to rzeczy oczywiste, ale gdy nasz patron postulował je w XVIII wieku we Francji wydawały się zupełnie nierealne. Za sprawą zaufania Bogu i pomocy postronnych ludzi cud jednak się zdarzył, a jego inicjator jest dzisiaj wspominany jako święty.
Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.