Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel. (Iz 7, 14)
Emmanuel, czyli „Bóg z nami”. Z tą obietnicą oczekujemy (odliczamy dni) na narodzenie Boga. Ale na tym oczekiwaniu nie koniec. Bóg z nami – to być może najkrótsza definicja nadziei. „Człowiek jak cień przemija”, powie autor psalmu trzydziestego dziewiątego, by po chwili dodać, że w Bogu jest nadzieja (zob. Ps 39). Serfujemy na falach nadziei i beznadziei, w czasach multistrachu, nakręcani doniesieniami z kraju i ze świata. Coraz więcej osób skarży się na emocjonalny paraliż. W strachu drepczemy w miejscu. Z Bogiem jesteśmy w drodze.
Emmanuel. Bóg jest z nami. „Świadomość, że Bóg obejmuje całe moje życie, daje sercu głęboki pokój” – stwierdza o. Krzysztof Pałys w nowiutkiej książce „Czy Bogu na pewno nic się nie wymyka?”. Warto do niej sięgnąć, mimo że właśnie zdradzam odpowiedź na tytułowe pytanie: Nic!
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a dziewicy było na imię Maryja.
Wszedłszy do Niej, Anioł rzekł: «Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami ». Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie.
Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie on wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca».
Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?»
Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. a oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego».
Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego».
Wtedy odszedł od Niej Anioł.
Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego. Łk 1,38
Teologowie mówią o Maryi, że jest obrazem Kościoła. To prawda. Łaski, które od Boga otrzymała – Niepokalane Poczęcie, Dziewicze Macierzyństwo – są obrazem tego wszystkiego, co my, wezwani do świętości, od Boga otrzymujemy. Jej los, wzięcie do nieba, jest zapowiedzią naszego losu po śmierci.
Jej misja – danie światu Boga – jest i naszą misją. A Jej postawa wobec planów Boga: „Tak, niech Mi się stanie według słowa twego” – jest dla wszystkich wierzących wzorem przyjmowania tego, czego oczekuje od nas Bóg. A oczekuje przede wszystkim, że na serio będziemy traktowali Jego przykazanie miłości. Także miłości bliźniego.
Im bliżej do Bożego Narodzenia, tym goręcej pragniemy świętego spokoju. Nie zwyczajnego spokoju, ale właśnie świętego. Czyli takiego, który wzniesie nas ponad całe to szaleństwo świątecznych przygotowań. Który zaoferuje nam czas na refleksję nad życiem, na kontemplację chwili, na duchowe wyciszenie. Zamiast tego jesteśmy jednak - jak co roku zresztą - w nieustannym wirze zajęć i obowiązków. Ale, ale… czy to źle, że mamy na głowie dużo spraw? Że są w koło nas osoby, za które jesteśmy odpowiedzialni? Że musimy okradać samych siebie z czasu na wytchnienie? Zanim państwo odpowiecie, pozwólcie, że przytoczę pewną historię. Oczywiście dydaktyczną, ale za to z życia wziętą. Był sobie w Hiszpanii jakieś 1000 lat temu pewien człowiek, który tak samo jak my dzisiaj, cierpiał z powodu nawału spraw i obowiązków, które go skutecznie odciągały od tego, czego pragnął najbardziej. A pragnął świętego spokoju, który mógłby oddać Panu Bogu. Postanowił więc, że wstąpi do benedyktynów. Gdy już to uczynił okazało się, że dzielenie świata ze współbraćmi jest równie absorbujące, jak życie świeckie. Dlatego bohater tej opowiastki opuścił klasztor i został pustelnikiem w górach Sierra de Cameros. Czy znalazł to czego szukał? Chyba nie do końca, skoro po pewnym czasie wrócił do życia wspólnotowego. A jak wrócił, to od razu dostał obowiązki mistrza nowicjatu. Jakby tego było mało, wkrótce wybrano go też przeorem, więc o spokoju mógł już tylko pomarzyć. Co zrobił w tej sytuacji ten człowiek? Po raz trzeci postanowił rzucić wszystko i pójść za głosem swojego - pobożnego skądinąd – pragnienia. Na swoje miejsce odosobnienia wybrał tym razem klasztor św. Sebastiana w Silos. Jak tylko jednak tam dotarł, sam król Hiszpanii Ferdynand mianował go opatem. Choć możecie państwo nie wierzyć, ale dopiero wtedy, nasz bohater przestał szukać idealnych warunków duchowego wzrostu. Zamiast tego postanowił uświęcić to, przed czym do tej pory uciekał. I tak oto w wirze swoich obowiązków przeprowadził reformę opactwa na wzór tego z Cluny, naprawił walące się zabudowania, dał pracę okolicznym ubogim rzemieślnikom, tworząc gospodarcze zaplecze klasztoru, urządził także wielkie skryptorium do przepisywania ksiąg. Skąd wzięły się tak wielkie owoce jego pracy? Z tego, że zamiast skupiać się na zamieszaniu związanym z tymi wszystkimi obowiązkami, spojrzał dużo dalej – na cel, któremu mają one służyć. I to ten cel uświęcił wysiłek i stał się modlitwą. Warto od tego człowieka nauczyć się tej niezwykle cennej umiejętności. Przydatnej nie tylko na czas przedświątecznej gorączki. A propos wiecie państwo kto był bohaterem tej opowieści? Święty Dominik z Silos, opat.
Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.