Jezus wyrzucał złego ducha z człowieka, który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: «Mocą Belzebuba, władcy złych duchów, wyrzuca złe duchy». Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba.
On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i Szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja mocą Belzebuba wyrzucam złe duchy, to czyją mocą wyrzucają je wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże.
Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, to zabierze całą broń jego, na której polegał,i rozda jego łupy.
Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza».
Przepraszam za porównanie, ale czasem po rodzinnej sprzeczce czy kłótni, także w niejednym z naszych domów panuje „duch niemy”. Ciche dni. Jeden drugiemu schodzi z drogi. Ktoś obrażony na „amen”. Cisza może trwać tygodniami. Bo kto ma jako pierwszy wypowiedzieć słowo przebaczenia? Kto się zdecyduje na wyzwalające słowo, które przerwie złowrogie milczenie?
W jaki sposób Jezus sprawił, że niemy zaczął mówić, nie wiemy. Ewangelista o tym nie wspomina. Można jednak się domyślić, że to nie było tylko określone słowo, ale również sposób, w jaki Pan Jezus zwrócił się do niemego. To zadziałało w uzdrawiający sposób. Z pewnością niemy z dzisiejszej Ewangelii doświadczył także ze strony Jezusa głębokiej akceptacji. Wszystkich, którzy byli przy tym cudzie obecni, interesowało tylko jedno: w jaki sposób Jezus tego dokonał? A On pokazuje nam: Bóg kocha ciebie i mnie, każdego z nas – i to właśnie działa wyzwalająco.
Warto się pojednać i wyrzucić „niemego ducha”, i przemówić na nowo…
O dzisiejszym patronie można mówić dużo i długo, ale my mamy tylko 4 minuty. Z konieczności więc ograniczmy się do kilku obrazów, które postarają się przybliżyć tę postać. Kogo? Św. Alojzego Orione, syna kamieniarza z Pontecurone, w pobliżu Tortony. Obraz pierwszy: Alojzy ma 10 lat i pomaga ojcu. Codziennie widzi matkę, która wstaje o trzeciej w nocy, by rano wszystko było gotowe na ich wyjście do pracy. Gdy więc pewnego dnia w rodzinnym miasteczku dostrzega wygrzewających się o poranku na słońcu i spokojnie gawędzących księdza, aptekarza i adwokata, bierze do ręki kij i uderzając w ziemię wzbija nim tumany kurzu krzycząc: „Czy nie wiecie, że o tej porze się pracuje, a nie siedzi na słońcu i kręci palcami?” Obraz drugi: Alojzy ma 14 lat i zostaje przyjęty do szkoły salezjanów w Turynie przez samego św. Jana Bosko. „Będziemy przyjaciółmi” – mówi mu założyciel Towarzystwa Salezjańskiego i dotrzymuje słowa, przez dwa lata, czyli aż do swojej śmierci, będąc duchowym mistrzem naszego młodego patrona. Ten czas pozwala mu odkryć swoją własną, niepowtarzalną drogę do Boga, dlatego wraz ze śmiercią ks. Bosko Alojzy, ku zaskoczeniu wszystkich, opuszcza szkołę, by ruszyć za swoim powołaniem. Obraz trzeci: Alojzy ma 17 lat i jest klerykiem w seminarium diecezjalnym w Tortonie. Ponieważ jest biedny, żeby się utrzymać pracuje jako kościelny i stróż w miejscowej katedrze. Gdy jednak pewnego dnia na swojej drodze spotyka zapłakanego malca-sierotę, którego katecheta wypędził z lekcji religii, coś każe mu się zatrzymać. Kleryk Orione podejmuje najważniejszą decyzję w swoim życiu – chce by to dziecko nie zostało już nigdy więcej wypędzone z katechezy, chce by poznało i pokochało Boga. To jednak oznacza, że musi przygarnąć je i wziąć za nie odpowiedzialność. Nie mija dużo czasu, a w katedrze zaczynają licznie zbierać się dzieci ulicy, na co zwykli wierni nie są zupełnie gotowi. Obraz czwarty: jest 3 lipca 1892 roku, Alojzy ma 20 lat, gdy jako kleryk za zgodą biskupa zakłada „Oratorium Św. Alojzego” dla kilkudziesięciu najbiedniejszych dzieci Tortony. Dzięki temu katedra przestanie wreszcie rozbrzmiewać krzykami dzieci, co tak irytowało niektórych wiernych, powstanie za to Małe Dzieło Boskiej Opatrzności, które do historii przejdzie jako zgromadzenie powołane do istnienia przez najmłodszego założyciela, który święcenia kapłańskie dostanie dopiero za trzy lata, w roku 1895. Św. Alojzy Orione będzie jego przełożonym przez niemal pół wieku, zanim zabierze go w roku 1940 zawał serca. Pytany, po co było powoływać nową wspólnotę, odpowie: „Bóg już zadbał o potrzeby bogatych, czas iść teraz do biednych!”
Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.