Nowy numer 42/2019 Archiwum

Klątwa Czarnobyla

Naukowcy nie mają wątpliwości, że wyprodukowana przez nie energia jest czysta i bezpieczna. Dlaczego w Polsce nadal nie wybudowano elektrowni jądrowych?

We wnioskach z ubiegłotygodniowego szczytu UE pojawił się zapis o konieczności osiągnięcia przez wspólnotę neutralności klimatycznej do 2050 r. Po jego przyjęciu cała unijna gospodarka musiałaby dostosować poziom emisji gazów cieplarnianych do zdolności ich pochłaniania. W praktyce oznaczałoby to ogromne straty finansowe dla państw, w których udział węgla w miksie energetycznym pozostaje na wysokim poziomie. Nic zatem dziwnego, że Polska postawiła weto w tej sprawie.

Tłumacząc decyzję rządu, Jadwiga Emilewicz podkreślała, że transformacja energetyczna powinna uwzględniać miejsce, w którym znajduje się dane państwo. Minister przedsiębiorczości i technologii zaznaczyła, że szybkie wcielenie w życie przedstawionych na szczycie założeń byłoby możliwe tylko w państwach, w których działają elektrownie jądrowe. Jako przykład podała Francję, której miks energetyczny w 70 proc. opiera się na atomie. Kilka miesięcy wcześniej minister energii Krzysztof Tchórzewski powiedział wprost: „Bez dynamicznego powrotu energetyki jądrowej nie uda się zrealizować wyzwań klimatycznych”.

Polscy politycy są zgodni co do tego, że jedynym sposobem na znaczne zmniejszenie emisji CO2 w naszym kraju jest rozwój energetyki jądrowej. W ankiecie Latarnika Wyborczego opowiedziały się za tym niemal wszystkie komitety startujące w wyborach do PE. Obecnie rządzący deklarują, że do 2033 r. zostanie uruchomiony pierwszy blok o mocy ok. 1-1,5 GW, a dziesięć lat później powstanie kolejne pięć. Warto jednak zachować sceptycyzm w sprawie dotrzymania tych terminów. W 2009 r. zapewniano już, że pierwsza elektrownia będzie gotowa w 2020 r. Tymczasem nadal nie wiadomo, gdzie dokładnie zostanie zlokalizowana. Z analiz wynika jedynie, że gdzieś na północy kraju.

Ostatnio w drodze na wakacje mijałem położone kilka kilometrów od wybrzeża Jezioro Żarnowieckie. Stojąc na pomoście w Lubkowie, spoglądałem w kierunku wsi Kartoszyno, gdzie w 1982 r. rozpoczęto budowę Elektrowni Jądrowej Żarnowiec. Na powierzchni ok. 70 ha przygotowywano infrastrukturę zdolną do obsługi czterech bloków energetycznych o łącznej mocy ok. 1600 MW. Inwestycja została jednak przerwana. W zorganizowanym w 1990 r. referendum opowiedziało się za tym 86,1 proc. mieszkańców ówczesnego województwa gdańskiego. Wszyscy mieli w pamięci awarię w Czarnobylu. Nie pomogły zapewnienia, że zastosowane w Żarnowcu reaktory WWER-440 nie mają nic wspólnego z wadliwą konstrukcją RBMK-1000, która była przyczyną katastrofy w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej.

W kolejnych latach kilkukrotnie powracano do pomysłu budowy elektrowni nad Jeziorem Żarnowieckim. Niestety bezskutecznie: budynki niszczały, a tysiące drogich urządzeń zostało skradzionych lub zezłomowanych. Straty z powodu zaniechania inwestycji szacuje się na dwa miliardy dolarów. Dzisiaj wydaje się, że podobna sytuacja już się nie powtórzy. Globalne ocieplenie sprzyja realizacji projektu. Czas także zrobił swoje: kolejne pokolenia nie żyły w atmosferze strachu przed radioaktywną chmurą, nie poznały smaku płynu Lugola. Z badania przeprowadzonego na zlecenie Ministerstwa Energii w 2017 r. wynika, że 59 proc. Polaków opowiada się za budową elektrowni jądrowej. Nie można jednak wykluczyć, że po obejrzeniu głośnego serialu „Czarnobyl” ich perspektywa ulegnie zmianie. Przedstawiona w nim apokaliptyczna wizja świata po katastrofie mocno działa na wyobraźnię.

Z pewnością nie zabraknie ekologów, którzy użyją produkcji HBO jako oręża w walce przeciwko rozwojowi energetyki jądrowej. Najbardziej obawiam się jednak, że przeszkodą w realizacji inwestycji pozostanie imposybilizm państwa. Przełamanie go byłoby dużym sukcesem rządu Zjednoczonej Prawicy.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w Akademickim Radiu UL Uniwersytetu Łódzkiego. Współpracował z kwartalnikiem „Fronda Lux”, „Teologią Polityczną Co Miesiąc”, portalami plasterlodzki.pl i bosko.pl. Publikował także w miesięczniku „Koncept”. Interesuje się muzyką i szeroko pojętą kulturą. Jego Obszar specjalizacji to kultura, sprawy społeczno-polityczne, tematyka światopoglądowa, media.

Kontakt:
maciej.kalbarczyk@gosc.pl
Więcej artykułów Macieja Kalbarczyka

Zobacz także

  • sp
    26.06.2019 10:54
    "Naukowcy nie mają wątpliwości, że wyprodukowana przez nie energia jest czysta i bezpieczna." - przecież to slogan. Nawet ENERGIA z dymiącego Czarnobyla albo Fukushimy jest "czysta i bezpieczna", jak z rowerowego dynama. A chodzi o skutki awarii. Awaria elektrowni węglowej nie poczyni szkód takich, jak awaria elektrowni atomowej. Podobnie składowanie odpadów. Byłe hałdy są dziś miejscami uprawiania sportu. Czy tak można będzie kiedyś powiedzieć o śmieciowiskach radioaktywnych? W Polsce nie mamy też paliwa do elektrowni atomowych, czyli musielibyśmy popaść w kolejne uzależnienie. Mamy za to własny węgiel.
    doceń 14
  • Jenna
    26.06.2019 11:50
    "Atomówki" takie bezpieczne i ekologiczne? A co z radioakwtynymi odpadami? Poza tym, nawet jeśli jestem z tego pokolenia, które już nie pamięta Czarnobyla, to przecież słyszałam o zamieszaniu w Fukushimie. Jeśli taka awaria zdarzyła się w Japonii, gdzie wszystko musi być perfekcyjne i dopięte na ostatni guzik, to co dopiero w realiach naszych polskich prowizorek? Mam nadzieje, że "atomówki" u nas nie powstaną, szczególnie, że w innych krajach świata zaczynają się z tej technologii wycofywać...
    doceń 13
  • gość
    26.06.2019 14:57
    Zamiast topić miliardy w budowę elektrowni atomowej i uzależniać się od dostawców paliwa do niej, a także płacić za składowanie odpadów radioaktywnych, lepiej te pieniądze przeznaczyć na rozwój energii odnawialnej. Gdyby za te same pieniądze, które mają być przeznaczone na elektrownię atomową, na każdym dachu zainstalować panele fotowoltaiczne, to każdy budynek byłby samowystarczalny energetycznie. Odpada też problem przesyłu energii. Biogazownie pozwoliłyby zagospodarować mnóstwo odpadów organicznych, które obecnie się marnują. Również spalanie biomasy rolniczej i leśnej pozwoli zagospodarować tani surowiec, który teraz też się marnuje. Można by też (należałoby!) te miliardy na budowę elektrowni atomowej przeznaczyć na rozwój technologii wykorzystujących perowskit, który też jest źródłem energii uzyskiwanej ze słońca.
  • MAGDAS
    27.06.2019 14:16
    Po pierwsze - odpady radioaktywne są radioaktywne i szkodzą. Nie musi być awarii. nieszczęście może spowodować "wyciek z magazynu". Po drugie - awaria może się zdarzyć niezależnie od rodzaju reaktora. Po trzecie - nawet jeśli młodzi Polacy nie pamiętają awarii w Czarnobylu, to jej skutki nadal są. Promieniotwórczy jod już dawno się rozłożył i nie potrzebujemy wspominać płynu Lugola, ale promieniotwórczy cez i stront mają okres połowicznego rozpadu około 30 lat, więc do tej pory rozłożyła się około połowa tego, co spadło na ziemię. Stront wbudowuje się w kości i może "walnąć" człowieka od wewnątrz. Na to, co było kiedyś nie mamy wpływu. Ale mamy wpływ na to, co będzie. Nie wybierałabym rozwiązań niebezpiecznych, niezależnie od tego jaka opcja polityczna i lobby ekonomiczne za nimi optuje.
    doceń 3

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji