Nowy numer 42/2019 Archiwum

To jeszcze ideologia czy już nowa religia?

Na fali zmian kulturowych w zachodnich społeczeństwach rezerwaty dla świń, krów, koni i kur powstają na całym świecie. Dlaczego w Polsce są coraz częściej nazywane "sanktuariami"?

W mediach społecznościowych pobrzmiewają jeszcze echa minionych wakacji. Znajomi wrzucają zdjęcia z Krety, Stanów Zjednoczonych, Włoch i Portugalii. Nie brakuje także tradycjonalistów, którzy zamiast zagranicznych wycieczek wybrali polskie morze i góry. Na wszystkich fotografiach widać piękne krajobrazy i zadowolone twarze ludzi korzystających z chwili wolnego. Moją uwagę przykuwa jeden sielski widok i towarzyszący mu podpis: „sanktuarium dla zwierząt hodowlanych w uroczym szwajcarskim miasteczku”.

Prowadzona przez wegan farma przyciąga wolontariuszy z całego świata. Spędzają tam kilka tygodni, pomagając właścicielom czyścić stajnie, budować ogrodzenia i remontować dachy. Wszystko dla dobra zwierząt, uratowanych przed trafieniem na stół łakomych mięsożerców. Na fali zmian kulturowych w zachodnich społeczeństwach podobne rezerwaty dla świń, krów, koni i kur powstają na całym świecie. Dlaczego w Polsce są coraz częściej nazywane "sanktuariami"?

Użycie tego terminu w tym kontekście można tłumaczyć kalką z języka angielskiego: "sanctuary" oznacza nie tylko miejsce kultu religijnego, ale także rezerwat i azyl. Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego nie pozostawia jednak wątpliwości, że w naszym języku sanktuarium to "miejsce święte o szczególnym znaczeniu kultowym, zwykle budowla sakralna lub jej najważniejsza część". Chociaż w innych źródłach można znaleźć definicje mówiące o "miejscu, gdzie znajduje się coś cennego", w powszechnej świadomości to pojęcie jest ściśle związane z sacrum (łac. "sanctuarium" pochodzi od "sanctus", czyli "święty").

Pojawienie się w języku polskim określenia "sanktuarium dla zwierząt" można traktować jako wyraz podświadomej tęsknoty za sferą, która jest wypychana na margines życia społecznego. Związki tego rodzaju przybytków z sacrum można bowiem znaleźć nie tylko na płaszczyźnie językowej. Rola, którą odgrywają w życiu odwiedzających je wolontariuszy, jest zbliżona do roli świątyń w życiu pątników. Podobnie jak miejsca kultu religijnego, takie rezerwaty są zwykle położone na wzgórzach, z dala od miejskiego zgiełku. Nie brakuje tam czasu na spacery i kontemplację, ale w centrum rozważań znajdują się ocalone przed rzezią zwierzęta, a nie Pan Bóg i święci. Wolontariusze z troską pochylają się nad ich losem, a po powrocie do domu z entuzjazmem neofitów obwieszczają całemu światu, że przeszli przemianę: nigdy więcej nie zjedzą nie tylko mięsa, ale także produktów odzwierzęcych. Do tego samego namawiają swoich znajomych i przyjaciół.

Później przychodzi czas na przypominające pielgrzymki wyjazdy do ubojni trzody chlewnej. Organizowane są tam już nie zwykłe „protesty” przeciwko zabijaniu świń, ale „czuwania” trwające do późnych godzin nocnych. Nie mam nic przeciwko niejedzeniu mięsa, ale wobec powyższego zastanawiam się nad jednym: to jeszcze ideologia czy może już nowa religia?

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w Akademickim Radiu UL Uniwersytetu Łódzkiego. Współpracował z kwartalnikiem „Fronda Lux”, „Teologią Polityczną Co Miesiąc”, portalami plasterlodzki.pl i bosko.pl. Publikował także w miesięczniku „Koncept”. Interesuje się muzyką i szeroko pojętą kulturą. Jego Obszar specjalizacji to kultura, sprawy społeczno-polityczne, tematyka światopoglądowa, media.

Kontakt:
maciej.kalbarczyk@gosc.pl
Więcej artykułów Macieja Kalbarczyka

Zobacz także

  • Dremor_
    13.09.2019 18:41
    Dremor_
    Użycie tego terminu wynika z innego zakresu znaczeniowego słów w języku polskim i w innych językach. W Polsce nie doszło nigdy do intensywnego prześladowania na tle religijnym, historycznie byliśmy "krajem bez stosów", dlatego też nie weszło do powszechnego użytku rozumienie słowa "sanktuarium" jako miejsca bezpiecznego w momencie zagrożenia. Co innego za granicą, gdzie budynek świątyni był nie tylko miejscem kultu, ale też schronieniem dla wszystkich prześladowanych. I nie dotyczyło to tylko kościołów chrześcijańskich, bo zwyczaj ten był znany już w starożytności. Stąd angielska nazwa "sanctuary" powinna być tłumaczona jako "ostoja dla zwierząt", ale trudno oczekiwać, że ktoś jadący na wycieczkę za granicę będzie szukać innego słowa, gdy sanctuary dosłownie tłumaczy się jako sanktuarium.

    Religijne konotacje raczej tu nie występują, może z wyjątkiem miejsc organizowanych przez osoby związane z duchowością wschodnią, zwłaszcza hinduską, ale i w tym przypadku nie ma mowy o jakiejś "nowej religii", tylko o realizacji ideałów religii już istniejącej.
    doceń 21
  • pawell
    13.09.2019 19:10
    Nie ma co dorabiać ideologii do braku wiedzy i obycia. Słowo "sanctuary" ( wbrew temu co pisze @Drem00r) ma także (równoważne) znaczenie azyl i rezerwat. To dokładnie ten sam przypadek co z "ekskluzywnymi" wywiadami. Oczywiście trzeba takie błędy wytykać bo wypaczają one język i rzeczywistość
    doceń 17
  • jurek
    16.09.2019 09:48
    Z kwestią terminologii to bywa różnie. Np. niektórzy preferencje seksualną nazywaja "ideologią".
    doceń 7
  • paszczyk2
    18.09.2019 08:59
    Spróbujcie zapytać radykalnych obrońców zwierząt, czy są też przeciwnikami zabijania dzieci nienarodzonych. Jak już spróbujecie, to w nogi.
    doceń 5
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji