W ostatnich dniach zobaczyliśmy, jak wielkie dobro potrafi zostawić po sobie człowiek żyjący po cichu – i jak bardzo wszyscy za takim światem tęsknimy. W dniu pogrzebu śp. Jacka Magiery wielu z nas ma poczucie, że wydarzyło się coś więcej niż tylko odejście jednego człowieka. Bo są takie momenty, kiedy czyjeś życie zaczyna przemawiać z niezwykłą siłą dopiero wtedy, gdy fizycznie go już nie ma.
16.04.2026 11:51 GOSC.PL
Paradoks tej sytuacji jest trudny do pominięcia. Można odnieść wrażenie, że bez jego śmierci dobro, które czynił przez całe życie – często cicho, bez rozgłosu – nie rozkwitłoby w tak niezwykły sposób, jak obserwujemy to w ostatnich dniach. Setki wspomnień, tysiące słów wdzięczności, osobiste historie ludzi, którym pomógł – to wszystko zaczęło wypływać jakby jednym strumieniem. To nie jest sztuczne. To nie jest wymuszone. To jest prawdziwe.
Co szczególnie poruszające, nie chodzi tu o osiągnięcia zawodowe czy publiczne role. To jego postawa życiowa – ta poza boiskiem – dotknęła ludzi najmocniej. Okazuje się, że dla wielu był kimś ważnym nie dlatego, że był rozpoznawalny, ale dlatego, jaki był wobec drugiego człowieka. Dla innych z kolei to właśnie ostatnie dni stały się momentem odkrycia wartości, którymi żył on i jego rodzina – wartości prostych, a jednocześnie dziś tak rzadkich: życzliwości, obecności, wierności zasadom.
Znamienne jest też coś jeszcze. W przestrzeni publicznej, która przecież tak chętnie szuka rys, potknięć i powodów do krytyki, trudno znaleźć jakiekolwiek negatywne słowa o jego życiu. Zamiast tego pojawia się podziw, szacunek i wdzięczność. To rzadkość. To znak, że mamy do czynienia z kimś naprawdę wyjątkowym.
To uniesienie trwa już blisko tydzień. I nie słabnie. Rzadko zdarza się, by czyjeś odejście tak głęboko poruszyło tak różne środowiska – ludzi sportu, dziennikarzy, znajomych, ale też tych, którzy znali go tylko z opowieści. W tym wszystkim rodzi się pytanie: dlaczego?
Historia zna takie momenty. Gdy odchodziła aktorka Anna Przybylska, cała Polska zamarła, poruszona jej spokojem i godnością w obliczu choroby. Gdy zmarła siatkarka Agata Mróz-Olszewska, poświęcenie dla życia dziecka stało się symbolem bezwarunkowej miłości. Kiedy odszedł ksiądz Jan Kaczkowski, wielu odkryło, że można mówić o cierpieniu i śmierci w sposób pełen nadziei i sensu. W każdym z tych przypadków śmierć nie była końcem opowieści, ale jej najmocniejszym akcentem.
To, że mówimy o takich ludziach, że chcemy ich wspominać, że próbujemy zachować ich obecność w pamięci – świadczy o czymś bardzo istotnym. O tęsknocie. Za światem, w którym dobro jest czymś naturalnym, a nie wyjątkowym. Za ludźmi, którzy żyją naprawdę.
Zamiast pytać, dlaczego oni odchodzą, może warto zmierzyć się z innym pytaniem: Co my z tym zrobimy, że byli?
czytaj także:
Uroczystości pogrzebowe piłkarza i trenera Jacka Magiery w Katedrze Polowej Wojska Polskiego.
PAP/Radek Pietruszka
(obraz) |
Karol Białkowski
Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Z wykształcenia teolog o specjalności Katolicka Nauka Społeczna, absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Wieloletni prezenter i redaktor wrocławskiego Katolickiego Radia Rodzina, korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej, a od 2011 roku dziennikarz „Gościa”. Przez prawie 10 lat kierował wrocławską redakcją GN.