Szymon Babuchowski: Zauważyłem, że spotykamy się w rytmie kolejnych płyt T.Love. Czy Ty też odmierzasz czas kolejnymi płytami?
Muniek Staszczyk: Tak, bo T.Love jest czymś w rodzaju mojego pamiętnika. W końcu to ja odpowiadam za teksty, kieruję tym zespołem, jestem kimś w rodzaju reżysera. Więc kiedy na koncertach gramy np. numery z „Al Capone”, „Antyidola” czy „Old Is Gold”, to zawsze przychodzi do mnie taki obrazek: byłem wtedy takim a takim człowiekiem, lubiłem te, a nie inne kapele, chodziłem na takie filmy, brałem ślub z Martą albo rodziły się nasze dzieci, dziś już dorosłe…
Pierwszy raz spotkaliśmy się przy płycie „Old Is Gold”. Nie chce się wierzyć, że to już 14 lat. Dużo przez ten czas w Twoim życiu się zmieniło?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








