Był pierwszy piątek miesiąca, wspomnienie Matki Bożej Różańcowej. Ksiądz Jacek Gancarek odwiedzał chorych. W jednym z mieszkań czekała młoda kobieta. „Umieram na raka, czy ksiądz ma dla mnie jakieś lekarstwo?” – powiedziała. „Odmawia pani Różaniec?” – zapytał. Okazało się, że nie. Kapłan zaproponował wspólne odmówienie tej modlitwy i wręczył chorej własny pięciokolorowy różaniec misyjny. „Ale mi chodzi o lekarstwo na moją chorobę, a ksiądz mi tu o Różańcu” – podkreśliła rozgoryczona kobieta. „Matka Boża daje różne obietnice dotyczące Żywego Różańca. Warto się modlić, Pan Bóg ma swoje drogi” – zapewnił ks. Jacek.
Więc pomodlili się. Na odchodne duchowny dał jej broszurę z obietnicami Matki Bożej dla odmawiających Różaniec. Gdy przyszedł za miesiąc, kobieta była znacznie pogodniejsza. „Codziennie odmawiam Różaniec i choć choroba nie minęła, to ta modlitwa przynosi mi wewnętrzne uspokojenie” – przyznała. Jej uwagę zwróciła siódma obietnica, zawierająca zapewnienie, że odmawiający Różaniec nie umrze bez sakramentów świętych. Wyraziła nadzieję, że tak będzie też w jej przypadku.
Później ksiądz długo jej nie widział, aż którejś soboty w szpitalu pielęgniarka mówi: „Niech ksiądz zajrzy na erkę, przywieźli kobietę, może potrzebuje sakramentów”.
– Wchodzę do sali, leży pacjentka z różańcem na ręce. Czyli pewnie wierząca, ale nie było z nią kontaktu. Pomyślałem, że przyjdę po Mszy, aby udzielić jej sakramentów świętych. Kiedy wróciłem, była przytomna – wspomina ks. Jacek. Uniosła różaniec. „Poznaje ksiądz? Dostałam go od księdza. A teraz chciałabym przyjąć wszystkie sakramenty święte, jakie mogę, bo czuję, że mój czas się kończy”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








