Nowy numer 39/2022 Archiwum

Czy Jezus miał rodzeństwo?

Ewangelia mówi o braciach i siostrach Chrystusa, jeden z apostołów był nawet nazywany „bratem Pańskim”. O co chodzi?

Wzmianka o braciach i siostrach Jezusa raz po raz pojawia się na kartach Ewangelii.

Koligacje rodzinne ze Zbawicielem szczególnie mocno dają o sobie znać w przypadku Jakuba Mniejszego, którego tradycja Wschodu utożsamia z Jakubem, „bratem Pańskim”, oraz apostołem Jakubem, synem Alfeusza.

Być może „brat Pański” (przez patrystykę zachodnią utożsamiany z Jakubem Młodszym) wyglądem przypominał swojego krewniaka. Święty Karol de Foucauld w „Dzienniku duchowym” pisze: „Tradycja poucza, że św. Jakub Mniejszy, który miał zostać biskupem jerozolimskim, był uderzająco podobny do Jezusa. Dlatego właśnie zdrajca Judasz umówił się z Żydami, którzy mu towarzyszyli do Ogrodu Oliwnego, że ucałuje Jezusa, żeby oszczędzić im pomyłki”.

Taka interpretacja gestu Judasza nie wynika wprost z Ewangelii, gdzie czytamy tylko, że: „Zdrajca dał im taki znak: »Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie!«”.

– Pocałunek był wyrazem szacunku, przyjaźni. Na starożytnym Bliskim Wschodzie witano się z przyjaciółmi poprzez wymianę pocałunków, ale był to również znak różnicy między dwiema osobami, gdy sługa całował pana, a uczeń nauczyciela. Pan Jezus podczas gościny u faryzeusza Szymona wypomniał mu, że nie przywitał Go pocałunkiem, podczas gdy grzeszna kobieta nie przestawała całować Jego stóp. A św. Paweł i św. Piotr zachęcali chrześcijan, by pozdrawiali się świętym pocałunkiem – zauważa ks. dr Dawid Ledwoń. – W przypadku Judasza perfidnym zachowaniem było to, że chciał posłużyć się gestem przyjaźni, aby zdradzić Mistrza. Łukasz zapisał, że Judasz zbliżył się do Jezusa, aby Go ucałować. Natomiast Chrystus, znając intencje zdrajcy, uprzedził go pytaniem: „Judaszu, pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego?”.

Czy jednak możliwość popełnienia błędu wynikała z łudzącego podobieństwa do Jakuba? – Trudno powiedzieć, choć taka koncepcja wydaje się ciekawa. Może po prostu chodziło o to, że w ogrodzie było ciemno, a w świetle pochodni nie każdy wygląda jak za dnia? – zastanawia się duchowny.

Ewangeliści nie poświęcają tej kwestii uwagi, podobnie jak nie wyjaśniają sprawy „rodzeństwa” Jezusa. W Ewangelii określenie „bracia” i „siostry” w odniesieniu do członków rodziny Zbawiciela pojawia się kilkakrotnie. – W Ewangelii Marka (6,3) czytamy o zdziwieniu mieszkańców Nazaretu, którzy przysłuchiwali się Jezusowi: „Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?”. Użyty w tekście greckim Ewangelii rzeczownik adelfos oznacza „brata według krwi”. Kuzyna określano terminem anepsios. Ale w apokryficznej Protoewangelii Jakuba z II w. mowa już o przybranych „braciach”. Nie możemy jednak pominąć żydowskiego kontekstu społeczno-kulturowego. W takim świecie żył przecież i nauczał Jezus Chrystus. Na co dzień posługiwał się językiem aramejskim, a w liturgii – hebrajskim. Otóż w tych dwóch językach termin ’ah oznacza brata, kuzyna, bratanka oraz siostrzeńca. Jest zatem terminem bardzo pojemnym znaczeniowo – przyznaje duchowny.

Oto Matka twoja

Gdy teksty Ewangelii zaczęły docierać do dalszych kręgów kulturowych, pojawiły się także nieporozumienia i wątpliwości. Przyjęcie założenia, że Jezus miał biologiczne rodzeństwo, spowodowałoby konflikt z istotnymi prawdami wiary Kościoła, szczególnie o dziewiczym poczęciu Jezusa, narodzeniu Go z Maryi Dziewicy oraz Jej wiecznym dziewictwie. Dlatego ważne stały się argumenty biblijne, które obalają tezę, jakoby Maryja oprócz Jezusa urodziła jeszcze inne dzieci. Najważniejszym i rozstrzygającym tę kwestię świadectwem jest testament Jezusa z krzyża.

Ewangelista Jan pisze: „Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: »Niewiasto, oto syn Twój«. Następnie rzekł do ucznia: »Oto Matka twoja«. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie”.

Jeśli Jan „wziął Ją do siebie”, to znaczy, że Jezus był jedynym synem Maryi. – Gdyby Maryja miała inne dzieci, to one w pierwszej kolejności musiałyby się Nią zająć. Na Bliskim Wschodzie więzy rodzinne zawsze odgrywały ogromną rolę. Do dziś nie wolno ich lekceważyć – zaznacza ks. Dawid Ledwoń.

Liczy się przesłanie

Wątpliwości związane z niektórymi tekstami biblijnymi na temat „braci” i „sióstr” Jezusa rozwiewane są dopiero dziś, m.in. dzięki odkryciom archeologicznym. Przykładem jest zdanie, w którym ewangelista Łukasz mówi o narodzeniu Zbawiciela: „Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie”. Jak się zdaje, słowo „pierworodny” sugeruje, że Jezus był pierwszym, ale nie jedynym. – Łukasz zamiast terminu monogenēs używa słowa prōtotokos (pierworodny). W całej trzeciej Ewangelii jest to klasyczny hapax, czyli słowo występujące tylko jeden raz, które dodatkowo ma znaczenie prawne. Łukasz nie zajmuje się tym, czy Jezus jest jedynym synem Maryi. Dla ewangelisty ważny jest fakt, że Chrystusowi przynależą wszystkie przywileje pierworodnego, którego rozumie tu także jako jedynaka, a w języku biblijnym również jako „poświęconego Panu”. W starożytnych tekstach obydwa terminy – „jednorodzony” i „pierworodny” – traktowano jako synonimy. Świadczy o tym chociażby napis na jednym z nagrobków, gdzie wspomina się o śmierci kobiety, która zmarła po urodzeniu swojego pierworodnego (prōtotokos), a więc jedynaka – wskazuje biblista. Jednym z miejsc w Nowym Testamencie, które sprawiają kłopoty interpretacyjne w kwestii „rodzeństwa Jezusa”, jest fragment z Mateusza, dotyczący Józefa, małżonka Maryi: „(…) lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus”. Pojawiające się wyrażenie „aż” można by interpretować w ten sposób, że później było inaczej. – Precyzyjniej rzecz biorąc, tekst grecki mówi o tym, że jej „nie poznał”, a hebrajskie jada’, oddane za pomocą greckiego czasownika ginōskō, wyraża bardziej złożoną rzeczywistość, dotyczy bowiem nie tylko namiętności, woli, lecz także umysłu, uczuć i czynów. Trzeba dodać, że po wspomnianej partykule „aż” (greckie heōs) następuje przeczenie – ou (nie). Konstrukcja ta nie zawiera idei granicy dla poprzedniego stanu. Dla Mateusza i pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej fenomenem było dziewicze poczęcie Maryi, a nie Jej trwałe dziewictwo. Przede wszystkim należało więc zdecydowanie odpowiedzieć na pytanie, kim jest Jezus Chrystus. I właśnie to czyni Mateusz. Skoro Jezus jest Synem Bożym, a Józef jako człowiek sprawiedliwy pełnił funkcję pokornego wykonawcy woli Pana Boga, to wydawało się rzeczą oczywistą, że mąż Maryi w żaden sposób nie konkurował z Najwyższym – podkreśla teolog z Uniwersytetu Śląskiego.

Czytanie wiarą

W interpretacji tekstów biblijnych należy brać pod uwagę inny od naszego sposób rozumowania ludzi współczesnych autorom natchnionym. – Dotyczy to choćby Księgi Rodzaju. Wielu sądzi, że zawarty tam opis stworzenia świata mówi o tym, jak było dokładnie, dzień po dniu. Tymczasem starożytnym autorom chodziło o to, by odpowiedzieć na pytanie: „Dlaczego?”. Celem biblijnych opowiadań o stworzeniu nie jest ukazanie historycznego początku świata i człowieka z naukowego punktu widzenia, lecz wskazanie, od Kogo pochodzi wszystko, co jest i co żyje na świecie. Autor natchniony, który umieścił obok siebie dwa różne opowiadania o stworzeniu, nie troszczył się nawet o to, żeby je zharmonizować. Dlaczego? Bo było to zgodne z jego żydowskim myśleniem, dążącym do tego, by ukazać rzeczywistość z każdej strony: i tak, i tak. Bardziej liczy się teologiczne przesłanie wydarzeń niż ich chronologia. Nie jest to historia, jaką znamy ze współczesnych podręczników – wyjaśnia ks. Dawid Ledwoń. Biblista podkreśla, że wspomniane opisy mają charakter „katechetyczny” i pokazują stworzenie świata obrazowo.

– Musimy pamiętać, że autorzy natchnieni czytają wydarzenia historii oczyma wiary. To jest zasada, która dotyczy hagiografów Starego i Nowego Testamentu – zaznacza teolog.

Wszystko to pokazuje, jak istotną rzeczą w interpretacji trudnych dla nas fragmentów Biblii jest zapoznanie się z osiągnięciami nauk biblijnych. Wyciąganie pochopnych wniosków na podstawie prywatnego przekonania, niepopartego rzetelną wiedzą, niejednego biblijnego „odkrywcę” zaprowadziło na manowce. Biblia niesie wiarę, jednak jej interpretowanie musi iść w parze z pokorą czytelnika. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się