Nowy numer 48/2020 Archiwum

Wybieram Mesjasza

Wszystko wolno mi wybrać, ale, jak mówi Apostoł, nie wszystko przynosi korzyść.

Parę dni temu w „Więzi” ukazał się tekst zatytułowany „W najbliższą niedzielę nie wybieram Mesjasza”. Tytuł ten szybko zaczął żyć swoim życiem, służąc, niekoniecznie zgodnie z intencją autora, do uzasadniania absolutnej dowolności wyboru w najbliższą niedzielę. Pojawiły się różne mutacje tego zwrotu. Nawet moi znajomi, całkiem zaangażowani katolicy, zaczęli agitować za wyborem Sam-Wiesz-Kogo, używając haseł typu: „Nie wybieramy ministranta roku” albo „nie wybieramy arcykapłana”. Tak jakby wybór ten nie miał większego znaczenia, był najzupełniej obojętny moralnie i nie przynosił innych skutków niż, ewentualnie, gospodarcze czy polityczne.

Człowiek, który przyznaje się do Chrystusa, powinien jednak rozumieć, że kogokolwiek i cokolwiek wybiera, zawsze wybiera – bądź odrzuca – Mesjasza. Powinien wiedzieć, że w każdej sprawie można i należy wybierać Jezusa, i tak jak Jezus.

Powie ktoś, że Jezus na wybory nie chodził. Owszem, bo w tamtych czasach nie było demokracji i przeciętny człowiek nie miał żadnego wpływu na to, czy rządzi nim Herod Antypas czy inny typas. Co jednak nie znaczyło, że to było obojętne. Gdyby ktoś inny niż Piłat był namiestnikiem Judei, może nie umyłby rąk w niewłaściwym momencie i wszystko byłoby inaczej. Ale za to, jak wtedy było, nie odpowiadali mieszkańcy Judei, tylko ten, kto rządził i ten, kto go na to stanowisko powołał.

Teraz jednak to my, chrześcijanie, współodpowiadamy za to, kto nami rządzi. To my powołujemy do władzy i potem daremne będzie tłumaczenie „co ja mogę”. Stojąc przed Bogiem nie będziemy się mogli wymówić od odpowiedzialności za to, co zrobiliśmy z łaską wiary, jaką nam podarował. Nie będziemy mogli się tłumaczyć, że nie mieliśmy wpływu na to, czego nauczono nasze dzieci w szkole albo kto i jak ukształtował je duchowo. Nie zdołamy uciec od pytania, co zrobiliśmy z naszego kraju – bo mamy na to bezpośredni wpływ. To wszystko ma poważne znaczenie duchowe i przekłada się na losy wieczne.

Jeśli modlę się „bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”, to chyba oznacza, że i na ziemi jednak powinno być po Bożemu, prawda?

Ja wybieram Mesjasza.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także