GN 48/2020 Archiwum

Kościół na dobrej drodze

Mieliśmy sporo powodów do wstydu. Ale to, co mamy teraz, to powód do dumy.

Prawda nie potrzebuje wielu słów. Wystarczy krótkie zdanie: Każdy człowiek ma prawo do życia. A kłamstwo ileż się musi nagadać, żeby uzasadnić tezę, że jednak nie każdy. Albo, że każdy, ale…

Ileż tam musi paść inwektyw, ileż emocji trzeba wyzwolić, ilu wrogów wskazać, żeby zakrzyczeć pustkę, jaka zieje z promocji ludzkiej krzywdy zwanej aborcją.

Wśród rzeczonych wrogów pierwsze miejsce aktualnie zajmuje Kościół. Stąd dewastacje budynków sakralnych, stąd zakłócanie Mszy i inne happeningi, stąd wulgarne okrzyki pod adresem duchownych.

„Opuszczam Kościół, staję się wojującym ateistą” – napisał jeden pan na Facebooku. To jedno z wielu podobnie absurdalnych stwierdzeń, jakich pełna jest teraz sieć. Wygląda to zupełnie tak, jakby niektórzy Polacy nagle się obudzili i ze zdumieniem stwierdzili: Łoo, Kościół jest przeciw aborcji! Niesłychane!

W takim razie coście, ludzie, sobie do tej pory wyobrażali? W jakim Kościele byliście albo o jakim wam mówiono? Myśleliście, że Kościół jest od potakiwania temu światu, cokolwiek by on wymyślił? Od przyklepywania każdej idei, nawet tak odczłowieczonej jak aborcja, byleby dało się zachować popularność i stan posiadania?

Otóż nie – chrześcijaństwo, jeśli jest prawdziwe – musi być w kontrze do wszelkich oszukańczych ideologii, zgubnych trendów i fałszywych drogowskazów. Jeśli idziemy za Chrystusem, to staniemy się tak jak On znakiem sprzeciwu. I musimy być gotowi ponieść tego skutki. Każdego rodzaju.

Nie chodzi o prowokowanie sprzeciwu dla sprzeciwu, bo takie rzeczy robią warchoły i pieniacze, którzy zapomnieli o przykazaniu miłości. Chodzi o nieuniknione konsekwencje życia Ewangelią. O miłość właśnie chodzi – a ona nie pozwala lekceważyć prawdy i zgadzać się na niesprawiedliwość, zwłaszcza tak wielką, jak zabijanie niewinnych dzieci.

Niezależnie od przyczyn i politycznych kontekstów dobrze się stało, że TK orzekł niekonstytucyjność aborcji eugenicznej. Bo to jest po prostu sprawiedliwe.

A jeśli Kościół za to obrywa, to cóż – za takie coś oberwać to zaszczyt. Jak mówi św. Paweł: „Lepiej bowiem – jeżeli taka wola Boża – cierpieć dobrze czyniąc, aniżeli czyniąc źle”.

Ostatnio dużo, jako katolicy, mieliśmy powodów do cierpienia z powodu złych czynów ludzi Kościoła. Teraz wreszcie cierpimy za to, co należy do misji Kościoła.

Widok zdewastowanych fasad kościołów nie jest oczywiście przyjemny, ale tym razem jest to cierpienie z powodu dobra.

Jakiś młodzian napisał na FB z satysfakcją: „To już koniec Kościoła”.
Niezupełnie. Kościół dzięki takim „końcom” się odradza.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także