Nowy numer 27/2022 Archiwum

Putin wzmacnia Ukrainę

Dziś nasz sąsiad nie potrzebuje kontrowersyjnych symboli. Ma już wspaniałe i bezsporne.

Podobno Władimir Putin z towarzyszami wyobrażali sobie, że Ukraińcy przyjmą ich kwiatami, gdy tylko jego wojska przegonią siły ukraińskie, utrzymywane jakoby przez „zachodnich imperialistów”. Wypowiedzi satrapy mogą wskazywać, że faktycznie mógł tak myśleć. Jeśli tak, tym bardziej pokazuje to poziom odrealnienia kremlowskich arogantów.

Rosja na rozkaz Stalina zagłodziła w latach 1932–1933 kilka milionów Ukraińców (niektóre szacunki mówią nawet o 10 milionach). A teraz, gdy zdobyli wytęsknioną przez wieki niepodległość, Moskwa chce im odebrać wolność. I za to Ukraina miałaby okazywać Rosji wdzięczność?

Co jak co, ale kozacka dusza wolność kocha najbardziej i brutalny najeźdźca właśnie otrzymuje na ten temat lekcję. I nawet jeśli Putin swoją miażdżącą przewagą w końcu osiągnie strategiczny cel, to długo go nie utrzyma. Musiałby wymordować wszystkich Ukraińców albo przesiedlić ich na Syberię, a tego mimo chęci raczej nie zdoła zrobić. Zbrodniarz z Kremla właśnie teraz ostatecznie zbudował państwowość Ukrainy. Teraz Ukraińcy nie będą już potrzebowali Bandery ani innych kontrowersyjnych symboli, wokół których mogliby budować swoją narodową tożsamość. Teraz mają dużo lepsze symbole, mają prawdziwych bohaterów. To się zaczęło w 2014 roku, gdy zryw na Majdanie zrodził „Niebiańską Sotnię” – ponad setkę ludzi, którzy wtedy zginęli. Potem byli żołnierze broniący przez 242 dni (!) lotniska w Doniecku, z racji swojej determinacji i uporu nazwani cyborgami. Kiedy część „cyborgów” dostała się do niewoli, jeden z nich oddał życie za okrutnie torturowanych kolegów, oświadczając, że to on obsługiwał karabin maszynowy (choć tak nie było).

Trwająca od 8 lat na wschodzie Ukrainy wojna przyniosła naszym sąsiadom wiele powodów do narodowej dumy, ale to, co dzieje się teraz, w przyśpieszonym tempie buduje narodową legendę. Wyspa Węży, na której maleńki garnizon został w całości zlikwidowany po dosadnej odmowie złożenia broni, już zyskał miano ukraińskich Termopil [aktualizacja - później podano, że pogranicznicy prawdopodobnie żyją]. Do panteonu Ukrainy przeszedł też żołnierz, który po zaminowaniu mostu, widząc, że nie zdąży uciec, wysadził go wraz z sobą. I tak dalej. Każdy dzień przynosi dziś niezwykłe dowody męstwa Ukraińców.

Warto też zwrócić uwagę na cechę, której chyba daremnie dziś szukać w najedzonych społeczeństwach Zachodu: męskość ich mężczyzn. Skoro tak wielu z nich ryzykuje życie w obronie Ojczyzny, podejmując walkę w obronie swoich rodzin, domów i kraju, to znaczy, że jest to społeczeństwo zdrowe, w którym priorytety są na właściwym miejscu. Jeśli tak wielu z Ukraińców pracujących w Polsce wróciło teraz do kraju, żeby go bronić, to znaczy, że zasługują na swoje państwo. To zaszczyt mieć takich sąsiadów – i oby wspólnota międzynarodowa jak najpełniej to doceniła.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się