Nowy numer 21/2022 Archiwum

Rozbiory Polski i wojna na Ukrainie, czyli na wschodzie bez zmian

Rosja zagarnia terytorium innego państwa, ponieważ stara się ono uniezależnić od jej wpływów. Gdy atakuje, nie wypowiada wojny, tylko „przeprowadza interwencję”. Brzmi znajomo. Przeżyliśmy to już ponad 250 lat temu.

W tym roku mija 250 lat od wydarzenia bez precedensu. „Nie zdarzył się przypadek, aby zwycięskie mocarstwa z rozmysłem i z zimną krwią unicestwiły jedno z historycznych państw Europy. Polskę okaleczono, amputowano i wreszcie całkowicie rozczłonkowano, jako jedyne usprawiedliwienie podając, że pacjent niezbyt dobrze się czuł” – pisał Norman Davies w „Bożym Igrzysku”. Przez lata uczono nas, że winna była słabość Polaków, wolność szlachecka, liberum veto. Z dzisiejszej perspektywy jest to dosyć zabawne, że złą demokrację szlachecką stawiano w opozycji do dobrych, silnych rządów autorytarnych sąsiadów Rzeczypospolitej. Gdybyśmy taki sposób myślenia przenieśli do obecnej sytuacji geopolitycznej i gdyby armia rosyjska odniosła sukces w Ukrainie, należałoby skrytykować nieudolną demokrację Unii Europejskiej i pochwalić rządy silnej ręki Kremla. Taka perspektywa każe łagodniej spojrzeć na naszych przodków i zdjąć z nich jednak część winy, leżącej przecież przede wszystkim po stronie agresywnych sąsiadów. Choć gdyby Polska miała silną armię, przed rozbiorami mogłaby się obronić.

Warto postawić pytanie: czy do I rozbioru Polski doszło, ponieważ rządy w Rzeczpospolitej były słabe i skłócone? I tak, i nie. Katarzyna II (Rosja) zdecydowała się wespół z Fryderykiem II (Prusy) i Józefem II (Austria) okroić Polskę, gdyż ta próbowała się reformować i zmienić. To mogło sprawić, że Rzeczpospolita, zależna od Rosji już od końca wielkiej wojny północnej z lat 1700-1721, zdoła się uniezależnić. Na korzyść takiego myślenia wpływały reformy króla, a także zawiązanie Konfederacji Barskiej, zapoczątkowanej sprzeciwem Józefa Wybickiego na sejmie repninowskim. Ważna była jednak także sytuacja międzynarodowa. Do rozbioru od dawna dążyły nie Rosja, a Prusy. Mocarstwo Katarzyny sprawowało i tak kontrolę nad państwem polsko-litewskim, choć część elit rosyjskich opowiadała się za aneksją polskich ziem. W końcu chęć ułożenia sobie dobrych stosunków z Prusami dążącymi do rozbioru i Austrią zaniepokojoną roszczeniami terytorialnymi Rosji w stosunku do Turcji, którą Habsburgowie uważali za swoją strefę wpływu, było ważną przyczyną zgody na podzielenie się Polską.

Czytaj też: Rozbiór wielokrotny

Decyzja o rozbiorze zapadła już w połowie 1771 roku w Petersburgu. Tajny układ rosyjsko-pruski podpisano 17 lutego 1772 roku z fałszywą datą 15 stycznia. Traktat podpisano 5 sierpnia, fakt rozbioru zakomunikowano Polsce 18 września oraz zmuszono sejm, aby go zatwierdził. Noty protestacyjne do całej Europy nie przyniosły żadnych skutków i 30 września 1773 roku, przy sprzeciwie tylko 3 posłów – Tadeusza Reytana, Samuela Korsaka i Stanisława Bohuszewicza, Sejm Rozbiorowy potwierdził utratę przez Rzeczpospolitą 211 tys. km² i 4,5 miliona ludności. Rozbiorem Polska została ukarana za Konfederację Barską i reformatorskie pomysły króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Nie można oczywiście historii sprzed ponad 250 lat przenosić w pełni do dzisiejszej polityki, ale trudno nie dostrzec analogii do sytuacji współczesnej Rosji i Ukrainy. Przed 2014 rokiem na Ukrainie był prorosyjski rząd i wszystko układało się harmonijnie, podobnie jak na Białorusi. Strefa wpływów działała. Jednak po tak zwanym Euromajdanie na Ukrainie coraz silniejsze pojawiły się głosy skierowania swojej polityki ku Unii Europejskiej i reformom. Rosja zdecydowała się dokonać więc „pierwszego rozbioru”. Krym, Donbas, Ługańsk zostały przyłączone z tym samym tłumaczeniem jak ponad 200 lat temu polskie ziemie wschodnie – że są to historyczne tereny należące do hegemona (zresztą podobna retoryka pojawiała się także po 17 września 1939 r.).

W Rzeczpospolitej Obojga Narodów akt rozbioru wywołał szok i reformy. Uchwalono Konstytucję 3 maja, zatwierdzono rozbudowę armii, co wywołało szybką reakcję Rosji i wojnę w 1792 roku. Co znamienne, Rosja nie wypowiedziała wojny, a przeprowadziła interwencję po manifeście Katarzyny, przywołując do porządku swój protektorat. Walki zakończyły się dla Polski klęską i II rozbiorem, a po powstaniu kościuszkowskim III rozbiorem i końcem państwa. Ukraina swój czas także wykorzystała na reformę i modernizację armii. Na szczęście w przeciwieństwie do wydarzeń sprzed 250 lat, obecna agresja Rosji wykazała słabość jej armii, a świat zachodni, choć nie upomniał się o Rzeczpospolitą w XVIII wieku, teraz Ukrainę wsparł. Miejmy nadzieję, że historia się nie powtórzy i nie będziemy oglądać nowego sejmu rozbiorowego, tym razem w Kijowie pod rosyjskimi bagnetami.

ATAK ROSJI NA UKRAINĘ: Relacjonujemy na bieżąco

 

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama