Nowy numer 49/2019 Archiwum

Mężowie wypróbowani – i ich żony

Celibat duchownych wynika z decyzji Kościoła, więc Kościół może zmienić decyzję. A czy byłoby to korzystne, to inny temat.

Ksiądz Józef Tischner, bawiąc kiedyś na wyjeździe zagranicznym, rzucił do ładnej kobiety siedzącej w hotelowej recepcji: „Proszę nie budzić mnie pod żadnym pozorem. Chyba że zniosą celibat – wtedy natychmiast”.

Żart żartem, ale postulat zniesienia celibatu raz po raz na poważnie pojawia się w debacie publicznej. Jego zwolennicy najczęściej upatrują w tym lekarstwa na rozmaite problemy w Kościele. W związku z wybuchem skandali seksualnych wśród duchownych głosy domagające się zniesienia celibatu rozbrzmiały jeszcze donośniej. Nie słychać jednak przekonujących argumentów na poparcie tezy o uzdrowicielskim charakterze takiego posunięcia. Dlaczego możliwość zawierania małżeństw przez katolickich duchownych miałaby zapobiec krzywdzeniu dzieci? Na takie pytanie nikt nie daje jasnej odpowiedzi. Z problemem pedofilii zmagają się przecież także duchowni innych wyznań chrześcijańskich, gdzie nie ma obowiązkowego celibatu. Niestety, jest to zjawisko globalne, więc łączenie go z celibatem wydaje się bezpodstawne.

O jego zniesieniu mówi się też w związku z postulatem święcenia tzw. viri probati, nagłośnionym szczególnie w kontekście Synodu dla Amazonii. Ten łaciński termin oznacza „mężów wypróbowanych”, czyli ludzi odpowiednio sprawdzonych i spełniających konkretne wymagania.

„Wybierzcie sobie doglądających i sługi godne Pana. Mężów łagodnych, niechciwych, prawdomównych i wypróbowanych. Oni bowiem pełnią dla was służbę proroków i nauczycieli” – poucza członków gmin chrześcijańskich starożytny dokument Didache. Takich ludzi należało przeznaczać do służby w Kościele. Nie ma tam mowy o celibacie, bo też celibat duchownych nie był w tym czasie wymagany. Co nie znaczy, że nie był ceniony i zalecany. To konsekwencja radykalnego naśladowania Jezusa, który nie był żonaty. „Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja, lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, drugi inny” – pisze św. Paweł (1 Kor 7,7). I podaje praktyczny argument za celibatem: „Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, który wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie”.

Jako w niebie

Pewien wiekowy zakonnik mawiał do nowicjuszy: „Życie zakonnika łatwe nie jest, ale Pan Bóg wam to w celibacie wynagrodzi”. Brzmi zabawnie, ale taka jest prawda: celibat jest darem Bożym dla konkretnego człowieka. Zapewnia o tym sam Jezus. Mówiąc o ludziach niezdatnych do małżeństwa, dodaje: „A są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni”.

Królestwo niebieskie jest zasadniczym powodem takiego stylu życia. Stąd celibat od początku był traktowany jako znak życia w przyszłym świecie, w którym, jak zapewnia sam Zbawiciel, „nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie”. Nie bez powodu łacińskie słowo caelibatus nawiązuje do słowa caelum, oznaczającego właśnie niebo.

Praktyka celibatu duchownych i świadomość jego wartości narastała w Kościele stopniowo.

„Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania” – instruuje Tymoteusza Paweł Apostoł. Także prezbiterem może zostać, „jeśli ktoś jest nienaganny, mąż jednej żony, mający dzieci wierzące, nie obwiniane o rozpustę lub niekarność”. Podobne wymagania odnoszą się wreszcie do diakonów: „niech będą mężami jednej żony, rządzący dobrze dziećmi i własnymi domami”.

W każdym z tych wezwań powtarza się wymóg bycia „mężem jednej żony”. Oznacza to, że we wczesnym chrześcijaństwie diakon, prezbiter i biskup mogli mieć żonę, ale jeśli owdowieli, nie mogli ożenić się ponownie. Ta tradycja jest zachowywana do tej pory w Kościołach wschodnich. Zgodnie z nią adept stanu duchownego powinien ożenić się przed przyjęciem święceń. Jeśli przyjmie święcenia diakonatu jako nieżonaty – zobowiązuje się tym samym do celibatu. W Kościele prawosławnym spośród takich duchownych – a także spośród zakonników – rekrutują się biskupi, ci bowiem w tradycji tego wyznania powinni być bezżenni.

Również diakonów stałych w Kościele katolickim obejmuje ta zasada: mogą przyjąć święcenia jako żonaci, lecz jeśli nie mają żony, wówczas po święceniach – z wyjątkiem sytuacji szczególnych – ożenić się już nie mogą.

Krótko mówiąc: duchowni z zasady się nie żenią. Jeśli mają żony, to dlatego, że poślubili je wcześniej, gdy jeszcze nie byli duchownymi.

Różne tradycje

Od IV w. tradycje Kościoła wschodniego i zachodniego w kwestii celibatu zaczęły się rozchodzić. Wschód utrzymał pierwotną tradycję bez większych zmian: biskupi są zobowiązani do celibatu, a kapłani i diakoni mogą mieć żony tylko wtedy, gdy poślubili je przed przyjęciem święceń.

Kościół zachodni stopniowo zaostrzał przepisy dotyczące pożycia małżeńskiego duchownych, choć w różnych miejscach występowały w tej sprawie rozbieżności. Już około roku 302 synod w Elwirze stanowił: „Niech biskup lub jakikolwiek inny duchowny trzyma przy sobie co najwyżej rodzoną siostrę lub córkę poświęconą Bogu, żadnej zaś obcej niewiasty”. Nie był to jednak przepis stosowany powszechnie. Wśród celów reformy Kościoła w XI w. znalazł się postulat upowszechnienia celibatu duchownych. Synody w Pawii (1022) i Bourges (1031) postawiły sprawę radykalnie: duchowni mieli oddalić swoje żony, zwane odtąd konkubinami, pod karą usunięcia ich z zajmowanych beneficjów. Nakaz ten potwierdził papież Leon IX (1049–1054). Łatwo się domyślić, że realizacja takiego przepisu nie przebiegała bez przeszkód. Świadectwem tego jest zarządzenie papieża Grzegorza VII (1073–1085), który zakazał wiernym uczestnictwa w liturgii i nabożeństwach sprawowanych przez żonatych duchownych.

Ostatecznie sprawa została przesądzona w 1139 r. na Soborze Laterańskim II. Uznano tam, że święcenia kapłańskie są przeszkodą do zawarcia małżeństwa. Od tamtej pory zasada celibatu duchownych Kościoła katolickiego nie uległa istotnym zmianom. Niezmiennie też towarzyszy jej krytyka, zazwyczaj odwołująca się do prawa natury albo względów społecznych.

W ciągu kolejnych wieków celibat duchownych w Kościele katolickim pozostał wartością niewzruszoną, choć w różnych okresach różnie rozkładano akcenty. Sobór Watykański II mocniej podkreślił duchowy sens celibatu – najistotniejsze są w nim nie tyle racje praktyczne, ile podstawy wynikające z wiary i osadzone w Biblii. Kapłani na mocy sakramentu święceń uczestniczą w kapłaństwie Jezusa Chrystusa.

Doniosła decyzja

Niedawno zakończony Synod dla Amazonii rozbudził dyskusję o zniesieniu celibatu. Relacje medialne na ten temat tworzą atmosferę nadchodzącej apokalipsy, przedstawiając ewentualność święcenia viri probati jako absolutną nowość i wyłom w kościelnej tradycji. Słychać obawy, że zgoda na święcenie żonatych mężczyzn na kapłanów doprowadzi do całkowitej likwidacji celibatu. Tymczasem w Kościele katolickim funkcjonują już żonaci księża, na przykład byli pastorzy anglikańscy, którzy ze swoimi wspólnotami przeszli do Kościoła katolickiego. Umożliwił im to w 2009 r. papież Benedykt XVI, który stworzył dla nich w Kościele specjalne struktury, zwane ordynariatem personalnym. W ich ramach duchowni anglikańscy, którzy zdecydowali się zostać katolikami, zazwyczaj żonaci i mający dzieci, przyjmują katolickie święcenia kapłańskie i funkcjonują jako duszpasterze.

Żonaci księża to normalność także m.in. w Kościele greckokatolickim, który w istocie od rzymskokatolickiego różni się jedynie obrządkiem.

Wszystkie te sytuacje nie spowodowały odejścia Kościoła katolickiego od ogólnej zasady celibatu duchownych. Czy więc święcenie żonatych „mężów wypróbowanych” uruchomiłoby lawinę, na której końcu byłby koniec celibatu? Nie wiemy. Jest to jednak decyzja, nad którą warto się dobrze zastanowić. Celibat jest ogromną wartością, która utrzymuje Kościół katolicki w nurcie mistycznym. Zmiana dla zmiany natomiast, jak wiadomo, nie gwarantuje pozytywnych skutków, podobnie jak samo mieszanie herbaty nie sprawia, że będzie słodka.

Kardynał Ouellet uważa, że dla tej sprawy trzeba by zwołać odrębny synod. „Jeśli Kościół chce podążać w tym kierunku, należałoby zwołać zgromadzenie zwyczajne Synodu Biskupów dla Kościoła powszechnego, ponieważ nie jest to jedynie problem Amazonii, ale też Afryki, Australii, Oceanii, a także Europy” – mówi hierarcha.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Zobacz także

  • spe
    07.11.2019 17:55
    @"Celibat duchownych wynika z decyzji Kościoła". Pytanie brzmi: z czego wynikała ta decyzja Kościoła? Bo ktoś sobie tak wymyślił, by zadawać katusze księżom, albo zmniejszyć ilość powołań w Amazonii?
    doceń 3
  • CSOG
    10.11.2019 10:28
    Poważnie i bez przesady
    SPE - Z czego wynikała ta [o celibacie] decyzja Kościoła jest do ustalenia i sprawdzenia. Zapewne nawet w opracowaniach, skrótach, czy opisach zamieszczanych na stronach internetowych. Osobiście wątpliwe jest dla mnie, że podjęto taką decyzję, bez przemyślenia, nie posiadając żadnych argumentów, nie uwzględniając różnych okoliczności przemawiających za i przeciw takiej koncepcji. I o ile nietrudno sobie wyobrazić jakiekolwiek rozterki przeciętnego człowieka nie znającego tych historycznych uwarunkowań, to przypuszczenia że podobną niewiedzą obarczeni są biskupi, kardynałowie, teologowie pochylający się na poważnie nad tą kwestią jest co najmniej naiwnością. Stąd moje ubolewanie koncentruje się na tym, że o ile prasa codzienna skupia się na bieżących wydarzeniach (synod dyskutował nad, personalnie wskazany kardynał zajął określone stanowisko w sprawie) i komentarzu tych wydarzeń, to już prawie nigdy w opisie wydarzeń, czy komentarzu nie sposób znaleźć choćby elementarnego wyjaśnienia egzegezy zjawiska rozpatrywanego obecnie, Mówiąc prościej co myślę, spora część czytelników może wiele naczytać się o kontrowersjach wokół tematu, kompletnie nie wiedząc i nie rozumiejąc czego właściwie spór dotyczy. Jakby ktoś odgórnie zakładał, że wszyscy czytelnicy wiedzą już wszystko. A wystarczyłoby być może elementarne wyjaśnienie "z czego wynikała ta decyzja Kościoła?" podjęta w tamtych czasach i realiach tamtej rzeczywistości aby czytelnik nie zagłębiając się w naukowe i historyczne dokumenty mógł wyrobić sobie własne zdanie. Jakaś stopka informacyjna, przypis, adnotacja, skrótowe wyjaśnienie. Ta funkcja w prasie codziennej nie istnieje i wciąż uznawana jest za zbędną?
    doceń 6
  • Dremor_
    13.11.2019 19:05
    Dremor_
    "Dlaczego możliwość zawierania małżeństw przez katolickich duchownych miałaby zapobiec krzywdzeniu dzieci? Na takie pytanie nikt nie daje jasnej odpowiedzi. Z problemem pedofilii zmagają się przecież także duchowni innych wyznań chrześcijańskich, gdzie nie ma obowiązkowego celibatu"

    Zacznijmy od tego, że ze statystyk porównawczych, przeprowadzonych w krajach, gdzie funkcjonują zarówno kościoły protestanckie i katolicki, lub prawosławny i katolicki liczba przypadków po stronie katolickiej była nieporównywalnie większa. Struktura "pedofilii klerykalnej" jest różna w przypadku denominacji dopuszczającej małżeństwa księży i Kościoła Katolickiego z celibatem.
    doceń 12
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji