GN 24/2018 Archiwum

Miliarder z zarzutami, syn kontrowersyjnego eksprezydenta i Japończyk walczą o władzę u naszych sąsiadów

Już dzisiaj zaczęły się wybory w Czechach. Dla Polaków ich wynik może być bardzo interesujący.

Zwycięzca wyborów w Czechach jest już raczej znany. Będzie nim Andrej Babis i jego liberalno-populistyczna partia ANO. Kontrowersyjnemu miliarderowi nie szkodzą zarzuty prokuratury w sprawie wyłudzenia dotacji z Unii Europejskiej. Walka wyborcza toczy się raczej o to, kto będzie koalicjantem lidera wszystkich sondaży.

Mało jest chyba prawdopodobna koalicja ANO z socjaldemokratyczną CSSD. Po pierwsze, współpraca rządowa czeskich socjaldemokratów z Andrejem Babisem skończyła się w niezbyt przyjaznej atmosferze. Po drugie, dotychczas rządzący socjaldemokraci, choć drudzy w sondażach, mają jednak tak niewielkie poparcie, że czują już na plecach oddech komunistów.

Drugi oddech wydaje się łapać, kiedyś potężna, centroprawicowa ODS. Na gwiazdę tej partii wyrasta Vaclav Klaus Junior, syn byłego, eurosceptycznego prezydenta Vaclava Klausa. Partia ta jest wymieniana jako potencjalny koalicjant ANO. Prezentuje mocno eurosceptyczne i konserwatywne (jak na Czechy) poglądy. Co ciekawe, politycy tej partii przekonują, że jest ona najlepszym wyborem dla czeskich katolików.

Nurt eurosceptyczny jest generalnie silny w czeskiej polityce. Obok komunistów i ODS Unii Europejskiej miłością nie darzy też antyimigrancka partia Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD). Partii tej przewodzi Tomio Akamura, przedsiębiorca czesko-japońskiego pochodzenia. Partia ta notuje stabilne poparcie około 8 proc. Czechów i wydaje się pewna wejścia do parlamentu.

Do czeskiego parlamentu wejdą też chadecy z KDU-CSL, liberalni konserwatyści z TOP 09 i Czeska Partia Piratów. Jeśli ci ostatni przekroczyliby próg wyborczy, to Czechy stałyby się drugim krajem na świecie po Islandii, w którym w narodowym parlamencie reprezentowany jest ruch polityczny wyrosły na walce o wolność w kwestii korzystania z zasobów internetowych.

Andriej Babisz, prawdopodobnie przyszły premier Czech, jest określany mianem populisty, ale i pragmatyka. On sam określa się jako zwolennik „rządów menedżerskich”, wzorowanych na mechanizmach kierowania firmą. Biorąc pod uwagę, że trzon jego koalicji rządowej mogą stanowić partie eurosceptyczne i że cieszy się on wsparciem eurosceptycznego prezydenta Zemana, można zaryzykować stwierdzenie, że Czechy po wyborach staną się członkiem polsko-węgierskiej koalicji przeciw brukselskim elitom.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama