Słowa Najważniejsze

Niedziela 18 stycznia 2026

Czytania »

Ks. Tomasz Jaklewicz W I czytaniu

|

18 stycznia 2026 GN 3/2026 Otwarte

Żyję, by służyć

1. Czytamy dziś fragment tzw. Drugiej Pieśni Sługi Pańskiego. Izajasz zapowiada nadejście tajemniczej postaci, która dokona nawrócenia Izraela, a także pogan, czyli nie-Żydów. Ów Sługa zostaje nazwany Izraelem, a więc wydaje się, że chodzi o bohatera zbiorowego, którym jest cały naród żydowski. Ale jednocześnie Sługa Jahwe ma nawrócić Izraela. Więc jest tu pewien paradoks. Jego rozwiązaniem jest Jezus.

2. Z perspektywy Nowego Testamentu staje się jasne, że proroctwo o Słudze Jahwe spełnia się w osobie Jezusa, który jako Żyd wzywał do nawrócenia najpierw swój naród, ale przyszedł na świat jako Zbawiciel wszystkich ludzi. Jego misja jest uniwersalna. Już w hymnie Symeona wypowiedzianym nad małym Jezusem znajdujemy echo słów Izajasza: „Moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela” (Łk 2,32). Z kolei w Dziejach Apostolskich Paweł i Barnaba cytują wprost zdanie z Izajasza: „Ustanowiłem Cię światłością dla pogan, abyś był zbawieniem aż po krańce ziemi” (Dz 13,47), gdy tłumaczą oburzonym Żydom, dlaczego głoszą Ewangelię także nie-Żydom.

3. Uczniowie Jezusa są także powołani, aby wejść w misję Mistrza, czyli stać się sługami Boga. Warto odnieść do siebie stwierdzenie, że Bóg i mnie „ukształtował od urodzenia na swego sługę”. W powołanie do życia każdego człowieka wpisane jest zaproszenie do nadania życiu kształtu służby. Jeśli to nie ma pozostać tylko pobożnym hasłem, trzeba to przełożyć na konkrety. Czy okazuję się sługą Boga jako ojciec, matka, mąż, żona, lekarz, nauczyciel, ksiądz? Życie, które nie jest służbą, nie ma większego sensu. Albo służę Bogu i ludziom, albo służę tylko sobie lub – co gorsza – diabłu. Nie ma innej opcji. Świat namawia nas usilnie do tego, aby dbać tylko o swoje dobro. Owszem trzeba dbać o siebie, ale z tym nastawieniem, że moje życie jest komuś potrzebne. Moja praca, modlitwa, cierpienia są dla innych. Dlatego muszę być mądry, silny, odważny itd., by móc lepiej służyć.

4. „To zbyt mało…” Bywa tak, że swoją służbę chciałbym zawęzić do określonej grupy czy społeczności. Pokusa zamknięcia się w ciasnym kręgu wzajemnych usług pojawia się również w Kościele. Tymczasem misja ma zawsze wymiar uniwersalny. Służę konkretnym ludziom, ale jestem otwarty na to, aby głosić Ewangelię każdemu człowiekowi – ateiście, buddyście, muzułmaninowi, człowiekowi spod znaku LGBT. Każdy człowiek ma szansę się nawrócić i zasługuje na prawdę.

Czytania »

Andrzej Macura W II czytaniu

|

18 stycznia 2026 GN 3/2026 Otwarte

Święci, bo obdarowani

Czytamy początek 1 Listu św. Pawła do Koryntian. Wstęp, wskazanie na autorów (bo prócz Pawła to niejaki Sostenes) i adresatów listu, no i pozdrowienia. Niby nic ważnego, a jednak tych kilka zdań kryje w sobie bardzo głębokie treści. Jakie? Przyjrzyjmy się temu tekstowi.

Paweł kieruje swój list do „Kościoła Bożego w Koryncie”. Tak przetłumaczono, ale warto pamiętać, że w języku greckim Kościół to „Zgromadzenie”. Nie jest więc tak, jak wielu dziś myśli, że Kościół to księża i zakonnice; Kościół to Zgromadzenie tych, którzy zbierają się w imię Chrystusa. Także ludzie świeccy. Owo Zgromadzenie, ów Kościół jest Boży. Nie jest własnością katolika – polityka, nie jest własnością księdza, biskupa czy nawet papieża: należy do Boga. Nikt nie powinien więc wykorzystywać Kościoła dla własnych celów. Z szacunku dla Tego, który jest Panem Kościoła. I w którym – dodajmy – On jest. Aż do skończenia świata.

O ludziach tworzących Kościół Paweł mówi, że „zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie”. To jak trzęsienie ziemi! No bo przyzwyczajeni jesteśmy myśleć, że do świętości dopiero dorastamy. I może kiedyś, jeśli będziemy bardzo się starać... Nie! My już jesteśmy święci! Dzięki Chrystusowi, przez Niego, w Nim. No, chyba że świadomie i dobrowolnie odwracamy się od Boga przez grzech ciężki. Bo świętość to bycie blisko Boga. I ta bliskość czyni nas coraz bardziej świętymi. Trochę jak kwiat, który najpierw jest pąkiem, a potem coraz piękniej rozkwita.

Paweł twierdzi, że Koryntianie wezwani są do świętości razem z innymi wierzącymi w Chrystusa. To piękna prawda. Chrześcijanie mają różne powołania, różne duchowości, żyją w różnych kulturach, ale są – jak Sostenes dla Koryntian – braćmi; łączy ich wspólne wybranie przez Boga, wspólne bycie blisko Boga. I jeden dla wszystkich Pan – Jezus Chrystus. To, co czasem bywa podnoszone jako powód do różnych podziałów, jest z perspektywy jednakowego dla wszystkich Bożego wybrania mało znaczące.

Na koniec Paweł przekazuje życzenie – by Koryntianie żyli w łasce i pokoju „od Boga, Ojca naszego i Pana Jezusa Chrystusa”. W dalszej części swojego listu apostoł dość mocno Koryntian gani. Ale nie jest to dla niego powodem odsądzania ich od czci i wiary; jak zatroskany o swoich uczniów wychowawca życzy im tego, co najlepsze. Piękny wzór w czasach, gdy w mediach społecznościowych tylu różnych „apostołów” odcina się od braci i wznieca spory. A przecież nasze zasługi są niczym wobec łaski Bożego wybrania. Warto o tym pamiętać.

Czytania »

Ks. Robert Skrzypczak Ewangelia z komentarzem

|

18 stycznia 2026 GN 3/2026 Otwarte

Mesjasz będzie Barankiem

Pierwszym etapem ofiary paschalnej był wybór rocznego baranka: „Baranek będzie bez skazy, samiec, jednoroczny” (Wj 12,6). Drugim – złożenie go w ofierze. Trzecim zaś – pomazanie jego krwią odrzwi domów Izraelitów biorących udział w przechodzeniu Boga przez ich życie. Zwyczajowym sposobem składania ofiary było podcięcie gardła zwierzęciu i zebranie jego krwi w jakieś święte naczynie. Następnie kapłan brał krew i wylewał ją na ołtarz jako ofiarę dla Boga. Ostatecznym celem ofiary paschalnej było ocalenie od śmierci dzięki krwi baranka. Nie była to byle jaka ofiara. Była to ofiara, która miała moc wybawić ze śmierci. Po zabiciu baranka, zebraniu jego krwi i pokropieniu wejść do domów Izraelici mieli go upiec i spożyć.

W czasach Jezusa składanie w ofierze baranka paschalnego wiązało się ze szczególnym sposobem, w jaki baranki były ofiarowywane w świątyni. Według żydowskiej Miszny po ofiarowaniu baranka Żydzi przebijali „cienkimi, gładkimi drewienkami” łopatki zwierząt, by móc je powiesić i oprawić (Pehasim 5,9). Oprócz tego „przeszywali” oni „rożnem z drewna granatu” ciało baranka paschalnego „od pyska aż do pośladków” (Pesahim 7,1). Analiza źródeł rabinicznych wykazuje, że w Jerozolimie żydowski baranek paschalny ofiarowywany był w sposób przypominający ukrzyżowanie. Potwierdzenie tego znajdujemy w pismach św. Justyna, męczennika Kościoła pierwszych wieków: „Baranek, którego pieką, jest pieczony i oprawiany niejako w formie krzyża. Jednym rożnem przekłuty jest od części dolnych ku głowie, a w poprzek grzbietu drugim, do którego przywiązane są nogi baranka”. Jezus, słysząc od Jana Chrzciciela proroctwo o tym, iż to On właśnie jest tym prawdziwym i definitywnym Barankiem Boga, którego zapowiadały obrzędy paschalne spełniane co roku w Jerozolimie, ponadto osobiście uczestnicząc w obrzędach ofiarowania i krzyżowania ciał baranków w trakcie żydowskiego święta, z pewnością porównywał swoje przyszłe cierpienie i śmierć ze śmiercią baranka paschalnego. Spodziewał się umrzeć w podobny sposób jak baranki zabijane w świątyni. Jego krew miała zostać przelana, a Jego ciało miano ukrzyżować przez przybicie do rzymskiego krzyża. Zasadniczą różnicą między żydowskim obrzędem a ofiarą Chrystusa jest to, że baranek nowej Paschy jest Osobą, a krew odkupienia jest krwią Mesjasza. „Chrystus bowiem został złożony w ofierze jako nasza Pascha” (1 Kor 5,7). Od momentu, gdy pokorny i posłuszny Ojcu Syn Boży wyciągnie swe ręce na krzyżu, ofiarując się całkowicie dla zniszczenia grzechu i śmierci, dzieje ludzkości zaczną podążać w stronę wyjątkowego zbliżenia się Boga do człowieka, przypominającego zaślubiny. Ich punktem kulminacyjnym będą „Gody Baranka” (Ap 19,7). Autor księgi Apokalipsy napisze: „Błogosławieni, którzy są wezwani na ucztę Godów Baranka!” (Ap 19,9). Wiedział o tym przenikliwy prorok znad Jordanu, tym bardziej zatem był gotowy dla nadchodzącego Zbawcy ludzkości poświęcić wszystko, nawet własne życie.

Czytania »

Św. Małgorzata Węgierska

Św. Małgorzata Węgierska   Św. Małgorzata Węgierska brewiarz.pl Trzeba mocno uważać o co się prosi Pana Boga. Trzeba także dobrze się zastanowić, co Mu się ofiarowuje. I bynajmniej nie dlatego, że nasz Stwórca jest pozbawionym serca rachmistrzem, który jak raz coś ujął w niebieskim bilansie, to już tego nie wymaże. Nie, nie. Ten namysł nad tym o co prosimy i co chcemy ofiarować Bogu, powodowany jest tym, co kryje nasze serce. Bo w przeciwieństwie do serca Bożego wypełnionego miłosierdziem nasze bywa zdradliwe, a z całą pewnością niestałe. Nawet w najlepszej intencji. I żeby to spostrzeżenie nam nie umknęło, Kościół przypomina nam dzisiaj postać św. Małgorzaty Węgierskiej - XIII-wiecznej królewny. Gdyby o wyniesieniu do chwały ołtarzy decydowała świętość krewnych, to ona od urodzenia powinna przebywać w królestwie niebieskim. W końcu jej rodzonymi siostrami były św. Kinga i bł. Jolenta, ciotkami - św. Elżbieta z Turyngii i bł. Salomea, a przodkami święci Stefan, Emeryk i Władysław. Osobista świętość jak państwo wiecie, nie zależy jednak od rodzinnych koligacji czy pięknych wzorów do naśladowania. Choć osoby trzecie mogą bardzo pomóc w podjęciu przez nas decyzji o oddaniu się Bogu na wyłączność. I tutaj pojawia się sygnalizowany na wstępie problem rozwagi. Oto rodzice św. Małgorzaty Węgierskiej jeszcze zanim ta się narodziła oddali ją bowiem Bogu. Dlaczego to uczynili? Bo w 1242 roku ich królestwo zagrożone zostało Tatarskim najazdem. Ponieważ Węgry ocalały od zniszczenia, w wieku czterech lat zgodnie z obietnicą królewna Małgorzata trafiła do sióstr dominikanek w Veszprem (czyt.: Vesprem). Mijał jednak rok za rokiem, a na węgierskim dworze pojawiało się coraz więcej doskonałych kandydatów do ręki Małgorzaty. A to książę kaliski Bolesław Pobożny, następnie król czeski Ottokar II, wreszcie król Neapolu Karol Andegaweński. Rodzice podjęli więc starania by ich córka wróciła do domu. Ona jednak w wieku zaledwie 10 lat w obecności prymasa Węgier i innych dostojników państwa uroczyście potwierdziła stanowczą wolę pozostania w zakonie, korony ziemskie oddając za koronę niebieską.
I niejako na potwierdzenie tych słów jako 12-latka, w Budzie, w klasztorze zbudowanym dla niej przez ojca-króla, złożyła śluby zakonne na ręce generała Zakonu Dominikańskiego, bł. Humberta z Romans. Choć nie piastowała żadnej ważnej funkcji, i chociaż nie uchylała się od żadnych posług  w klasztorze, siostry i tak patrzyły na nią z podejrzliwością, traktując jej decyzje jako kaprys. Tymczasem Pan Bóg potraktował ofiarowaną sobie św. Małgorzatę Węgierską bez krzty sceptycyzmu. Dlatego obdarzył ją darem kontemplacji, wizji i charyzmatem proroczym. Choć żyła zaledwie 28 lat doszła do godnej podziwu gorliwości i oddania się Chrystusowi Ukrzyżowanemu. Czy wiecie państwo jak nazywali się rodzice św. Małgorzaty Węgierskiej, którzy jeszcze przed jej narodzeniem skierowali ją na drogę prowadzącą do nieba? To król Węgier Bela IV i Maria Laskaris.

Czytania »

Redakcja Na początku było Słowo

|

18 stycznia 2026 GOSC.PL

Sługa Jahwe
Iz 49, 3. 5-6

Zobacz cykl audycji Radia eM:

Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.