Nowy numer 50/2018 Archiwum

Adaś czeka za oknem

Adaś z buzią downa wtuloną w poduszkę śpi. A my płaczemy, nie bojąc się, że się obudzi. Bo usnął na rysunku swojego taty Adama. A tak naprawdę odszedł w lutym tego roku. Do pięciu lat brakło mu dwóch miesięcy.

W dniu jego pogrzebu rodzice napisali list, który zamiast nich odczytał ksiądz na cmentarzu w Mysłowicach przy Mikołowskiej w kwaterze dla dzieci. „Adasiu sprawiłeś, że dzieci z zespołem Downa wydawały się twojej matce najpiękniejsze” – brzmiało w ciszy przerywanej krakaniem wron.

– Czas jest pojęciem względnym, nieistotne, czy żyłby 60, czy właśnie te 5 lat – mówi tata Adam Plackowski, artysta plastyk. – Ważne, że jego nie ma, a my jesteśmy. I wyciera oczy papierowym ręcznikiem, którego żona Bogusia przyniosła cały rulon. Tego płaczu podczas rozmowy nikt z nas się nie wstydzi. Jest jak epitafium dla zmarłego. Bo więcej można wypłakać, niż powiedzieć.

– Płaczę sobie codziennie po pół godziny i mi lżej – mówi Bogusia, która przez ostatnie 5 lat była rączkami, oczkami, nóżkami swojego synka. Z powodu wielu chorób nic nie był w stanie zrobić sam. Nie umiał nawet zapłakać. Na zdjęciu widać, jak trzyma łopatkę, ale trwało to tylko trzy sekundy, bo tata chwycił mu rączkę. Tak samo odbijał mu dłoń w glinie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji