Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nie będę przed ludźmi uciekał!

O małych gestach wielkiego papieża z abp. Mieczysławem Mokrzyckim rozmawia Marcin Jakimowicz

MARCIN JAKIMOWICZ: Czy pamięta Ksiądz Arcybiskup historię zawierzenia Jana Pawła II, która was – jego najbliższe otoczenie – zawstydziła?

ABP MIECZYSŁAW MOKRZYCKI: – Kilka razy poproszono Ojca Świętego o modlitwę nad osobami opętanymi. Przywozili je egzorcyści, którzy bezskutecznie starali się wyrzucić złego ducha. W czasie jednej z takich modlitw papież modlił się i modlił nad młodą dziewczyną. Rzucało ją z kąta w kąt, ale zły duch nie chciał wyjść. Świadkowie byli przerażeni. Gdy Jan Paweł II odchodząc, rzucił do dziewczyny: „Odprawię w twojej intencji Mszę świętą”, nastąpiło uwolnienie. To dopiero pokazuje, jak wielką moc ma Eucharystia. Ojciec Święty otrzymywał wiele próśb o modlitwę. Najwięcej wysłuchanych dotyczyło przywrócenia daru rodzicielstwa. Dostaliśmy potem mnóstwo zwrotnych listów od małżeństw, które po wstawienniczej modlitwie Ojca Świętego doczekały się dzieci.

Papież modlił się spontanicznie?

– Czasem tak, ale swe długie medytacje przeplatał bardzo tradycyjnymi formami: Różańcem, koronką, litaniami. Miał do nich ogromny szacunek. Słyszałem, że często nucił pod nosem pieśni eucharystyczne. Był mistykiem, nie mam wątpliwości. Miał na biurku obraz Matki Boskiej Kazańskiej. Wszędzie z nim jeździł. Chciał go mieć przy sobie. Nawet na wakacje zabierał ze sobą Maryję Kazańską. Widziałem, jak często całował tę ikonę. Zauważyłem też niezwykły gest. Dwa, trzy razy dziennie, przechodząc przez swą prywatną kaplicę, papież brał do ręki i delikatnie całował relikwie: św. Piotra, siostry Faustyny, św. Stanisława, brata Alberta, Karola Boromeusza. Kilka razy dziennie podchodził też do sporej figury Matki Boskiej i całował ją.

Egzorcysta z Jarosławia usłyszał kiedyś w czasie modlitwy uwolnienia: – Najwięcej szkody zrobił wasz papież. Jego pocałunek ziemi to więcej niż półtora tysiąca egzorcyzmów!

– Te pocałunki nie były pustymi gestami. To była kwintesencja miłości. Ogromne wrażenie robił na mnie niezauważany przez świat wieczorny gest papieża: po odśpiewaniu Apelu Jasnogórskiego podchodził do okna i czynił nad światem znak krzyża. Takie codzienne „Urbi et orbi”.

Policjanci, którzy pilnowali go w czasie „ucieczek” w góry, opowiadali, że nawet na grani nie rozstawał się z różańcem. To prawda?

– Tak. Wczesnym rankiem, jeszcze przed pójściem do łazienki i na rozmyślania do kaplicy, leżał krzyżem na posadzce i odmawiał cały Różaniec.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także