Nowy numer 5/2023 Archiwum

Krypty i waluty

Wyceniana na miliardy dolarów giełda kryptowalut upadła z hukiem. Czy to koniec wirtualnej gorączki złota?

Kryptowaluty kusiły inwestorów wielkimi zyskami. Wizja cyberpieniędzy przyszłości, dzięki którym omija się utrudnienia nakładane przez instytucje państwowe, ubarwiana była opowieścią o genialnych dwudziestoletnich miliarderach ratujących świat. Nagle jednak okazało się, że młodzi królowie wirtualnych walut za najzupełniej realne dolary kupują przychylność polityków, a jedna z największych cyfrowych giełd to wydmuszka. Wkrótce potem historia zaczęła się zmieniać w kryminał z przynajmniej trzema dziwnymi zgonami.

Pieniądze znikąd

Handel kryptowalutami nie jest regulowany, więc nikt dokładnie nie wie, ile osób na świecie je posiada. Z sondaży wynika, że właścicielami cyberpieniędzy mogłoby być kilkaset tysięcy Polaków, ponad milion Włochów i przeszło trzy miliony Francuzów, ale do rzetelności badań można mieć zastrzeżenia. Internet pełen jest stron z poradami dotyczącymi inwestowania w kryptowaluty, ale przeciętnemu użytkownikowi trudno będzie znaleźć w sieci choćby definicję, która byłaby zrozumiała i jednocześnie dokładna.

Kryptowaluty to rodzaj umownych pieniędzy, które nie mają ani formy fizycznej, ani jednego emitenta. Wytwarzają je różne osoby – w teorii może robić to każdy – mające dostęp do technologii zwanej blockchain. Technologia ta to rodzaj istniejącej w internecie wielkiej księgi rachunkowej, która jest otwarta dla wszystkich i rejestruje operacje dokonywane za pomocą kryptowalut. Tempo emisji cyberpieniędzy jest w skomplikowany sposób regulowane. Za pierwszą na świecie kryptowalutę uchodzi opracowany w 2009 r. bitcoin. Dziś istnieje kilka tysięcy wirtualnych walut.

Niewiele firm przyjmuje płatności za pomocą takiego środka. Większość użytkowników kupuje elektroniczne pieniądze po to, żeby je sprzedać, kiedy urośnie ich kurs. Bitcoin kosztował początkowo kilka centów, a później nawet kilkadziesiąt tysięcy dolarów, więc z pewnością powstały dzięki niemu fortuny. Jeśli ktoś zainwestował w marcu 2020 r. tysiąc prawdziwych dolarów w bitcoiny, to w listopadzie 2021 r. miał kryptowalutowe konto warte ponad 10 tys. dol. Zdarzały się też jednak spadki powodujące utratę wielkich pieniędzy. Kryptowaluty służą zatem głównie do spekulacji, i to bardzo ryzykownej. Innym problemem jest brak kontroli nad wirtualnym handlem.

Żywy lub martwy

Praktycznym ostrzeżeniem przed kryptowalutami mogłaby być historia Geralda Cottena i jego Quadrigi. Ta giełda bitcoinów uchodziła za wyjątkowo bezpieczną, bo – co chętnie podkreślał Cotten – nie funkcjonowała w raju podatkowym, ale w Kanadzie, w której podlegała tamtejszemu urzędowi przeciwdziałającemu praniu pieniędzy. W 2018 r. służby skarbowe zaczęły podejrzewać Quadrigę o nieprawidłowości i zamroziły 25 mln dol. z jej zasobów. W tym samym roku pieniądze oddano firmie, a kilka dni później Cotten nagle zmarł w Indiach podczas podróży poślubnej. Jako przyczynę zgonu 30-latka podano chorobę Leśniowskiego-Crohna, schorzenie przewodu pokarmowego, które rzadko bywa śmiertelne. Inwestorzy, którzy za prawdziwe pieniądze kupili u niego kryptowaluty, powinni byli w tej sytuacji dostać z powrotem gotówkę w łącznej wysokości – według różnych źródeł – od 150 mln do 250 mln dolarów. Okazało się jednak, że Cotten był jedyną osobą mającą dostęp do kont klientów Quadrigi. Zwrot jest zatem niemożliwy bez włączenia jego osobistego laptopa, czego nie potrafi zrobić ani policja, ani Jennifer Roberts, wdowa, która twierdzi, że mąż nie dał jej hasła. Przy okazji wyszło na jaw, że Cotten już jako 15-latek dokonywał podejrzanych operacji za pomocą stworzonej przez siebie strony internetowej, będącej połączeniem piramidy finansowej z kasynem online. W Quadridze nie prowadził przejrzystej księgowości. Rozliczeń dokonywał niekiedy w gotówce w kuchni swojego prywatnego domu. Do tego ryzykownie inwestował, a zdarzało się też, że za realne pieniądze sprzedawał fikcyjne konta kryptowalutowe. Adwokaci wierzycieli od 2019 r. domagają się ekshumacji jego ciała, bo podejrzewają, że Cotten mógł sfingować swoją śmierć i uciec z pieniędzmi. Robertson twierdzi, że byłoby to dla niej ciężkie przeżycie, i do dziś skutecznie blokuje pomysł przebadania pochowanego ciała.

Sponsor demokratów

11 listopada 2022 r. wniosek o upadłość złożyła amerykańska FTX, trzecia pod względem wielkości giełda kryptowalut świata. 50 największych wierzycieli domaga się od niej w sumie 3,1 mld dol. Najwięcej, 230 mln dol., może stracić Temasek, państwowy holding z Singapuru. Mniejszych wierzycieli są tysiące, a zobowiązania wobec nich mają sięgać 8 mld dol.

W drugiej połowie listopada FTX miała posiadać 1,2 mld dol. w realnych pieniądzach, choć jej założyciel Sam Bankman-Fried twierdzi, że jeszcze niedawno zabezpieczenia wkładów od klientów wynosiły 60 mld dol. Całe przedsięwzięcie łączyło cechy piramidy finansowej i bańki spekulacyjnej. FTX przyjmowała prawdziwe pieniądze, za które dawała klientom odpowiednią ilość kryptowalut. Pieniądze wyprowadzała do spółki powiązanej z Bankmanem-Friedem albo wydawała, np. na nieruchomości na wyspach Bahama. Co najmniej od jesieni 2022 r. inwestorzy próbujący wymienić swoje bitcoiny z powrotem na dolary mieli z tym problem, bo FTX nie miała dość pieniędzy. Oprócz tego pewna kwota realnej waluty prawdopodobnie zniknęła z kont giełdy. Ustalenie szczegółów nie będzie proste, bo księgowość u Bankmana-Frieda nie wyglądała lepiej niż u Geralda Cottena.

30-letni dziś Bankman-Fried mimo miliardowego majątku jeździł toyotą corollą i żył pod jednym dachem z 10 innymi osobami. Chwalił się idącymi w dziesiątki milionów dolarów kwotami, jakie przekazywał organizacjom walczącym ze zmianami klimatycznymi, z wykluczeniem rasowym i o wprowadzenie reżimu sanitarnego. Zdarzyło się też, że obiecał pieniądze grupie pomagającej więźniom, zażądał od niej, by publicznie o tym poinformowała, a na koniec niczego jej nie dał. Płacił też politykom popierającym kryptowalutowy biznes. W czasie tegorocznej kampanii wyborczej w USA przekazał 40 mln demokratom i wspierającym ich grupom, stając się w ten sposób drugim sponsorem partii, po George’u Sorosie. Z lewicową partią współpracował zresztą ojciec Bankmana-Frieda, wykładowca Uniwersytetu Stanforda, pomagający synowi w interesach. FTX płaciła też republikanom, tyle że w ich przypadku przelewów (w sumie na 24 mln dol.) dokonywał inny członek zarządu, Ryan Salame. Tuż przed wyborami ludzie z FTX zorganizowali w jednym budynku niedaleko Kapitolu dwa osobne przyjęcia: jedno dla republikanów, drugie dla demokratów. Bankman-Fried pokazywał się też publicznie z byłym prezydentem Billem Clintonem i byłym premierem Wielkiej Brytanii Tonym Blairem.

Czarna seria

W ciągu kilku dni pojawiły się doniesienia o śmierci trzech osób związanych z kryptowalutami.

Pod koniec listopada w Hongkongu zmarł Tiantian Kullander, jeden z założycieli firmy Amber doradzającej w sprawie inwestycji w cyberpieniądze. W przeciwieństwie do Bankmana-Frieda Kullander nie brylował nigdy w mediach, ale uchodził za specjalistę w branży. 30-letni mężczyzna miał umrzeć we śnie.

Mniej więcej w tym samym czasie w Portoryko utonął bez świadków Nikolai Mushegian. 29-letni syn rosyjskich imigrantów był m.in. współtwórcą kryptowaluty Dai i sieci handlu MakerDao.

Z kolei 25 listopada na Lazurowym Wybrzeżu we Francji rozbił się helikopter, na którego pokładzie był 53-letni Wiaczesław Taran. Biznesmen z Rosji założył służącą do handlu kryptowalutami platformę Libertex. Według mediów był powiązany z rosyjskimi służbami specjalnymi.

Seria dziwnych zgonów sprawia, że historia o kryptowalutach jako wynalazku młodych geniuszy staje się coraz mniej wiarygodna. Spektakularny upadek FTX rodzi obawy, że inne giełdy są podobnymi wydmuszkami. Kursy bit- coina i innych kryptowalut spadają, a kolejne kraje deklarują regulację i opodatkowanie wirtualnej spekulacji. Czy to koniec kryptowalut? Tego nie wiadomo, ale na pewno długo nie będzie na nie koniunktury. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że efektem tych upadków nie będzie kryzys podobny do tego z 2008 r., który też zaczął się od pęknięcia bańki spekulacyjnej. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jakub Jałowiczor

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w radiu „Kampus”. Współpracował m.in. z dziennikiem „Polska”, „Tygodnikiem Solidarność”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Polską Codziennie”, „Niedzielą”, portalem Fronda.pl. Publikował też w „Rzeczpospolitej” i „Magazynie Fantastycznym” oraz przeprowadzał wywiady dla portalu wideo „Gazety Polskiej”. Autor książki „Rzecznicy”. Jego obszar specjalizacji to sprawy społeczno-polityczne, bezpieczeństwo, nie stroni od tematyki zagranicznej.
Kontakt:
jakub.jalowiczor@gosc.pl
Więcej artykułów Jakuba Jałowiczora

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się