Nowy numer 38/2022 Archiwum

Pogrzeb królowej i kerygmat

Jest coś niezwykłego w tym, jak jeden z najbardziej zsekularyzowanych krajów na oczach milionów widzów na całym świecie prowadzi właśnie prawdziwą ewangelizację.

Można pisać długie analizy dotyczące życia religijnego Brytyjczyków. Można napisać po raz setny, że to jedno z najbardziej zsekularyzowanych społeczeństw na świecie. Można również z dystansem podchodzić do całej celebry, jaka od tygodnia towarzyszy uroczystościom pożegnalnym zmarłej królowej. Można „odkryć Amerykę” i pomądrzyć się, że Zjednoczone Królestwo jest ciągle państwem wyznaniowym, co wcale się nie przekłada na świadomość religijną większości mieszkańców, a może nawet przyczynia się do porzucania Kościoła i wiary. I wszystko to będzie słuszne, po części prawdziwe, a może nawet i mądre.
Trudno jednak zakwestionować również inny fakt: że sama liturgiczna uroczystość pogrzebowa Elżbiety II, gromadząca setki przywódców światowych i oglądana przez miliony ludzi na całym świecie, ma w sobie taki ładunek ewangelizacyjny, jakiego często brakuje w wystąpieniach publicznych nawet duchowych przywódców i kaznodziejów. Nie chodzi tylko o piękną liturgię i śpiew – choć jak najbardziej również i o to – ale także o wybrzmiewające tu słowo Boga: o grzechu, o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, o odkupieniu, jakiego dostępujemy w Jego Imię.

Czytaj też: Po co Brytyjczykom monarchia?

Paradoksalnie miliony ludzi na świecie i reprezentujący ich w opactwie westminsterskim przywódcy mogą to wszystko usłyszeć właśnie w kraju, który – patrząc na statystyki – już dawno pożegnał się z chrześcijaństwem. Paradoks jest tym większy, że całą tę transmitowaną na świat ewangelizację widzowie zawdzięczają faktowi, że Zjednoczone Królestwo, poprzez Koronę brytyjską pozostaje w dużym stopniu wyznaniowym państwem. Nie, to nie oznacza, że to jest model, za którym należałoby teraz podążać – w Wielkiej Brytanii czytająca z ambony Ewangelię nowa premier nie jest tym samym, czym mogłaby być analogiczna sytuacja w krajach z ugruntowaną republikańską tradycją. A jednak właśnie ta specyfika Wielkiej Brytanii pozwoliła przed chwilą całemu światu usłyszeć najczystsze chrześcijańskie przesłanie i radość Ewangelii.
Zapytałem kiedyś watykańskiego dyplomatę, pracującego przy ONZ, dlaczego przemówienia przedstawicieli Kościoła na tym forum nie różnią się niczym od przemówień większości mężów stanu: są poprawne humanistycznie i pełne troski o pokojowe współżycie między narodami. Brakuje w nich jednak powołania się na rzeczywistość, która odróżnia Kościół od innych podmiotów. Nie wychylamy się z naszą perspektywą. To jasne, że nie można porównywać forum ONZ z liturgią w kościele – ale od przedstawicieli Kościoła można oczekiwać, że niezależnie od miejsca i okoliczności, w porę i nie w porę, będą głosić to, za czym każdy w głębi duszy tęskni, nawet jeśli akurat jest ubrany w garnitur światowego przywódcy. Dyplomata odpowiedział mi: – Przywilej naszej wiary polega na tym, że jest też racjonalna. Na przykład w mówieniu o godności człowieka. Nie mówimy wprost w ONZ, że wierzymy, że każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże, bo dla wielu mogłoby to być szokiem.
Zrobiło mi się smutno po takiej odpowiedzi. Bo, owszem, przywilej naszej wiary polega również na tym, że jest ona do pewnego stopnia racjonalna (choć szalona i nielogiczna miłość Boga w racjonalnych ramach raczej się nie mieści) i że w dialogu z niewierzącymi trzeba szukać wspólnych mianowników. Ale przywilej naszej wiary w pierwszej kolejności polega na tym, że mamy głosić Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Nie po to, by się wykazać, ale dlatego, że ludzie są spragnieni prawdy, dobra i piękna. Nawet jeśli swoimi wyborami mogą temu zaprzeczać.
Świadkami takiego przepowiadania byliśmy właśnie przed chwilą w czasie liturgii pogrzebowej w Londynie. Bez owijania orędzia Ewangelii w poprawne humanistycznie, politycznie, ekologicznie i wszelkie inne ulepszacze. Z mocno zeświecczonego, a równocześnie nadal wyznaniowego kraju w świat poszła właśnie Dobra Nowina.

Pogrzeb królowej i kerygmat   PAP/EPA/NEIL HALL

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się