Nowy numer 38/2021 Archiwum

Coraz większy głód

Społeczność międzynarodowa wierzyła, że do końca 2030 roku zdoła wyeliminować problem głodu na świecie. Dzisiaj już wiadomo, że osiągnięcie tego celu jest nierealne.

Morza szum, ptaków śpiew i... kosze na śmieci pełne niedojedzonych zapiekanek, kebabów, frytek, lodów i gofrów. Problem marnowania żywności jest bardziej widoczny podczas wakacji, choć zmagamy się z nim przez cały czas. Według indeksu odpadów żywnościowych Programu Środowiskowego Organizacji Narodów Zjednoczonych na świecie wyrzuca się aż 931 mln ton jedzenia rocznie. Jednocześnie z roku na rok przybywa osób, które nie mają co jeść. Walka z tym zjawiskiem jest coraz trudniejsza, a wśród jego przyczyn wskazuje się nie tylko marnowanie żywności.

Bolesne odczucie

Już od ponad dwudziestu lat ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), Międzynarodowy Fundusz Rozwoju Rolnictwa (IFAD), Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF), Światowy Program Żywnościowy (WFP) oraz Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) publikują coroczny raport pt. „Stan bezpieczeństwa żywnościowego i żywienia na świecie”. Pojęcie głodu zostało w nim zdefiniowane jako „nieprzyjemne lub bolesne odczucie fizyczne spowodowane dietą, która nie dostarcza organizmowi wystarczającej ilości energii”. Do niedawna liczba osób niedożywionych stopniowo spadała (w latach 2005–2015 z 810 do 615 mln). Później zaczęła jednak rosnąć w tempie kilkunastu milionów rocznie. W ubiegłym roku, w którym rozpoczęła się pandemia koronawirusa, zanotowano natomiast lawinowy wzrost ludzi głodujących – aż o 118 mln. Obecnie na świecie głoduje 768 mln osób. Najwięcej z nich mieszka w Azji (418 mln) oraz w Afryce (282 mln). W 2020 r. na tych dwóch kontynentach przybyło odpowiednio 57 i 46 mln niedożywionych osób w porównaniu z rokiem 2019.

W raporcie ONZ uwzględniono nie tylko cierpiących głód, lecz także tych poważnie zagrożonych utratą tzw. bezpieczeństwa żywnościowego (ang. food insecurity), czyli stałego dostępu do sprawdzonego i pożywnego jedzenia. W 2020 r. do tej grupy należało 927,6 mln osób, co stanowiło 11,9 proc. światowej populacji. Wśród nich przeważali mieszkańcy Afryki, Azji oraz Ameryki Południowej. W najgorszej sytuacji znajdowali się obywatele Sierra Leone (90 proc.), Zimbabwe (77 proc.), Mozambiku (75 proc.), Nigerii (73 proc.), Afganistanu (70 proc.), Gwatemali (60 proc.), Burkina Faso (58 proc.) i Salwadoru (55 proc.). W Ameryce Północnej oraz Europie zanotowano natomiast najniższy poziom braku bezpieczeństwa żywnościowego na świecie – średnio 8,8 proc.

Efekt 500 Plus

Jaka jest skala problemu głodu w Polsce? Jeszcze kilka lat temu mieliśmy poważne powody ku temu, aby bić na alarm. Według GUS w 2009 r. 2,2 mln mieszkańców naszego kraju żyło w warunkach skrajnego ubóstwa, co w wielu przypadkach przekładało się na brak możliwości zaspokojenia potrzeb żywieniowych. Zjawisko to dotyczyło szczególnie dzieci: 260 tys. młodych zaczynało dzień bez śniadania, a 70 tys. zjadało wyłącznie to, co otrzymało w szkole. Z badania przeprowadzonego przez SMG KRC wynika, że nawet 30 proc. uczniów w wieku 7–15 lat wymagało dożywiania. W każdej placówce edukacyjnej znajdowało się średnio 26 takich osób. U wielu z nich zanotowano zaburzenia społeczne i emocjonalne, zmniejszenie masy ciała oraz obniżenie sprawności fizycznej. Niedożywienie wpływało także negatywnie na ich zdolności do uczenia się oraz zaniżało poczucie własnej wartości.

W 2014 r. odsetek Polaków cierpiących na skrajne niedożywienie wynosił 1,8 proc., ale w 2020 r. już tylko 0,5 proc. Największą poprawę zaobserwowano wśród rodzin z dziećmi, osób z niższym wykształceniem oraz mieszkańców wsi. Jak czytamy w raporcie GUS, jest to efekt „wzrostu wynagrodzeń, spadku bezrobocia, a w przypadku rodzin z dziećmi świadczenia wychowawczego Rodzina 500+”. Dzięki dobrej sytuacji gospodarczej oraz efektywnej polityce społecznej w latach 2015–2019 liczba skrajnie ubogich dzieci zmniejszyła się z 621,2 tys. do 312,6 tys., czyli prawie o 50 proc. W raporcie „Przewidywane skutki społeczne 500 Plus: ubóstwo i rynek pracy”, opublikowanym w grudniu 2016 r., dr hab. Ryszard Szarfenberg zakładał, że spadek wyniesie od 77 do 94 proc. Rządzącym nie udało się zrealizować tego celu, ale nie ulega wątpliwości, że ich sztandarowy program socjalny znacznie poprawił sytuację osób ubogich i cierpiących głód.

Skutki pandemii

Na Zachodzie, w tym także w naszym kraju, problem głodu jest coraz mniejszy. Dlaczego w innych regionach świata jest inaczej? Autorzy raportu ONZ wskazują, że głównymi przyczynami tego zjawiska są konflikty zbrojne oraz zmiany klimatyczne, które w większym stopniu dotykają Południe niż Północ. Jednym z największych problemów ostatnich lat były susze, które doprowadziły do drastycznego wzrostu cen żywności. Dzisiaj za jedzenie płacimy średnio 34 proc. więcej niż rok temu, ale państwa niegdyś zaliczane do tzw. Trzeciego Świata zmagają się z jeszcze większą drożyzną. Na przykład w Sudanie, który jest od lat pogrążony w kryzysie ekonomicznym, zanotowano aż pięciokrotny wzrost cen podstawowych artykułów żywnościowych.

W ubiegłym roku trudną sytuację żywieniową na świecie pogorszyła pandemia koronawirusa. Wywołany przez nią kryzys zapanował głównie w krajach, w których pracownikom nie zagwarantowano zasiłków dla bezrobotnych oraz innych świadczeń umożliwiających przetrwanie trudnego okresu. „COVID-19 pogłębił nierówności w dostępie do żywności. Bank Światowy szacuje, że w 2020 r. pandemia wepchnęła dodatkowe 119 do 124 mln osób w skrajne ubóstwo. Badania dowodzą, że ten problem dotyczył zarówno miejskich, jak i wiejskich gospodarstw domowych” – czytamy we wspomnianym raporcie.

Eksperci zauważają, że to głównie kobiety zostały dotknięte skutkami gospodarczymi i społecznymi pandemii. Wśród nich poziom umiarkowanego lub poważnego braku bezpieczeństwa żywnościowego jest o 10 proc. wyższy niż u płci przeciwnej. „Pandemia zepchnęła więcej kobiet do skrajnego ubóstwa niż mężczyzn. Kobiety borykają się z większą utratą miejsc pracy, skróceniem godzin pracy i większym obciążeniem opieką nad dziećmi” – podkreślają autorzy publikacji.

Trzeba działać

W Agendzie na rzecz Zrównoważonego Rozwoju założono, że do 2030 r. problem głodu zostanie rozwiązany, a wszyscy ludzie otrzymają dostęp do bezpiecznej, pożywnej żywności w wystarczającej ilości przez cały rok. Najważniejszą konkluzją tegorocznego raportu ONZ jest stwierdzenie, że tego celu nie uda się zrealizować. Autorzy publikacji proponują jednak kilka działań, które trzeba podjąć, aby sytuacja zaczęła ulegać poprawie.

Zdaniem ONZ należy nieść pomoc ludziom narażonym na poważne trudności gospodarcze (wsparcie rzeczowe i pieniężne), zwiększyć odporność na zmiany klimatu na przykład przez zapewnienie rolnikom dostępu do ubezpieczeń od ryzyka klimatycznego oraz obniżyć koszty produkcji żywności, co wymaga interwencji państw w łańcuchy dostaw oraz otwarcia rynków na nowych producentów warzyw i owoców. Autorzy raportu zwracają także uwagę, że problemem jest nie tylko brak jakiegokolwiek jedzenia, lecz także jego niska jakość. W ich opinii istotna jest zmiana zachowań konsumentów, którzy zbyt często sięgają po produkty zawierające duże ilości soli, cukru i przemysłowych tłuszczów trans. Przekonują, że powinny one zostać zastąpione pełnowartościowym jedzeniem. W tym celu należałoby wprowadzić restrykcyjne programy certyfikacji.

Podjęcie każdego z powyższych działań wymaga ogromnych nakładów finansowych. Czy bogaty Zachód, któremu praktycznie udało się wyeliminować problem głodu, jest gotowy do poniesienia kosztów walki z tym zjawiskiem w biedniejszych regionach świata? Obecna sytuacja pokazuje, że – chcąc nie chcąc – musi to zrobić. Jeśli problem ten pozostanie bowiem nierozwiązany, pociągnie za sobą poważne konsekwencje, m.in. wzrost liczby uchodźców i migrantów zarobkowych przybywających do Europy. Aby nie dopuścić do destabilizacji sytuacji międzynarodowej, trzeba działać.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama