Krytycy postępowania papieża Franciszka wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę zwracają uwagę na to, że mówiąc o tragedii narodu ukraińskiego, nigdy nie nazwał po imieniu agresora, czyli Rosji. Można jedynie się domyślać, że chciał uniknąć jednoznacznego zaangażowania się po jednej ze stron konfliktu, aby nie ograniczać sobie pola manewru w relacjach z Moskwą. Stąd widoczny, zwłaszcza w pierwszym roku wojny, w jego wypowiedziach symetryzm: „Jest to dla mnie bardzo bolesne i nie mogę wybrać, po której mam być stronie. Wojna sama w sobie jest złem” – mówił w marcu 2023 r. Przed podobnym dylematem stoi obecnie Donald Trump, próbując nakłonić Rosję do rozmów pokojowych, co idzie mu jak po grudzie. Także on jest atakowany za to, iż nie nazywa po imieniu rosyjskiego agresora i stwarza wrażenie, że za wojnę odpowiedzialny jest zarówno napastnik, jak i jego ofiara.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








