Nowy numer 2/2021 Archiwum

Kapelusze pani Marii

Nietuzinkowe okrycia głowy to dziś towar deficytowy. Są jednak miejsca, gdzie z pomocą modystki można znaleźć prawdziwe unikaty.

Idąc ul. Floriańską w Krakowie, mijamy wiele sklepów. W bramie pod numerem 24 od ponad 20 lat Maria Lipka prowadzi swój niewielki sklep z kapeluszami, kaszkietami i innymi okryciami głowy dla kobiet i mężczyzn. Jest prawdziwą modystką – pasjonatką, która dla klienta przekraczającego próg jej sklepu od razu potrafi dobrać odpowiedni fason i rozmiar. Przekonałam się o tym osobiście.

Historia ginącego zawodu

Pani Maria z pełnym zaangażowaniem wyciąga z półek kolejne okazy. Każdy kapelusz jest inny, różnią się fasonem, kolorem i kształtem. Pani Maria kocha spotkania z ludźmi i podczas przymiarek w jej sklepie można posłuchać ciekawych historii o tym, jak dawniej powstawały kapelusze i kto je nosił. – Zawodu nauczyłam się w pracowni państwa Ortyńskich w Krakowie. Tam po zasadniczej szkole handlowej trafiłam, aby zdobyć umiejętności i poznać technikę tworzenia kapeluszy – wspomina pani Maria.

Jak powstawały kapelusze? – Specjalnym filcowym toczkom nadawało się na mokro przeróżne kształty na drewnianej formie przypominającej głowę – tłumaczy. – Takich form mam u siebie 150 sztuk – mówi z dumą. Potem każdy ukształtowany kapelusz trzeba było wykończyć taśmą rypsową, wszyć podszewkę, czasem ozdobić fantazyjną ozdobą z filcu. – Dawniej klientki były bardzo wymagające. Przychodziły do pracowni z próbkami materiałów na rękawiczki, płaszcze czy sukienki i do tego dobierały odpowiedni kolor – wspomina. Ubierały się u niej elegantki krakowskie, które potem mogły zaprezentować swoje nietuzinkowe okrycia głowy podczas spacerów.

Maria Lipka wymyślała swoje oryginalne fasony, a także robiła kapelusze na wzór najmodniejszych, prezentowanych w żurnalach. W pracowni na ul. Filipa (sklep mieścił się tam przez ponad 30 lat) wraz z siostrą i czeladniczkami szyły też czapki damskie i męskie, kapelusze filcowe, materiałowe i letnie panamy ze słomki. Niektóre z nich pakowane były w pięknie zdobione okrągłe lub owalne pudła. Dzisiaj miłośnicy kapeluszy muszą się trochę natrudzić, aby takie znaleźć.

Pani Maria lubiła nosić kapelusze i toczki z niewielkim rondem. Jej pracownia cieszyła się dużym uznaniem, choć w tamtych czasach w Krakowie działało kilka konkurencyjnych sklepów. Aby się zareklamować i przyciągnąć klienta, na elewacjach kamienic pracownie wystawiały gabloty ze swoimi wyrobami; sklep na ul. Filipa miał ich w Krakowie kilka. Poza tym dobre modystki były polecane pocztą pantoflową, a Maria Lipka jest mistrzynią w swoim fachu, więc na brak klientów nie mogła narzekać.

Dzisiaj większość rzeczy kupuje się przez internet, ale w przypadku kapeluszy jest to odważnym przedsięwzięciem.

Dawniej i dziś

Dziś modystka jest uważana za zawód ginący, choć w „Klasyfikacji zawodów i specjalności” nadal ma kod 753107. Aby mieć odpowiednie uprawnienia, potrzebne jest rzemieślnicze przygotowanie zawodowe zakończone egzaminami czeladniczym i mistrzowskim zdanymi w Izbie Rzemieślniczej. Pod tym względem chyba nie zmieniło się zbyt wiele. Tworzeniem kapeluszy mogą zająć się zawodowo także osoby po technikum przemysłu mody lub osoby z dyplomem potwierdzającym kwalifikacje w zawodach pokrewnych (m.in. krawiec, technik przemysłu mody, operator maszyn w przemyśle włókienniczym). Aby zdobyć szlify w zawodzie, potrzebne i dziś są praktyki w pracowniach modniarskich. A tych niestety jest w Polsce coraz mniej.

Kapelusze szyte i tworzone w małych pracowniach rzemieślniczych są zastępowane obecnie modelami robionymi na większą skalę w fabrykach. Pani Maria teraz też już nie robi swoich kapeluszy. Nie pozwala jej na to wiek. Jak sama mówi, to trudny zawód, wymagający cierpliwości i dokładności. W „Klasyfikacji zawodów” poza tymi cechami wymieniane są jeszcze: wyobraźnia, terminowość, odpowiedzialność, rzetelność, dbałość o czystość i porządek, poczucie estetyki i odporność na monotonny tryb pracy. Na ten ostatni aspekt Maria Lipka nie narzeka. Cieszy się z każdych odwiedzin, lubi porozmawiać i dobierać bez końca kształt i kolor czy odpowiedni fason tak, aby każdy klient wychodził zadowolony.

Wyróżniać się w tłumie

A wybór wcale nie jest prosty. Na początek trzeba zmierzyć obwód głowy tuż nad uszami. Potem decydują już tylko gust i estetyka. Wśród damskich modeli można wybierać tzw. „parasole” z dużym rondem, kapelusze z mniejszym, niewielkich rozmiarów toczki, kapelusze sportowe, eleganckie, a nawet podłużne furażerki (podobne do takich, jakie noszą stewardessy niektórych linii lotniczych). Niektóre z nich są ozdobione woalkami. Formowane z naturalnego filcu nakrycia głowy są miękkie i nie elektryzują włosów. Mają podkreślać osobowość i zwracać uwagę na osobę, która je nosi.

Kiedy pytam Marię Lipkę, jaki ma klucz dobierania fasonu, odpowiada, że to lata praktyki. – Nie ma sztywnych reguł. Czasami wysokiej, szczupłej osobie niekoniecznie pasuje rozłożysty kapelusz z dużym rondem. Mam też klientkę, która, choć jest drobna i niewysoka, świetnie wygląda i czuje się w dużych kapeluszach – opowiada. – Najważniejsze jest to, aby się dobrze czuć i od czasu do czasu wyróżnić się w tłumie. Kapelusz musi być dobrze dopasowany do głowy, tak aby jego właściciel czuł się w nim swobodnie.

Mężczyźni też zaglądają do sklepiku w bramie przy Floriańskiej. Jak opowiada pani Maria, ma nawet swoich stałych klientów. Niektórzy mają spore kolekcje kapeluszy sportowych, letnich i eleganckich. Modne są też kaszkiety. Kiedy zwracam uwagę, że zimą marzną w nich panom uszy, natychmiast wyciąga kilka modeli ze specjalnie doszytymi nausznikami. Wyglądają stylowo i jest to bardzo praktyczne rozwiązanie. – Po kapelusze coraz częściej przychodzą młodzi – opowiada pani Maria, kiedy pytam o wiek klientów. – Okazuje się, że współczesne dziewczyny, ale i dzisiejsi mężczyźni lubią się wyróżniać, mieć oryginalny, niepowtarzalny dodatek do swoich stylizacji – dodaje.

Biorąc pod uwagę jakość szytych w Polsce nakryć głowy, dużo lepiej zainwestować w dobrej jakości kapelusz z naturalnego filcu niż sieciówkowy produkt made in China. – Nasze firmy produkujące kapelusze, czapki i kaszkiety cieszą się wielkim uznaniem nie tylko w kraju, ale i na świecie – dodaje Maria Lipka. – Od lat współpracuję z polskimi firmami, których tradycje sięgają jeszcze lat przedwojennych. Warto przyjrzeć się, co proponują.

Na Zachodzie moda na ubrania według autorskich projektów wciąż rośnie. W Londynie czy innych wielkich miastach europejskich za kurs u modystki słono się płaci. U nas też moda na kupowanie w hipermarketach taśmowo produkowanych ubrań nieco osłabła. W zalewie podobnych fasonów, kiepskiej jakości materiałów (najczęściej sztucznych) i sztampowości coraz częściej doceniane są unikatowe egzemplarze. Może tak będzie też z powracającą modą na noszenie kapeluszy? Oby nie zabrakło mistrzów, którzy zdążą przekazać swoją wiedzę młodym. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Anna Leszczyńska-Rożek

Redaktorka działu „4 strony kobiety"

Absolwentka muzykologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współzałożycielka Stowarzyszenia Śląska Kawiarnia Naukowa, w którym koordynowała projekty „Cztery żywioły" (cykl zajęć dla dzieci w gorszej sytuacji materialno-rodzinnej), wystawę fotografii naukowej „Mikro-Makro. Skale wszechświata" i cykliczne spotkania Śląskiej Kawiarni Naukowej w Katowicach. Autorka tekstów w miesięczniku „Mały Gość Niedzielny". Od 2018 r. w „Gościu Niedzielnym" prowadzi dział Cztery Strony Kobiety. Mama bliźniąt i żona Tomasza. Gra na skrzypcach w zespole Dobre Ludzie. Żegluje, eksperymentuje w kuchni, a od czasu do czasu wyrusza do dalekich krajów (m.in. Uganda, Islandia i Indie), by poznawać nowych ludzi, smaki, zapachy i miejsca.

Kontakt:
Więcej artykułów Anny Leszczyńskiej-Rożek

Zobacz także