Nowy numer 3/2021 Archiwum

Ile w nas romantyzmu?

Mówi się, że romantyzm jest kluczowy dla zrozumienia polskiej duszy. Jednak czy nie jest to tylko slogan, którym próbujemy siebie uwznioślić?

Dwieście lat temu Adam Mickiewicz napisał wiersz, który zwiastował nadejście nowej ery – nie tylko w literaturze, ale w całej kulturze. I choć swoją formą literacką „Oda do młodości” tkwi jeszcze mocno w klasycyzmie, to jej treść przeniknięta jest już duchem głęboko romantycznym, który jeszcze silniej ujawni się w opublikowanym dwa lata później pierwszym tomie „Poezji”, zawierającym słynny cykl „Ballady i romanse”.

Ile dziś, po dwóch wiekach, zostało w nas, Polakach, romantyzmu? Często mówi się, że to epoka kluczowa dla zrozumienia polskiej duszy. Jednak czy nie jest to tylko pewien slogan, którym próbujemy samych siebie uwznioślić, wytłumaczyć własne niepowodzenia, a może nawet usprawiedliwić wady?

Z szabelką na czołgi?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, warto uzmysłowić sobie, co dziś rozumiemy pod pojęciem „romantyzm” i jak ma się to rozumienie do idei, które zdominowały sposób myślenia ludzi w pierwszej połowie XIX wieku. Wydaje się bowiem, że mamy tu do czynienia z dość dużym pomieszaniem pojęć. „Ale z ciebie romantyk!” – powiemy do kogoś, kto przy każdej nadarzącej się okazji wręcza swojej kobiecie kwiaty, lubi patrzeć na zachody słońca albo notuje w swoim kajecie wierszyki o ptaszkach i kwiatkach. Takie są nasze potoczne wyobrażenia: utożsamiamy romantyzm z sentymentalizmem, tymczasem w historii kultury są to dwa zupełnie różne nurty. Sentymentalizm jest przecież charakterystyczny dla epoki poprzedzającej romantyzm, czyli dla oświecenia. Inne stereotypowe wyobrażenie, które ma świadczyć o długim trwaniu romantyzmu w polskiej historii, przedstawia żołnierza rzucającego się z szablą na czołgi. To obraz może nieco bliższy niektórym założeniom romantyków, jednak w dalszym ciągu zbyt infantylny, by ukazać istotę tego nurtu.

Kiedy Mickiewicz pisał: „Młodości! Ty nad poziomy/ Wylatuj, a okiem słońca/ Ludzkości całe ogromy/ Przeniknij z końca do końca!”, to był w tym już ów romantyczny maksymalizm, który nie zadowala się półśrodkami. Tu nie wystarcza kontemplacja urody świata, wezwani jesteśmy do działania, do całkowitej przemiany rzeczywistości. Dokonać się ona może tylko wtedy, gdy dostrzeżemy istnienie świata duchowego, spychanego wcześniej na margines przez oświeceniowy racjonalizm. „Oto miłość ogniem zionie,/ Wyjdzie z zamętu świat ducha!” – woła nasz wieszcz. Dla romantyków ważne będzie to, co wymyka się rozumowi; co jest tajemnicze, dzikie, nieujarzmione. Różnicę między oświeceniowym a romantycznym widzeniem świata zauważyć można chociażby w opisach przyrody: o ile w poprzedniej epoce przypominały one raczej zadbany ogródek z równymi grządkami, o tyle teraz widziano naturę jako walkę żywiołów.

Słowiański papież

Ta różnica dotyczyła jednak przede wszystkim świata duchowego. Romantycy chcieli „iść na całość” także w tej dziedzinie. Pragnęli doświadczeń mistycznych, co zresztą prowadziło ich często na manowce sekciarstwa, czego przykładem chociażby zaangażowanie naszych wieszczów w Koło Sprawy Bożej Andrzeja Towiańskiego. Juliusza Słowackiego duchowe zainteresowania doprowadziły do stworzenia całego systemu filozofii genezyjskiej. Jej wykładnią stały się m.in. poematy „Król-Duch” i „Genezis z Ducha”, nad których interpretacją do dziś głowią się filolodzy. Z drugiej strony chrześcijaństwo pozostaje ważnym tematem w twórczości Słowackiego, co widać chociażby w jego poemacie „Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu” i poruszających listach z tego okresu, a także w późnej poezji mistycznej, m.in. w słynnym „*** (Pośród niesnasków Pan Bóg uderza…)”, z proroczą wizją słowiańskiego papieża.

W mistycznych koncepcjach Mickiewicza i Słowackiego ważną rolę odgrywała Polska, a twórczość obu poetów stała się inspiracją do kolejnych zrywów niepodległościowych. Znakomita wystawa „Polska. Siła obrazu”, eksponowana we wrześniu i październiku w Muzeum Narodowym w Warszawie, a obecnie dostępna niestety wyłącznie w formie multimedialnego spaceru, uzmysławia, że mimo klęski powstań – listopadowego i styczniowego – ikonografia XIX wieku bardzo mocno eksponowała mit bohaterski. Wyrazistym przykładem takiego przedstawiania polskiej historii jest twórczość Artura Grottgera. W przedstawianych przez niego scenach z powstania styczniowego wróg pozostaje najczęściej niewidoczny – dostrzegamy jedynie tragiczne skutki jego działań. Artysta skupił się natomiast na bohaterach powstania i jego ofiarach. I choć młodsi malarze, jak Maksymilian Gierymski, Józef Chełmoński czy Jacek Malczewski, coraz częściej odchodzili od romantycznego mitu, to i dla nich pozostał on jednym z podstawowych punktów odniesienia. Mit ów silnie zakorzenił się także w literaturze, a powieści pisane przez Sienkiewicza „ku pokrzepieniu serc” przeniosły romantyczne przesłanie w pozornie nieromantyczne czasy pozytywizmu.

Zespół przedziwnych nierówności

Oczywiście można dziś snuć akademickie rozważania nad sensem kolejnych polskich zrywów, wykrwawiających naród, podobnie jak czyni się to w przypadku powstania warszawskiego, wpisywanego często w ten sam romantyczny szereg. Jednak warto spojrzeć na te działania z szerszej perspektywy. Czy odrodzenie państwa polskiego po 123 latach niewoli byłoby możliwe, gdyby nie romantyczni poeci, którzy nie dość, że przekazali w swoich utworach kolejnym pokoleniom obraz dawnej Polski, a piękno ojczystego języka wynieśli na niedostępny dotąd poziom, to jeszcze zagrzewali do walki o wolność?

Wreszcie romantyczny pozostaje ostatni z naszych wielkich narodowych zrywów, czyli Solidarność. Ten zryw nie byłby możliwy, gdyby nie „polski romantyk” zasiadający na papieskim tronie, jak napisał o Janie Pawle II Czesław Miłosz. Dodajmy, że nie było to określenie użyte na wyrost. Lektura listów Karola Wojtyły do Mieczysława Kotlarczyka – mistrza i nauczyciela teatralnego, z którym świętego łączyła wieloletnia przyjaźń – pokazuje, jak głęboka była fascynacja Wojtyły polskimi romantykami, przede wszystkim Słowackim. Inspirująca była dla niego zwłaszcza idea pracy ducha i „przeanielania”, czyli przemieniania świata. Dla wielu te koncepcje brzmieć mogą heretycko, a jednak dla przyszłego papieża wiązało się to ściśle z odkrywaniem religijnego wymiaru rzeczywistości. I kto wie, może właśnie św. Jan Paweł II jest jednym z tych nielicznych, którzy przemyśleli mistyczną twórczość Słowackiego do końca? Zresztą nie tylko Słowackiego, bo równie inspirujący dla Wojtyły okazuje się Mickiewicz, z jego koncepcją narodu, która zyskuje swój religijny sens: „Polska jest wśród Europy Męczennicą największą: ta, którą On rzucił jako przedmurze Chrystusowe tyle wieków i dziś. Przecież w cierpieniach Jej jest jakaś może nadwyżka nad pokutę za popełnione winy, jakiś zadatek na przyszłość, znamię fundamentów, prelud psalmierzy przyszłości” – pisze w liście przyszły papież.

Czy coś z tej misji w nas, Polakach, pozostało? Ostatnie miesiące ujawniły raczej, postępujący zapewne od lat, proces odchodzenia od życia duchowego i idei Solidarności na rzecz egoizmu i ubóstwienia wygodnego życia bez zobowiązań. Jednak i to przewidział Karol Wojtyła, pisząc notabene w tym samym liście: „Polska – zespół przedziwnych nierówności. Obok mistycznego wręcz idealizmu – kabotyństwo i ów srebrnik judaszowy, za który rozkradano duszę narodu, mamiąc go drukarskim kłamstwem i patriotyczną bajdą”. Wiele wskazuje więc na to, że romantykami jesteśmy tylko w połowie. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także