Nowy numer 32/2020 Archiwum

Rycerze codziennej pomocy

Droga do bycia kawalerem maltańskim, choć długa, jest otwarta dla każdego praktykującego katolika, który chce realizować misję obrony wiary i pomocy potrzebującym.

Widzimy ich czasem podczas kościelnych uroczystości. Ubrani w czarne szaty z białym krzyżem na piersiach wyglądają bardzo dostojnie. Wydają się wtedy postaciami z innego świata, innej epoki. Ale kiedy popatrzymy na ich codzienną działalność, dostrzeżemy, że mocno stąpają po ziemi. Prowadzą szpitale, centra pomocy, warsztaty terapeutyczne. Koordynują prace ponad tysiąca wolontariuszy, a ich służbę medyczną spotykamy także na rozmaitych wydarzeniach masowych, zwłaszcza na pielgrzymkach. Kim są członkowie Zakonu Maltańskiego i skąd się wywodzą?

Nie tylko zakonnicy

Związek Polskich Kawalerów Maltańskich obchodzi właśnie swoje stulecie, ale obecność Zakonu Maltańskiego na terenie Rzeczpospolitej sięga dużo głębiej w przeszłość, bo aż do XII w., kiedy to książę sandomierski Henryk nadał mu komandorię w Zagości k. Wiślicy. Kawalerowie obsługiwali wówczas szpitale i hospicja dla ubogich na terenie Śląska. Pełna nazwa Zakonu brzmi: Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana Jerozolimskiego, ale jest też zwany Rodyjskim i Maltańskim. Jego członków nazywa się czasem także w skrócie joannitami, szpitalnikami albo kawalerami maltańskimi. Korzenie ich działalności tkwią w szpitalnym bractwie rycerskim, założonym w Jerozolimie w XI w., jeszcze przed wyprawami krzyżowymi, przez pobożnych włoskich kupców z miejscowości Amalfi. Zbudowali oni w pobliżu Grobu Pańskiego hospicjum dla pielgrzymów przybywających z Europy. Tam zaczęli wcielać w życie swoją dewizę: Tuitio fidei et obsequium pauperum. To znaczy: „Obrona wiary i pomoc potrzebującym”.

Do 1798 r. większość kawalerów była zakonnikami składającymi śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Dziś ta grupa, zwana kawalerami profesyjnymi, stanowi duchowy trzon Zakonu. Pozostali kawalerowie oraz damy są członkami świeckimi i składają tylko przyrzeczenie posłuszeństwa. Nie wszyscy postronni jednak o tym wiedzą, a uroczysty maltański strój bywa powodem zabawnych nieporozumień: – Ubrany w cullę – czarną szatę z białymi wyłogami pod szyją i na rękawach, długą do ziemi, z białym krzyżem na piersiach – kroczę przez sopocki hipodrom, by zająć miejsce. Za godzinę ma się rozpocząć Msza św. z papieżem Janem Pawłem II – wspomina Tomasz Tarnowski, członek Związku. – Dookoła długie kolejki do plenerowej spowiedzi. Nagle dopada mnie starsza pani i przeprasza, że ona bez kolejki, ale jej się śpieszy… Ja grzecznie, że nie mogę. Idę dalej, a ona nie chce odpuścić. W końcu rezygnuje i słyszę rozczarowany głos: „Taki sam nieużytek jak ten siwy”. Chodziło o mojego ojca, który identycznie ubrany również uczestniczył w tej Mszy.

Deficyty w miłości

Zakon Maltański poprzez swoje organizacje jest obecny w 54 państwach, w tym także w Polsce, ale działania pomocowe prowadzi w ponad 100 krajach. Historia obecności Zakonu na ziemiach polskich była w ostatnich stuleciach dość burzliwa. W czasie zaborów szpitalnicy należeli m.in. do Związku Śląskich Kawalerów Maltańskich i Wielkiego Przeoratu Czech i Austrii. Krótko po odzyskaniu niepodległości, 21 czerwca 1920 r., w Poznaniu utworzono Związek Polskich Kawalerów Maltańskich, którego pierwszym prezydentem został książę Ferdynand Radziwiłł. W okresie międzywojennym z Zakonem związani byli m.in. Józef Piłsudski, Ignacy Mościcki, kard. Aleksander Kakowski czy kard. August Hlond. Tuż po wybuchu II wojny światowej w Warszawie powstał Wojskowy Szpital Maltański przy ul. Senatorskiej, który w ciągu pięciu lat działalności udzielił pomocy ok. 15 tys. rannych i chorych. Po wojnie działalność maltańska uchodziła za reakcyjną w oczach władz komunistycznych i z tego powodu została w Polsce zakazana. Przetrwała jednak poza granicami kraju, ogniskując się zwłaszcza w Rzymie i Londynie. Wznowienie działalności Związku Polskich Kawalerów Maltańskich w kraju nastąpiło dopiero w 1992 r. Związek liczy dziś 155 członków, z czego jedna trzecia mieszka poza Polską.

Czy wyzwania stojące przed Zakonem są obecnie podobne jak przed wiekiem? Kim są dziś potrzebujący, których powinna objąć jego misja? – Mamy zupełnie inny poziom zamożności niż sto lat temu, a systemy pomocy materialnej funkcjonują powszechnie – zaznacza Jerzy Baehr, prezydent Związku Polskich Kawalerów Maltańskich. – Mam natomiast przekonanie, że w sferze miłości, relacji z drugim człowiekiem, mamy większe deficyty. ZPKM opiekuje się chorymi i samotnymi, mocno opierając się na filarze duchowym. Modlitwa, życzliwość okazana osobie potrzebującej potrafią zdziałać cuda. Oczywiście w naszych dziełach zapewniamy profesjonalną opiekę medyczną czy inną, zgodnie z najwyższymi standardami.

Pomoc w liczbach

O rozmiarach tej opieki niech opowiedzą liczby. Związek Polskich Kawalerów Maltańskich prowadzi obecnie pięć fundacji i zarządza strumieniem pomocy o wartości ok. 20 mln zł rocznie. Koordynuje pracę ponad tysiąca wolontariuszy, którzy na działania pomocowe poświęcają ok. 130 tys. godzin w roku. Dzięki Związkowi stałą opieką objętych jest ok. 1600 osób, a kolejnych 6 tys. otrzymuje pomoc okazjonalnie. Kawalerowie Maltańscy koordynują też pracę przeszkolonych ratowników, dysponujących 21 ambulansami. Zabezpieczają oni wydarzenia masowe, w tym pielgrzymki – w sumie dla 700 tys. osób.

Działalność Związku Polskich Kawalerów Maltańskich okazała się również widoczna w obliczu pandemii COVID-19. Przedstawiciele Związku współpracowali m.in. z grupą polskich przedsiębiorców negocjujących w Azji zakup testów na koronawirusa. Udało się sprowadzić 10 tys. testów z Chin, które m.in. za pośrednictwem Związku zostały w kwietniu przekazane nieodpłatnie szpitalom. W Warszawie regularnie wydawane są obiady dla osób potrzebujących. W Krakowie jeden z kawalerów oddał do dyspozycji wojewody zarządzane przez siebie hotele na potrzeby osób odbywających kwarantannę. Na Śląsku, dzięki funduszom przekazanym z maltańskiej Global Fund for Forgotten People, kawalerowie i wolontariusze mogli ofiarować kuchenki do gotowania, żywność i środki higieniczne siostrom misjonarkom Miłości, które karmią codziennie kilkuset katowickich bezdomnych. Wolontariusze z Siemianowic Śląskich pomagali rodzinom z niepełnosprawnymi dziećmi, które w związku z zamknięciem niektórych placówek pozostawały w domach. Maltańska Służba Medyczna z Katowic przekazała też swoją karetkę i specjalny namiot medyczny Śląskiemu Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Najpierw modlitwa, potem działanie

To tylko niektóre z zadań realizowanych przez Związek w czasie pandemii. – Działamy tam, gdzie pojawia się potrzeba – podkreśla dr Marcin Świerad, prezes fundacji Pomoc Maltańska – Maltańska Służba Medyczna. – Ale na pierwszym miejscu zawsze jest Pan Bóg, dlatego i tym razem zaczęliśmy od modlitwy, Różańca, transmisji Mszy Świętej. Dopiero z modlitwy wypływa działanie. Tym razem pojawił się impuls, by jeszcze silniej wesprzeć siostry misjonarki Miłości, z którymi już wcześniej współpracowaliśmy, pomagając bezdomnym. W tym trudnym czasie chcemy być z tymi, o których mało kto pamięta. Duch maltański to zatem najpierw Pan Bóg, potem praca, ale też dobra zabawa. Młodzi ludzie, którzy najczęściej są naszymi wolontariuszami, muszą też mieć czas, by się poznać. Stąd częste wyjazdy, warsztaty, pielgrzymki.

Nie każdy może jednak zostać członkiem Zakonu Maltańskiego: – Jesteśmy zakonem rycerskim o długiej tradycji i tak po prostu zapisać się nie można – podkreśla Jerzy Baehr. – Mamy dużo zapytań o możliwość wstąpienia do Związku, a droga, choć długa, jest otwarta dla każdego praktykującego katolika, który chce realizować naszą misję obrony wiary i pomocy potrzebującym. Wolontariuszy przyciągają do nas niezmienne wartości, które staramy się pielęgnować. Dla katolików misja pomocy bliźniemu pozostaje jednym z kanonów i ma rangę ponadczasową. Zakon Maltański jest jedną z najstarszych organizacji, a przez to i prekursorem działalności dobroczynnej. Wspierać nas można w różny sposób, np. wskazując w rozliczeniu podatkowym 1 proc. dla naszych fundacji, uczestnicząc w wydarzeniach takich jak bale czy koncerty charytatywne bądź wpłacając pieniądze na zbiórki celowe. Szpitalom i stołówkom przydadzą się np. środki higieny czy żywność. Firmy natomiast mogą realizować z nami swoje programy CSR-owe [skrót od ang. corporate social responsibility – społeczna odpowiedzialność biznesu – przyp. Sz.B.] – to świetne rozwiązanie. Zapraszam do zajrzenia na naszą stronę: zakonmaltanski.pl, gdzie znajdują się dokładne informacje i kontakty. W dzisiejszych trudnych czasach wszelka pomoc jest potrzebna.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także