Nowy numer 42/2020 Archiwum

Gorący luty

Podobno najstarsi ludzie nie pamiętają tak ciepłego początku roku. A przecież styczeń i luty to najzimniejsze miesiące w całym kalendarzu. Czy ta sytuacja jest normalna i z czego wynika?

Czym różni się pogoda od klimatu? I jak to jest, że pogodę potrafimy przewidywać z najwyżej kilkudniowym wyprzedzeniem, a tymczasem klimatolodzy szacują średnią temperaturę powietrza z wyprzedzeniem kilkudziesięciu, a nawet ponad 100 lat? Wbrew temu, co podpowiada intuicja, nie ma tutaj sprzeczności.

Pies na spacerze

Z pogodą i klimatem jest jak z psem na spacerze w parku. Pies na smyczy biega w różnych kierunkach, ale ze swoim panem idą w konkretnym kierunku. To, że zwierzę pobiegnie raz w lewo, raz w prawo, czasami wyprzedzi człowieka, a czasami zatrzyma się na dłużej, nie zmienia faktu, że człowiek z psem zmierzają do konkretnego punktu. Obserwując psa przez chwilę albo robiąc mu zdjęcie, nie sposób odgadnąć, gdzie jest ten punkt, jaki jest główny kierunek. Aby go zauważyć, trzeba dłuższej obserwacji. Pies jest pogodą, a człowiek klimatem.

To, że tegoroczny styczeń, a jeszcze bardziej luty są wyjątkowo ciepłe, o niczym na razie nie świadczy. Może po prostu pies pobiegł ostro w lewo, bo zauważył coś między drzewami. W Krakowie na początku grudnia 1961 roku zanotowano temperaturę prawie +19 st. C. Kilka lat później, w połowie lutego 1966 roku, w Tarnowie było +19,6 st. C, ale 30 lat wcześniej termometry wskazywały –40 st. C. Pod koniec stycznia 1987 roku w Suwałkach było –35 st. C. Nie da się na podstawie jednorazowego pomiaru, a nawet obserwacji krótkookresowej, wyciągać żadnych wniosków. Dzisiaj jednak nie jesteśmy na krótkotrwałe pomiary skazani, bo temperatura jest mierzona regularnie od około 150 lat. Dzięki pomiarom innych parametrów (także temperatury, ale nie powietrza, tylko np. w odwiertach głębinowych) jesteśmy w stanie określić temperaturę z czasów, zanim powstały wiarygodne termometry. Z tych danych, a także z danych pośrednich czy satelitarnych wynika, że klimat się ociepla, a średnia temperatura powietrza przy gruncie rośnie. Bardzo zimne zimy nie zdarzają się od końca lat 80. XX wieku, choć wcześniej występowały dość regularnie. Od kilkunastu lat na większym obszarze naszego kraju nie odnotowano całodobowego mrozu. Jest coraz mniej śniegu, a gdy spadnie, dość szybko się topi. Tegoroczna zima na wielu obszarach Polski będzie pierwszą od początku pomiarów bez pokrywy śnieżnej. Śnieg oczywiście może jeszcze spaść w marcu, a niejednokrotnie zdarzało się, że padał nawet w kwietniu, ale trendy są zauważalne. Tegoroczny grudzień był w Europie o 3,2 st. C cieplejszy od średniej z lat 1980–2010 dla tego miesiąca. Nigdy wcześniej nie notowano tak szybkiego wzrostu średniej temperatury.

Zbyt wiele czynników

Ociepla się. Wróćmy do naszego spaceru w parku. Pies (pogoda) coraz częściej będzie biegał, powiedzmy, po lewej stronie swojego pana (klimat), bo obydwaj coraz bardziej skręcają w lewo. Czasami będzie wybiegał dalej, czasami pójdzie noga w nogę ze swoim panem. To oczywiście nie wyklucza tego, że może mu się zdarzyć, że pobiegnie w prawo i termometry za oknem wskażą wtedy rekordowo niskie temperatury. Nasz pies, szczególnie zimą, jest bardzo rozbiegany. Szczególnie zimą, bo zimą występują większe wahania temperatur niż latem. Na początku 1982 roku w Płocku z dnia na dzień temperatura spadła o 28 st. C (6 stycznia było +8 st. C, a 7 stycznia –20 st. C). Wystarczyło, że w atmosferze zmieniła się cyrkulacja, że pojawił się wir, który „zaciągnął” zimne powietrze z północy, zamiast powodować napływ ciepłego powietrza z południa. Taka diametralna zmiana może czasami nastąpić w ciągu kilku godzin.

Ciepły początek roku może być takim statystycznym wybiegiem, anomalią, ale linia trendu pokazuje, że w przyszłości to właśnie takie temperatury będą standardem, a śnieg i mróz (czyli coś, co jeszcze niedawno było normą) będą odstępstwem od normy. Co jest normą, a co odstępstwem, wynika ze średniej wieloletniej. Ale mając świadomość tej średniej, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jaka będzie pogoda za miesiąc. Tak jak nawet najbardziej związany ze swoim psem pan nie jest w stanie przewidzieć, w którą stronę pobiegnie za chwilę jego pupil. Prognozy pogody można przewidzieć na nie więcej niż kilka dni. Na kilkanaście dni sprawdzają się mniej więcej tak dobrze jak rzut monetą. Ale prognozy klimatu to zupełnie inna sprawa.

Trudność przewidzenia pogody wynika z tego, że wpływ na nią w danym, konkretnym miejscu mają czynniki globalne, czasami oddalone od nas o wiele tysięcy kilometrów. Tych czynników jest bardzo wiele, a zależności pomiędzy nimi są złożone i częściowo niejasne. Ośrodek baryczny, wyż albo niż mogą albo – jak odkurzacz – zaciągać powietrze z jakiegoś rejonu, albo to powietrze wypompowywać. Napływ powietrza od stron Wysp Kanaryjskich i z północnej Afryki powodował i wciąż powoduje wiosenne temperatury w środku kalendarzowej zimy. Gdyby powstał jednak wyż nad Skandynawią, albo jeszcze bardziej na północ, i gdyby powstał niż nad Węgrami, wtedy nad Polskę napłynęłoby zimne powietrze z północy. Gazy, tak jak ciecze, dążą do wyrównania ciśnień, dlatego poruszają się z obszarów o wysokim ciśnieniu do tych, gdzie ciśnienie jest niższe. Ale to bardzo uproszczony opis, bo przez ruch obrotowy Ziemi do głosu dochodzi tzw. siła Coriolisa, która powoduje, że ruch powietrza pomiędzy dwoma punktami (o wysokim i niskim ciśnieniu) nie odbywa się po linii prostej, tylko po spirali.

Dipol Oceanu Indyjskiego

Układ wyżów atmosferycznych sprowadza (a w zasadzie pompuje) ciepłe powietrze z południa i z południowego zachodu. To pompowanie było wzmocnione dużym niżem, który uformował się w okolicach bieguna północnego. To on przytrzymywał zimne powietrze arktyczne, choć powinno ono spływać w dół, na obszar Europy i Stanów Zjednoczonych. Czy sytuacja może się odwrócić? Czy tzw. pozytywna oscylacja arktyczna może się zamienić w negatywną oscylację arktyczną (wtedy nad biegunem będzie wyż, a zimne powietrze będzie pompowane z Arktyki w kierunku Europy)? Tak. Choć z każdym dniem prawdopodobieństwo zaistnienia takiej sytuacji wydaje się mniejsze. Tegoroczny wir polarny, czyli właśnie ogromny niż nad biegunem, ma wyjątkowo małe rozmiary. Wielkie masy zimnego powietrza są w nim uwięzione i otoczone powietrzem ciepłym napływającym z południa. Z jednej więc strony mamy ciepłą Europę i Stany Zjednoczone, a z drugiej bardzo zimną Grenlandię i północ Kanady. Na przełomie poprzedniego i tego roku na Grenlandii było –66 st. C.

Atmosfera to system naczyń połączonych. To zdanie powtarzane jest niemal w każdym artykule na temat pogody i klimatu. Jak bardzo jest ono prawdziwe, pokazuje tegoroczna ciepła zima. Wiele tysięcy kilometrów od nas znajduje się Ocean Indyjski. Sięga od Afryki na zachodzie do wybrzeży Indonezji i Australii na wschodzie. W tym roku różnica temperatur wody pomiędzy zachodem akwenu (Afryka) a wschodem (Australia) jest rekordowa. To zjawisko nazywa się dipolem Oceanu Indyjskiego i działa jak ogromny pas transmisyjny w ziemskiej atmosferze. Tak, to, co dzieje się w gazowej powłoce Ziemi, ma ścisły związek z tym, co dzieje się w ziemskich oceanach. Te systemy są ze sobą połączone. Silny dipol Oceanu Indyjskiego sprowadza ulewne deszcze na kraje afrykańskie (stąd rozwój roślinności i plaga szarańczy, o czym pisaliśmy w GN tydzień temu) oraz upały i susze na Australię (stąd szalejące jeszcze kilka tygodni temu trudne do ugaszenia pożary). Dipol słabnie, stąd sytuacja w Australii poprawia się, ale bezwładność tego systemu jest dość spora. Ogromne ilości ciepła, jakie zostały przez dipol przeniesione w kierunku Afryki, przez ostatnie tygodnie były transportowane na północ, w kierunku półkuli północnej, w tym do Europy. Jak długo będzie to jeszcze trwało? Nie wiadomo.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się