Nowy numer 22/2020 Archiwum

„Różyc” jeszcze egzystuje

Kiedyś można tu było kupić wszystko, zjeść pyzy i dostać kosę. Dziś najsłynniejszemu polskiemu bazarowi daleko do dawnej świetności. Jak będzie po przebudowie?

W trzy karty grali tu, obok – opowiada pani Teresa, która pracuje na bazarze Różyckiego od 1988 r. – Oni się znali, jeden do drugiego mrugnął i wszystko było jasne. Raz matka przyszła kupić córce sukienkę komunijną. Obstawiła, potem znowu i znowu, wszystkie pieniądze przegrała. No i tragedia.

Lata 60. Kobieta z dalekiej dzielnicy szuka futrzanych wkładek do butów dla kilkuletniej córki. Co chwilę podchodzi do niej ktoś z pytaniem: „Po czemu ten pierścionek?”. Córka rzeczywiście ma na palcu pierścionek z oczkiem. A starzy wyjadacze z bazaru Różyckiego dobrze wiedzą, jak się prezentuje towar do sprzedania.

Czasy przedwojenne. Kilku chłopców kradnie zegarek żydowskiemu handlarzowi. Policjant łapie jednego ze złodziei, prowadzi do ojca i stawia ultimatum: powie, kto z nim był, i ma spokój, albo idzie na komisariat. Wystraszony chłopiec zaczyna sypać. A po wyjściu policjanta dostaje od ojca burę: kolegów się nie sprzedaje!

Aby nie po kości?

W „Złym” Leopolda Tyrmanda główna bohaterka targuje się na bazarze Różyckiego o nylonowy kostium kąpielowy. W komedii „Milion za Laurę” handlarz Karol Bulak przypadkowo kupuje tam włoską gitarę, która zaginęła w czasach napoleońskich. Na praskim targowisku toczy się część akcji filmu „Przepraszam, czy tu biją?” i serialu „Stawiam na Tolka Banana”. O „Różycu” pisał Wiech, czyli Stefan Wiechecki. Bazar pojawia się też w opowiadaniach Marka Nowakowskiego, który był ponadto inicjatorem powstania książki „Co dzień świeży pieniądz” opisującej prawdziwą historię targowiska. To z niej pochodzi anegdota o młodym kieszonkowcu sypiącym kolegów, a także inna, o tym, jak traktowano nieznanych klientów: „– A zagląda szanowny pan do jatki jak ten Azor. Czy aby nie po kości? (…). – Czy nie można by lepszego mięsa, prawdziwego, z tylnej części? – Co?! Zachciało się panu, takie mięso nie egzystuje!”.

Ośmiolatkowie handlujący lepem na muchy, Żydzi głośno zachwalający towar, pyszne pyzy i sympatyczni w gruncie rzeczy złodzieje szanujący swój kodeks honorowy – to ta lepsza część legendy. Była i druga strona medalu. Już w latach 90. XIX wieku pojawiły się żydowskie gangi pobierające opłaty „za ochronę”. Prasa z początków XX wieku donosiła o krwawych bójkach z użyciem noża. W latach PRL milicja i bezpieka werbowały cwaniaków prowadzących szemrane interesy. Na „Różycu” karierę zaczynali „Dziad”, „Pershing” czy „Słowik”, na których gangsterskie wyczyny jeszcze w III RP policja patrzyła przez palce. Na przełomie lat 80. i 90. haracze z kupców ściągała bezwzględna rosyjska mafia. Obie legendy przyciągają na bazar wycieczki oprowadzane przez przewodników, ale też obie są już tylko wspomnieniem.

Nielegalny chleb

Handel rozwijał się na warszawskiej Pradze od połowy XVII w. W czasach carskich to tutaj przestawiano pociągi na szerokie tory, więc kwitła wymiana ze Wschodem. Jeszcze przed I wojną światową sprzedawano tu 130 tys. wołów rocznie. W drugiej połowie XIX w. handlarze, przeważnie Żydzi, prowadzili dzikie stoiska na ul. Targowej. Działki między Targową a Ząbkowską i Brzeską zaczął skupować Julian Różycki, zamożny farmaceuta. – To był ktoś w rodzaju Leopolda Kronenberga – mówi Adam Lisiecki, kustosz Muzeum Pragi. – Miał żyłkę do interesów, a jednocześnie angażował się w działalność społeczną.

Od 1882 r. kupcy zaczęli się przenosić na nowo powstały bazar, który z czasem się rozrastał. Zachęcało ich to, że początkowo nie musieli płacić. Już rok później prasa donosiła o kontroli higienicznej, która zakończyła się serią mandatów dla kupców. Bywały i doniesienia o „dość dobrym porządku” na targu mimo nadmiernego ściśnięcia budek, co mogło źle się skończyć w razie pożaru. Zdarzały się też jednak konfiskaty nieświeżych bułek i śledzi. Kontrolę w 1933 r. przeprowadzono przez policyjny nalot ze wszystkich stron. Najwyraźniej handlarze byli już na tyle zorganizowani, że potrafiliby szybko zwinąć kramy, gdyby mieli dokąd uciec.

Symbolem bazaru był postawiony na początku zeszłego stulecia kiosk w kształcie mającego 2,5 m średnicy i 7 m wysokości syfonu. Sprzedawano tam wodę sodową należącą do samego Różyckiego.

Podczas II wojny światowej żydowscy sprzedawcy zostali zamknięci w getcie. Handlowali więc Polacy. Poszukiwanym towarem stał się chleb. Ten ze sklepów, sprzedawany na kartki, był znacznie gorszej jakości. Jednak handlu prawdziwymi wypiekami zakazano, dlatego trzeba było szybko zwijać interes, kiedy pojawiali się żandarmi, a zdarzało się to nawet kilka razy dziennie. Jeden z granatowych policjantów znęcał się nad przekupkami. Został zastrzelony w biały dzień. Po ataku na Związek Sowiecki na bazarze zaczęli pojawiać się Niemcy kupujący ciepłe ubrania. Często sprzedawali swoją broń. Kupowali ją później polscy partyzanci. Handlowano też fałszywymi papierami. Podczas powstania warszawskiego bazar całkowicie spłonął, bo dosięgła go niemiecka artyleria. Po wojnie się odrodził.

Ostatni na placu boju

Początkowo naprzeciwko „Różyca” mieścił się konkurencyjny bazar Dzierżanowskiego. Dziś prawie nikt o nim nie pamięta. Z kolei bazar Różyckiego przez lata ustępował Kercelakowi, gdzie przed wojną działał ściągający haracze gangster „Tasiemka”. Jednak w 1947 r. położone na Woli targowisko zlikwidowano z powodu budowy Trasy W-Z. W ten sposób to „Różyc” stał się głównym punktem zaopatrzenia mieszkańców nie tylko stolicy w to, czego nie można było dostać w sklepach. – Ludzie z zagranicy sprowadzali różne rzeczy, płacili placowe i stali tu z naręczami towaru – opowiada pani Teresa. – Były pomarańcze i cytryny, kożuchy, modne wtedy kurtki skórzane, ubranka do chrztu i Komunii – wylicza. Sama zaczynała w komisie, który skupował i sprzedawał „mydło i powidło”.

Epoka PRL była dla „Różyca” okresem świetności. Tuż po wojnie działało tam 500 stoisk i 200 sklepów, nie licząc handlu obnośnego. Po otwarciu granic także można było tu dobrze zarobić. Jednak sytuacja szybko się zmieniła. Deficytowe niegdyś towary pojawiły się w sklepach. Gwoździem do trumny okazało się uruchomienie targowiska na Stadionie Dziesięciolecia. Bazar Różyckiego zaczął podupadać.

Odnowa?

– Ktoś, kto od dawna tu handluje? Nie znam nikogo takiego – 50-letni na oko sprzedawca zwija kram. Inni też niechętnie rozmawiają. Jest godzina 14.00, ale budki, głównie z odzieżą, już są zamykane. Nie wejdziemy też do baru ze słynnymi pyzami. Niektóre stoiska od rana nie miały ani jednego klienta. – Na wiosnę powinno być lepiej – mówi właścicielka jednego z kramów, która 10 lat temu przeniosła się na Pragę z likwidowanego wówczas Stadionu.

W ramach programu rewitalizacji Pragi miasto wykłada 5,8 mln zł na wyburzenie starych, ciasnych i pozbawionych kanalizacji budek oraz postawienie eleganckiego pasażu. – Dla tych ludzi bazar to nie skansen, tylko miejsce pracy – podkreśla Adam Lisiecki. – Należałoby im pomóc, zwłaszcza że często sprzedają polskie towary, a nie chińszczyznę.

Część terenu ma zająć plac zabaw z fontanną. Prace będą prowadzone w tej części bazaru, która należy do miasta – dwie trzecie „Różyca” odzyskali w 2012 r. spadkobiercy Juliana Różyckiego, którzy wprowadzają własne zmiany. Kupcy mają nadzieję na odrodzenie handlu, ale nie brak i obaw. Władze Warszawy likwidują albo zmniejszają kolejne bazary. Nie wiadomo, jak wysoki będzie czynsz w nowych budkach. – W halach przy ul. Marywilskiej biorą nawet 7 tys. miesięcznie – niepokoi się właścicielka kramu. Z pewnością zatem po wielkim remoncie bazar Różyckiego bardzo się zmieni. Może jednak znów stanie się modnym miejscem sobotnich zakupów?•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama