GN 38/2020 Archiwum

Uzdrowiony, by zostać męczennikiem

Ojca Ludwika wywleczono z domu do chlewu. Tam dwie młode dziewczyny z oddziału UPA żywcem przerżnęły go piłą na pół. Potem jedna z nich wyrwała z piersi kapłana ciągle bijące serce.

Ta historia przez lata owiana była milczeniem, podobnie jak tysiące innych, które rozegrały się na wołyńskiej ziemi i w Galicji Wschodniej w latach 1943-1945. O tym w Polsce nie wolno było mówić, nie tylko w czasach PRL-u, ale i później po 1989 roku, gdy w imię poprawności politycznej, próbowano temat zarzucać, sprowadzać do terminologii wojny polsko-ukraińskiej. Tymczasem historycy mówią dziś jasno: to była planowa operacja "czyszczenia" Wołynia z Polaków, stanowiących około 16 proc. populacji regionu. Eksterminacja ludności polskiej na tych terenach, o charakterze ludobójstwa, przeprowadzona przez Organizację Nacjonalistów Ukraińskich frakcji Stepana Bandery (OUN-B) oraz jej zbrojne ramię Ukraińską Armię Powstańczą (UPA).

Uzdrowiony, by zostać męczennikiem   Zamordowana przez UPA rodzina Rudnickich ze wsi Chobułtowa na Wołyniu zbrodniawolynska.pl

W potwornych męczarniach ginęli wszyscy - kobiety, dzieci, mężczyźni i starcy. Nie oszczędzano nikogo, mordowano kobiety w ciąży, rodziny polsko-ukraińskie i tych Ukraińców, którzy odważyli się pomagać i ratować swoich polskich sąsiadów - pisał historyk Piotr Dmitrowicz na łamach "Gazety Polskiej". - Atakowane wsie i osady były doszczętnie rabowane, a następnie palone i równane z ziemią. Po Lachach nie miało zostać żadnego śladu".

Zbrodnie, dokonywane były przez banderowców nierzadko w sposób przemyślany, metodyczny. Wchodząc do wsi, domów, kościołów, mieli jeden cel: zabić wszystkich.  W zarzynaniu Polaków brali udział także tzw. siekiernicy, którzy siekierami, piłami czy nożami zabijali wszystkich - od starych ludzi po niemowlęta. Byli najczęściej ukraińscy chłopi, którym nacjonaliści obiecywali ziemię po zamordowanych sąsiadach.

Przeczytaj też: Przeżyłem Wołyń

Jeszcze w 1938 roku Mychajło Kołodziński w "Ukraińskiej doktrynie wojennej" pisał:

Wygramy tylko wtedy, gdy wykażemy się okrucieństwem, takim, że jeszcze dziesiąte pokolenie Polaków będzie się bało popatrzeć w stronę Ukrainy. Musimy być okrutni, bo inaczej nie stworzymy wrażenia kozackiego wystąpienia chłopskiego. (…)

Proszę się nie przejmować, że wymordujemy trzy i pół miliona Żydów i ponad milion Polaków.

Dramatycznie dziś brzmią świadectwa cudem ocalonych z rzezi Polaków, przechowujących w pamięci przerażające obrazy, oglądane w tamtych dniach oczami dzieci...

Pamiętam małe dzieci nadziane na pale na Alei Spacerowej. Całe rodziny z nożami w plecach leżące w krzakach, spalone moje koleżanki;

Bocznymi drzwiami kościoła weszło dwóch Ukraińców z karabinami i każdy z nich, idąc obok rzędów ławek, zaczęli strzelać osobno do każdego człowieka. Zabijali pomału, z dokładnością, aby trafić w każdą osobę;

Do naszego domu Ukraińcy przyszli nocą. (...) Niewiele z tego pamiętam. Kiedy padły strzały, mama - upadając - musiała pociągnąć mnie za sobą. Nie mam pojęcia, co się stało, ale na pewno straciłam przytomność. (...) Obudziłam się dopiero, kiedy zaczęło palić się na mnie ubranie. Wyczołgałam się spod mamy, cała we krwi. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z tego, że moi rodzice i brat nie żyją.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama