Nowy numer 48/2020 Archiwum

Jazzujące uspokajanki

O przedszkolnych dziecięcych hitach w nowych aranżacjach i życiu w Danii opowiada Magdalena Maduaka, autorka jazzowanek.

Anna Leszczyńska-Rożek: Czym są jazzowanki?

Magdalena Maduaka: Jazzowanki to najbardziej znane piosenki dziecięce w jazzowych aranżacjach, które śpiewam z pokazywaniem, tak jak to robią dzieci w przedszkolach. Nagrywam te piosenki z własną aranżacją i zamieszczam na YouTube w formie krótkich filmików. Można też ich posłuchać przez aplikację Spotify.

Skąd wziął się pomysł na taką spokojną, oszczędną, można powiedzieć wyciszającą formę filmików dla młodszych dzieci?

Wszystko zaczęło się od potrzeby pokazania muzyki mojej obecnie 2,5-letniej córce podczas przejazdów samochodem. Nie chciałam, by słuchała piosenek, które są zbyt dynamiczne, w kiepskiej aranżacji i wykonaniu. Zależało mi też na tym, by córka zaczęła poznawać język duński, co wiązało się z jej pójściem do żłobka. Była to dla niej nowość, bo w domu rozmawiamy po angielsku i po polsku. Czasem też wieczorem córka słucha kołysanek w języku ojczystym mojego męża – igbo. Dlatego język duński był dla niej nowym wyzwaniem. W żłobku wychowawczyni poleciła mi aplikację z piosenkami, gdzie dzieci uczą się nie tylko tekstów i melodii, ale też pokazują to, o czym śpiewają, za pomocą gestów. Ta forma okazała się bardzo pomocna w szybkim opanowaniu języka. Szukałam takich piosenek z pokazywaniem po polsku, ale jest niewiele tego typu materiałów. Stąd powstał pomysł na jazzowanki, czyli muzyczne pokazywanki dla dzieci, które tworzę.

Podczas piosenek jesteś tylko Ty, Twój głos i muzyka dość nietypowa dla dziecięcych uszu. To celowy zabieg?

Tak. Podczas nagrań zależy mi na wejściu w relację z odbiorcą. Dzieci lubią prostotę wykonania, dlatego mój głos nie jest sztucznie modulowany. Nie śpiewam z ozdobnikami, udziwnieniami. Mój głos jest naturalny, spokojny, a melodie proste i łatwe do zapamiętania. Statyczny obraz, tylko ja i odbiorca, nie powoduje rozpraszania dziecka, które chce nauczyć się nowej piosenki z pokazywaniem. Na moich filmikach nie jest ono atakowane zbędnymi animacjami, wyskakującymi okienkami, okrzykami czy innymi niezwiązanymi z piosenką zabiegami. To wszystko nie jest dzieciom potrzebne, kiedy chcą posłuchać muzyki. Za to w warstwie muzycznej otwiera się dla nich zupełnie nowa przestrzeń. Zmienne tempa, progresje muzyczne, nieoczywiste przechodzenie z akordów w akordy, harmonizacja i wszystko to, czym charakteryzuje się jazz. To bardzo rozwija muzycznie – prosta linia melodyczna piosenki, którą można zaśpiewać do tak nieoczywistego akompaniamentu.

Jaki jest odbiór najmłodszych?

Dostaję od rodziców sygnały, że dzieci lubią śpiewać piosenki z jazzowankami. Sprawia im radość nie tylko sama piosenka, ale też to, że mogą, śpiewając, pokazywać. Dobrze wiemy, że to ważne dla rozwijania dziecięcej motoryki. Taka aranżacja jest opcją dla rodziców, którzy chcą pokazać dzieciom coś innego niż serwowane przeważnie w mediach krzykliwe i mechaniczne „rąbanki” muzyczne. Na pewnym etapie po prostu nie chciałam dawać dziecku czegoś, czego sama muzycznie nie akceptuję.

Skąd u Ciebie taka dbałość o wartościowy muzycznie aspekt poznawania świata?

Sama jestem muzykiem i mój mąż też nim jest. W jazzie wzrastałam od najmłodszych lat, można powiedzieć, że wychowałam się na nim. Uważam, że jest on obecny w wielu kierunkach muzyki współczesnej. Było więc dla mnie oczywiste i naturalne, że aranżacje, jakie sama tworzę do tych prostych dziecięcych piosenek, będą zakorzenione w jazzie. Sama je opracowuję, nagrywam akompaniament i dodaję głos.

W czym pomagają takie piosenki śpiewane z pokazywaniem?

Poza rozwojem motoryki u dzieci są one na pewno pomocne w nauce języka i mówienia. Widzę to bardzo wyraźnie u swojej córki. Dlatego nagrywam też piosenki polsko-duńskie i polsko-angielskie. Poza tym gestykulacja jest też niewerbalną formą komunikacji, podkreślania tego, co chce się powiedzieć. W Danii od wczesnych lat dziecięcych po pierwsze klasy podstawówki jest to bardzo popularna forma nauki i zabawy. Piosenki śpiewane z pokazywaniem to codzienność w przedszkolu. Usprawnia to synchronizację mowy z ruchem u dzieci.

Skandynawia ze swoim podejściem do życia i edukacji jest teraz w Polsce bardzo modna. Jak oceniasz sposób wychowywania w Danii?

Zauważam parę elementów, które różnią się od tego, co mamy w Polsce. Nie wszystkie jednak wzbudzają mój zachwyt. Mówienie o edukacji w Skandynawii jako o wzorze godnym naśladowania to przesada. Poziom edukacji w Danii jest inny niż w Finlandii i różni się też od tego w Polsce. Na przykład według badań PISA za rok 2018, jeśli chodzi o czytanie, matematykę i nauki przyrodnicze u piętnastolatków, Polska jest w ścisłej czołówce zaraz za Finlandią. Dania jest na dalszych miejscach w tym rankingu. Widzę natomiast tutaj inne podejście do nauki. Nie ma takiego pośpiechu, stresu, ciągłego sprawdzania wyników nauczania i nacisku na to, aby być w możliwie wielu dziedzinach najlepszym. Mniejsza też jest rywalizacja między dziećmi. Rodzice doceniają te umiejętności, które naturalnie ujawniają się podczas zwykłej, powszechnej edukacji i jeśli dziecko chce – rozwijają je dalej.

A wychowanie?

Też jest trochę inaczej. Na początku dziwiłam się, że małe dzieci długo chodzą ze smoczkiem, noszą pieluchy, są dużo mniej samodzielne w samoobsłudze niż polskie dzieci. Tak właściwie dopiero w przedszkolu uczą się tego wszystkiego, co większość dzieci w Polsce, idąc do przedszkola, już potrafi. Rodzice, mam wrażenie, żyją tutaj spokojniej. Raczej nie jeżdżą z dziećmi na popołudniowe zajęcia. Większości chyba nie chce się tego robić. Po godzinie 16.00, kiedy dzieci i rodzice wracają do domów, wykorzystują ten czas na wspólny odpoczynek i życie towarzyskie.

A zatem w jaki sposób dzieci rozwijają swoje zainteresowania i pasje?

Sporo ciekawych zajęć spoza programu nauczania zapewnia szkoła. Po zakończeniu lekcji około godziny 12.00, czasem 13.00, dzieci mogą brać udział w różnego rodzaju kreatywnych (plastycznych, muzycznych) i sportowych zajęciach, które są organizowane w szkole. To bardzo wygodne dla rodziców i dzieci. Oszczędza czas, nie powodując uczucia przeładowania zajęciami i aktywnościami. Oczywiście dla chętnych jest też możliwość zapisania dziecka na zajęcia poza szkołą, ale z tego, co obserwuję, nie ma to takiej skali jak w Polsce. Do szkół muzycznych przyjmowane są dzieci dopiero po skończeniu siódmego roku życia. Wcześniej mogą one rozwijać swoje zainteresowania muzyką na zajęciach ogólnorozwojowych z rytmiką, umuzykalnieniem i zabawami muzycznymi. Co ciekawe, na każdym kroku podkreśla się, że w tym wszystkim najważniejsze jest dobre samopoczucie dzieci, radość i zabawa. Nauka przychodzi jako efekt uboczny tych elementów.

Co jeszcze zauważyłaś innego w podejściu do nauczania w Danii?

Uderzył mnie tutaj ogromny szacunek do każdego rodzaju wykonywanej pracy. Nie zauważyłam, aby ambicje i marzenia rodziców o karierze prawnika czy lekarza dla ich dziecka miały wpływ na to, jaką drogę zawodową ono wybierze. Jest trochę inna filozofia w tym zakresie niż u nas. Tutaj liczy się to, co chcę robić, w czym się dobrze czuję i co potrafię. Nie ma nacisku na dzieci, a wśród dorosłych tak dużego znaczenia robienie kariery zawodowej. To przekłada się bezpośrednio na jakość życia. Dużym szacunkiem cieszą się w Danii zwykłe zawody rzemieślnicze. Konkretne profesje są doceniane i traktowane jako równie ważne jak praca na wysokim stanowisku w korporacji. Ciekawe jest też to, że mieszkając tyle lat w Danii, nie widziałam jeszcze człowieka w krawacie. To świadczy o tym, że Duńczycy mniejszą uwagę przykładają do dress code’ów i konwenansów wymaganych na danych stanowiskach pracy. To mi się podoba, bo likwiduje sztuczną barierę, która występuje często między ludźmi różnych zawodów i o różnym stopniu wykształcenia.•

Magdalena Maduaka

Muzyk jazzowy i autorka projektu muzycznego Jazzowanki – piosenki z pokazywaniem dla dzieci. Od kilku lat mieszka z mężem w Danii, gdzie wychowują 2,5 letnią córeczkę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Anna Leszczyńska-Rożek

Redaktorka działu „4 strony kobiety"

Absolwentka muzykologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współzałożycielka Stowarzyszenia Śląska Kawiarnia Naukowa, w którym koordynowała projekty „Cztery żywioły" (cykl zajęć dla dzieci w gorszej sytuacji materialno-rodzinnej), wystawę fotografii naukowej „Mikro-Makro. Skale wszechświata" i cykliczne spotkania Śląskiej Kawiarni Naukowej w Katowicach. Autorka tekstów w miesięczniku „Mały Gość Niedzielny". Od 2018 r. w „Gościu Niedzielnym" prowadzi dział Cztery Strony Kobiety. Mama bliźniąt i żona Tomasza. Gra na skrzypcach w zespole Dobre Ludzie. Żegluje, eksperymentuje w kuchni, a od czasu do czasu wyrusza do dalekich krajów (m.in. Uganda, Islandia i Indie), by poznawać nowych ludzi, smaki, zapachy i miejsca.

Kontakt:
Więcej artykułów Anny Leszczyńskiej-Rożek

Zobacz także