Nowy numer 22/2020 Archiwum

Przepis na szczęśliwe życie

O pierwszej ugotowanej potrawie, Bożym Narodzeniu i szczęściu odnalezionym w kuchni opowiada s. Anastazja Pustelnik FDC.

Anna Leszczyńska-Rożek: Jest Siostra chyba jedną z najbardziej rozpoznawalnych zakonnic. Dla niektórych – kulinarnym mistrzem. Czy jest Siostra surowym nauczycielem dla zaczynających swoją przygodę z gotowaniem?

S. Anastazja Pustelnik: Nie. W klasztorze młodsze siostry pracują w kuchni ze starszymi. Uczymy się od siebie nawzajem. Uważam, że każdy ma prawo popełniać błędy. Coś przypalić, przesolić czy nie doprawić. To nie jest powód do krytyki czy kpin, bo przecież każdy z nas kiedyś się uczył. Lepiej jest docenić wysiłek niż podcinać skrzydła.

Czy pamięta Siostra swój pierwszy samodzielnie ugotowany posiłek?

Tak, choć okoliczności były dla mnie bardzo smutne. Pierwszy posiłek ugotowałam dopiero w wieku 17 lat. Było to tuż po śmierci mojej mamy, a w rodzinnym domu pozostałam sama z bratem. Wstaliśmy rano głodni i w zasadzie nie miałam wyjścia, przygotowałam bardzo prosty posiłek – ziemniaki z kwaśnym mlekiem.

Jak wyglądało życie w domu rodzinnym Siostry?

Urodziłam się na wsi, na Podkarpaciu. Miałam dwie siostry i dwóch braci, a ja byłam najmłodsza z rodzeństwa. Tak się złożyło, że mojej starszej o dwa lata siostry nie znałam, bo po śmierci ojca (miałam wtedy pół roku) zabrał ją na wychowanie wujek spod Wrocławia. Wiedziałam, że mam starszą siostrę, ale poznałam ją dopiero, kiedy skończyła szkołę podstawową. Po śmierci ojca mama wychowywała nas sama. W domu zawsze ona gotowała, a my na ile mogliśmy, pomagaliśmy w gospodarstwie. Pamiętam, że przed wyjściem do szkoły musiałam rano paść krowy. Z kolei po powrocie wszyscy pomagaliśmy mamie w polu.

Co jadano w Siostry domu?

Posiłki były przygotowywane z tego, co sami hodowaliśmy czy uprawialiśmy. Do dziś pamiętam niektóre smaki. Chętnie do nich wracam w moich przepisach. Czasem, kiedy odwiedzam rodzinne strony, bratowa przygotowuje pierogi z kapustą, serem i cebulką na mój przyjazd. Dawniej dominowały dania jarskie – pierogi ruskie czy gołąbki z tartymi ziemniakami. Mięso jadaliśmy tylko od święta i czasami w niedzielę. Mama zbierała też zioła i suszyła je na strychu. Wiedziała, które zaparzyć, gdy ktoś z nas zachorował. Nie pamiętam, żebyśmy w domu pili herbatę.

A jak spędzaliście Boże Narodzenie?

I wtedy, i dziś Boże Narodzenie to dla mnie bardzo radosny czas. Myślę, że tak jak rodzina cieszy się na narodziny dziecka, tak samo my powinniśmy w Adwencie trwać w radosnym oczekiwaniu. Tak zapamiętałam ten okres z dzieciństwa. Roraty i oczekiwanie. W Wigilię wszyscy pościli cały dzień. Nie było ustępstwa nawet dla dzieci. Podczas wieczerzy dania były dużo prostsze niż teraz. Potrawy szykowaliśmy z dostępnych w gospodarstwie produktów. Zawijańce z makiem czy z serem, gołąbki z ziemniakami i zupa grzybowa... Niektóre dania były podawane w jednej misce, z której każdy częstował się swoją łyżką. Zresztą wieczerza nie była zbyt obfita, bo po niej szliśmy odwiedzić moją siostrę i brata, którzy mieli już swoje rodziny, potem do wujka i tak aż do Pasterki. Rodziny się wtedy odwiedzały, żeby chociaż chwilę ze sobą pobyć i podzielić się opłatkiem. Dzisiaj ludzie mniej skupiają się na duchowym przeżywaniu świąt. Więcej czasu zajmuje kupowanie prezentów, dużej ilości jedzenia, dekoracji. Czasem to wszystko jest ważniejsze niż samo narodzenie Dzieciątka Jezus.

Co wyjątkowego, oprócz jedzenia, pojawiało się podczas Bożego Narodzenia w Waszym domu?

Pamiętam duże ilości siana na stole. W drugi dzień świąt, na św. Szczepana, zanosiło się je zwierzętom do stajni razem z opłatkiem. Dzieci nie dostawały prezentów pod choinkę. Drobne słodycze albo suszone owoce przynosił na początku grudnia św. Mikołaj.

Jak dzisiaj spędza Siostra święta?

W naszej wspólnocie są 34 siostry. Do świąt przygotowujemy się bardzo radośnie. Nie tylko uczestniczymy w Roratach i nieustannie się modlimy, ale też każda z nas podejmuje jakieś umartwienia, aby poczuć, że jest to wyjątkowy czas oczekiwania. W Wigilię po nieszporach schodzimy do refektarza, gdzie jemy wspólną uroczystą kolację. Zanim zaczniemy, siostra przełożona czyta życzenia od matek: generalnej i prowincjalnej, a potem łamiemy się opłatkiem i składamy sobie życzenia. Po wieczerzy wspólnie kolędujemy aż do Pasterki. Nasz klasztor jest odświętnie przystrojony, panuje w nim wyjątkowa atmosfera.

Czy oprawa świąt jest ważna?

Tak, ale ważniejsza jest atmosfera panująca w domu i w rodzinie. Święta są naprawdę radosne, kiedy między najbliższymi panuje zgoda, a wszystkie bolesne sprawy zostają wyjaśnione. Mamy na to czas w Adwencie. Nowo narodzone Dzieciątko Jezus powinno się dobrze czuć w naszych rodzinach. A jedzenie… można zrobić mniej, za to lepsze, smaczniejsze. Dobrze, kiedy do stołu zasiada cała rodzina. Wtedy każdy czuje się kochany i ważny dla pozostałych. Starsi mogą przypomnieć historie rodzinne młodszym, tak aby pamięć o przodkach była ciągle żywa.

W Siostry książkach można odnaleźć mnóstwo autorskich przepisów. Lubi Siostra eksperymentować w kuchni?

Czasem trochę eksperymentowałam, ulepszałam przepisy, ale na początku uczyłam się od innych. Często też przyglądałam się rozmaitym ciastom i ciasteczkom w cukierniach. Podpatrywałam różne kombinacje, kształty i kolory. Potem – już jako zakonnica – chętnie wymieniałam się doświadczeniami z innymi siostrami.

Czy pociągają Siostrę egzotyczne kuchnie?

Raczej nie, chociaż lubię włoskie makarony, pod warunkiem że nie ma w nich owoców morza. Podczas gotowania, a potem wydawania moich książek zawsze starałam się, żeby produkty, z których powstają dania, były łatwo dostępne dla każdej gospodyni.

Nie chciano wydać Siostry za mąż, zanim wstąpiła Siostra do zakonu?

(Śmiech) Powiem prawdę. Dwa lata na gospodarstwie wystarczyło mi w zupełności i nie chciałam zostawać w domu rodzinnym. Poza tym w tym czasie ożenił się mój brat, postanowiłam więc wyjechać do pracy. Pracowałam kilka lat w Czechosłowacji, w hucie szkła, gdzie jedna z pań swatała mnie ze swoim synem, ale nic z tego nie wyszło. Mieszkałam wtedy w hotelu robotniczym z koleżanką, której siostra była w nowicjacie. Lubiłam słuchać, jak czyta od niej listy o życiu w klasztorze. Któregoś dnia postanowiłam sama napisać do tego zgromadzenia, żeby i mnie przyjęto. Kiedy dostałam zaproszenie, od razu zwolniłam się z pracy i przyjechałam do Krakowa. Nigdy nie żałowałam tej decyzji. Tylko raz, na początku, podczas medytacji ignacjańskich, kiedy musiałam długo medytować w ciszy, przechodziłam kryzys. Nie potrafiłam tego robić i nie radziłam sobie z siedzeniem w bezczynności. (śmiech). Ale i tego się nauczyłam.

Jak Siostra znalazła powołanie do gotowania innym?

W nowicjacie uczyłyśmy się różnych prac codziennych – w pralni, w kaplicy, w kuchni. Z nich wszystkich najbardziej polubiłam gotowanie. Kiedy siostra przełożona zapytała, czy wiem, co chcę robić, bez wahania odpowiedziałam, że pracować w kuchni. I tak już zostało. Zmieniały się miejsca, ale zawsze podczas mojej posługi gotowałam. Świadomość, że to, co robię, służy innym, czyni mnie szczęśliwą. Chyba na tym polega powołanie – na odczuwaniu radości i szczęścia z tego, co się robi. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Anna Leszczyńska-Rożek

Redaktorka działu „4 strony kobiety"

Absolwentka muzykologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współzałożycielka Stowarzyszenia Śląska Kawiarnia Naukowa, w którym koordynowała projekty „Cztery żywioły" (cykl zajęć dla dzieci w gorszej sytuacji materialno-rodzinnej), wystawę fotografii naukowej „Mikro-Makro. Skale wszechświata" i cykliczne spotkania Śląskiej Kawiarni Naukowej w Katowicach. Autorka tekstów w miesięczniku „Mały Gość Niedzielny". Od 2018 r. w „Gościu Niedzielnym" prowadzi dział Cztery Strony Kobiety. Mama bliźniąt i żona Tomasza. Gra na skrzypcach w zespole Dobre Ludzie. Żegluje, eksperymentuje w kuchni, a od czasu do czasu wyrusza do dalekich krajów (m.in. Uganda, Islandia i Indie), by poznawać nowych ludzi, smaki, zapachy i miejsca.

Kontakt:
Więcej artykułów Anny Leszczyńskiej-Rożek

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji