Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nie z tej ziemi

Dlaczego, skoro żyję już w rzeczywistości Bożego królestwa, czyli tego, co jest moje, ciągle nie czuję się "u siebie"?

Jakiś czas temu rozmawialiśmy w grupie przyjaciół o Paruzji. Żartowaliśmy, że wcale nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby Pan Jezus przyszedł dziś, najpóźniej jutro. Wtedy ktoś powiedział: "Ale przecież królestwo Boże jest pośród nas. Mamy już wszystko".

To prawda. Nie jest tak, że teraz żyjemy w jakiś oderwanym od rzeczywistości Bożej świecie; jakimś "łez padole", który trzeba przetrzymać, przetrwać z zaciśniętymi zębami te kilkadziesiąt lat na ziemi. Wbrew temu, co śpiewała Edyta Geppert, to nasze życie nie jest "zamiast". Sam Jezus zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział dokładnie tak samo: "Królestwo Boże nie przyjdzie w sposób dostrzegalny; i nie powiedzą: „Oto tu jest” albo: „Tam”. Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest". 

Mamy wszystko. Jesteśmy dziećmi Króla, dziedzicami królestwa Wszechmogącego. Możemy sięgać po nieskończone Jego dary każdego dnia; ściągać Niebo na ziemię.

To skąd ta tęsknota we mnie? Dlaczego, skoro żyję już w rzeczywistości Bożego królestwa, czyli tego, co jest moje, ciągle nie czuję się "u siebie"? "Gdziekolwiek jestem, na jakimkolwiek miejscu na ziemi, ukrywam przed ludźmi przekonanie, że nie jestem stąd" - pisał Czesław Miłosz, a ja czuję to samo...

Królestwo Boże pośród nas oznacza, że "Bóg chce ustanowić swoje panowanie w naszej historii, w naszym codziennym życiu, a my już od teraz możemy doświadczać mocy duchowej" - mówi papież Franciszek. Ale królestwo Boże pośród nas to nie "Niebo na ziemi". Gdyby tak miało być, Jezus nie mówiłby "Królestwo moje nie jest z tego świata"; nie obiecywałby "Przyjdę niebawem". Jesteśmy przechodniami na tym świecie, pielgrzymami w drodze do Domu Ojca. W nasze serca wpisana jest tęsknota za tą rzeczywistością, do której jesteśmy faktycznie powołani. I za Oblubieńcem.

- Dopada księdza czasem taka tęsknota, obiektywnie niezwiązana z niczym i z nikim, ale tak mocna, że ma ksiądz wrażenie, że zaraz eksploduje wewnętrznie? - zapytałam ks. Grzegorza Strzelczyka, teologa dogmatyka.

- Oj, bardzo! Taka tęsknota potrafi się mocno, boleśnie konkretyzować. Mistycy opisują to doświadczenie jako miłosną tęsknotę za samym Bogiem. Paradoksalnie im bliżej się Niego jest, tym bardziej się tęskni. Osią cierpienia staje się niemożliwość spełnienia. Im bliżej się jest, tym to cierpienie jest bardziej rozdzierające. Człowiek coraz bardziej jest gotowy na zjednoczenie, a ono ciągle się nie dopełnia. Jeśli jest w nas to pragnienie i ono się intensyfikuje, to znaczy, że jesteśmy na dobrej drodze. To znaczy, że zostaliśmy już pociągnięci przez Boga i coraz bardziej stajemy się gotowi do świętości.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Aleksandra Pietryga

Redaktorka Gosc.pl

Absolwentka studiów teologicznych na Uniwersytecie Opolskim i podyplomowych studiów dziennikarskich w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. J. Tischnera w Krakowie. Pracowała w szkolnictwie, a także instytucjach zajmujących się problemami rodzin. Od studiów publikowała w prasie lokalnej Górnego Śląska i Śląska Opolskiego, a także w mediach katolickich. Była zawodowo związana z portalami internetowymi: Opoka.fm i Opoka.tv. Współautorka (razem z ks. Markiem Dziewieckim) audiobooka "Uzależnienia. Jak je pokonać? Jak się przed nimi chronić?". W "Gościu" od 2010 roku. Interesuje się psychologią i teologią duchowości. Uwielbia czytać książki, jeździć na rowerze i gotować. Jej obszar specjalizacji to rodzina i wiara.

Kontakt:
aleksandra.pietryga@gosc.pl

Zobacz także

  • CSOG
    28.09.2019 23:52
    U siebie
    Lubię takie rozważania w których nic nie jest oczywiste, bo dotyczy sfery umiejscowionej gdzieś po za naszym zasięgiem poznawczym. Mój zachwyt nad Słowem Bożym nie topnieje i to mnie cieszy. Głębia, której mimo największych starań i wysiłków nie sposób zgłębić. Wyżyny których nie sposób zdobyć. Tajemnice których nie sposób odgadnąć , a odgadniętych pojąć. Spodobała mi się refleksja jednego z moich ulubionych autorów mówiąca, że Pan Bóg lubi bawić się z nami w chowanego. Kiedy zaczyna nam się wydawać, że Go dostrzegamy znika nam z pola widzenia. Może nie chodzi o to żeby go zobaczyć, dotknąć, lub zrozumieć, ale o to żeby poczuć, a najlepiej czuć stale jego obecność na poziomie innym niż organoleptyczny i intelektualny. Wszechświat się rozszerza. Uczucia które towarzyszą mi kiedy o tym myślę podobne są do tych, które przychodzą mi na myśl o miłości Boga i głębi Słowa Bożego. Ta głębia rozszerza się, również gdzieś na poziomie niuansów i szczegółów.
    Czytając tekst autorki odnoszę nieodparte wrażenie, że koncentruje się ona na miejscu. Jakimś skonkretyzowanym obszarze na którym poddane refleksji Królestwo Boże istnieje, wydarza się, funkcjonuje. Natomiast moją uwagę przykuły słowa „pośród was jest”. To również określa jakąś przestrzeń choć niekoniecznie sprowadzoną do fizyczności obszaru powierzchni lub bryły. Może bardziej chodzi o przestrzeń relacji? O to, co jest, co istnieje, wydarza się pośród nas, między nami. Aby mógł być spełniony warunek *pośród *, muszą być jakieś punkty lub linie brzegowe. Naszej wyobraźni konieczne są co najmniej dwa punkty, pomiędzy którymi coś musi znaleźć się, aby jego położenie określić jako ‘pośród’ czy ‘między’. Zatem może być trudno samemu w pojedynkę znaleźć się w tak pojmowanym obszarze Królestwa. Może niezbędna i konieczna jest relacja z drugim człowiekiem. Jeżeli już przyjmujemy z wiarą fakt, że Królestwo *jest* i na określony sposób ( zapewne nie jedyny z możliwych) określiliśmy *gdzie* jest, ale nie czujemy się w tym królestwie jak u siebie to źródeł takiego stanu rzeczy możemy upatrywać w co najmniej kilku aspektach. I trzeba sobie powiedzieć tak, możliwe jest, że nasze wyobrażenia i oczekiwania co do naszego samopoczucia w Królestwie rozmijają się z zastaną rzeczywistością. Tu warto byłoby nawet w ogólnym zarysie poszukać cech miejsca w którym czujemy się jak *u siebie*. Nieskrępowanie, swobodnie, pewnie, bezpiecznie, miło, wygodnie komfortowo. Najogólniejsze skojarzenie z pojęciem czuć się jak u siebie, to skojarzenie ze stanem czuć się dobrze.
    W dosłowności owego *u siebie* jest jednak zwarta intuicja że chodzić może o miejsce należące do mnie, lub w jakiś sposób mi przynależne. Tak można wnioskować ze słów autorki we wstępie :” skoro żyję już w rzeczywistości Bożego królestwa, czyli tego, co jest moje”. I tu ocieramy się o niebezpieczeństwo skojarzeniowego błędu. Bo nie mówimy o naszym królestwie, tylko o Królestwie Bożym, o Jego Królestwie, do którego my należymy. Spójrzmy na inny przykład: Polska to moja ojczyzna, która nie należy jednak do mnie. To ja należę do niej, czując się w granicach jej obszaru jak najbardziej u siebie.
    „Jesteśmy dziećmi Króla, dziedzicami królestwa Wszechmogącego.” Prawda. Nie wolno nam jednak zapominać, że ten stan nigdy nie ulegnie zmianie. My zawsze będziemy dziećmi i dziedzicami, na szczęście. I tylko o ile sami się tego nie wyrzekniemy, rozprzedając i trwoniąc należną nam część dziedzictwa. Tu przypomina mi się końcówka przypowieści o synu marnotrawnym i słowa: „"Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy”. Dlaczego padły te słowa? Bo starszy syn tego nie rozumiał. Chyba nie czuł się u siebie.
    Tęsknota za bliskością Boga, to według mnie odrębny temat.
  • spe
    28.09.2019 23:56
    Gdy spełniana jest przez nas wola Ojca, to wówczas nastaje pomiędzy nami już tu, na ziemi, Królestwo Boże. Ile my będziemy chcieli Jego Królestwa, tyle otrzymamy.
    doceń 3
Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji