Nowy numer 15/2020 Archiwum

Krew się burzy

Niewiele wiemy o ziemskim życiu św. Januarego. On sam natomiast chce nam chyba powiedzieć coś ważnego o życiu przyszłym.

Metropolita Neapolu kard. Crescenzio Sepe otworzył sejf i wyjął z niego złoty relikwiarz, podobny do naczynia, w którym przechowuje się konsekrowaną Hostię, przeznaczoną do wystawienia w monstrancji. Był poranek 19 września 2018 roku, liturgiczne wspomnienie św. Januarego. Krew świętego, znajdująca się w szklanych ampułkach wewnątrz relikwiarza, już była płynna. To się dzieje od wieków – w dniu śmierci świętego (choć o różnych porach) następuje niewytłumaczalne zjawisko: substancja ze stanu stałego przechodzi w płynny. Zmienia wtedy barwę i objętość zupełnie tak, jak się to dzieje ze świeżo rozlaną krwią. Czasem krew zaczyna się burzyć i pienić, czasem zachowuje się nieco „spokojniej”. Nie ma przy tym znaczenia temperatura panująca w katedrze, bo zmiana stanu skupienia krwi następuje zarówno podczas upałów, jak i wtedy, gdy panują zimowe chłody. Ten sam fenomen zdarza się często także w pierwszą niedzielę maja – w rocznicę przeniesienia relikwii, i 16 grudnia – na pamiątkę ocalenia miasta w czasie wybuchu Wezuwiusza. Władze kościelne zwracają jednak uwagę, że nie dzieje się to automatycznie. Na przykład w 1976 roku, gdy relikwie przez osiem dni były wystawione na widok publiczny, pomimo żarliwej modlitwy tłumu nic się nie wydarzyło. „Cud św. Januarego” nie zaistniał. Z kolei w maju 1991 r. krew zmieniła swój stan skupienia dopiero 47 godzin po wystawieniu.

Nie cała spłynęła

Ta historia zaczęła się w roku 305 w Puteoli (dziś Pozzuoli), 10 kilometrów od Neapolu. To tam, opodal wulkanu Solfatara, miał zostać ścięty 30-letni biskup Benewentu. Niewiele o nim wiadomo. Prawdopodobnie został aresztowany, gdy odwiedzał w więzieniu innych chrześcijan. Uwięziony i torturowany, nie wyrzekł się jednak wiary w Jezusa Chrystusa. Był jedną z ofiar ostatniego już prześladowania chrześcijan w Imperium Rzymskim. Sześć lat później cesarz Galeriusz w sposób znaczny powstrzyma polowania na wyznawców Chrystusa, a osiem lat później Konstantyn Wielki ogłosi edykt mediolański, który pozwoli chrześcijanom swobodnie wyznawać wiarę. Rok 305 był jednak ostatnim rokiem panowania Dioklecjana. Choć chrześcijaństwo w jego imperium rozszerzało się niepohamowanie, on, tak jak część jego poprzedników, podjął próbę opanowania tej religii. Ponownie uruchomił machinę niszczenia kościołów, konfiskat mienia, palenia ksiąg świętych i zabijania ludzi odmawiających oddania czci bogom. Z podobnym skutkiem. Znów działo się to, o czym wiek wcześniej mówił pisarz Tertulian: krew męczenników stawała się posiewem chrześcijan. W pierwszych wiekach rzeki tej krwi płynęły od Eufratu po Wyspy Brytyjskie, obficie nasączając ziemię. Z krwią Januarego było jednak inaczej: według najstarszej tradycji tuż po egzekucji jakaś odważna chrześcijanka zebrała pewną jej ilość do naczynia i ukryła. Jest ona przechowywana do dziś w dwóch szklanych ampułkach. Większa z nich ma kształt eliptyczny i jest wypełniona w trzech czwartych, mniejsza, w formie cylindrycznej, zawiera niewielką ilość krwi. Eksperci oceniają, że ampułki pochodzą z IV stulecia po Chrystusie.

Nauka bezradna

Kościół nie wypowiedział się urzędowo na temat nadprzyrodzonego charakteru tego zjawiska, jedynie w 1964 roku, na polecenie kardynała Alfonsa Castaldo, sprawdzono kanonicznie autentyczność relikwii. Kilkakrotnie natomiast przeprowadzano badania naukowe. Ich owocem jest wniosek, że… nauka wobec tego zjawiska okazuje się bezradna. Wszelkie próby jego laboratoryjnego odtworzenia spełzły na niczym. Dzięki metodzie spektroskopii potwierdzono bowiem, że płyn zawiera hemoglobinę, co oznacza, że jest rzeczywiście krwią. W ten sposób pogrzebane zostały teorie, według których ampułki zawierają substancję chemiczną przechodzącą w stan płynny wskutek ogrzewania i potrząsania. Ponieważ zaś ampułki od IV wieku pozostają zamknięte, upadła też hipoteza o domieszaniu do krwi jakiejś substancji. Fizycy i hematolodzy potwierdzają, że przechowanie krwi przez 1700 lat w morfologicznie niezmienionym stanie nie jest z naukowego punktu widzenia możliwe.

Profesor Gastone Lambertini, zajmujący się przez wiele lat badaniem krwi św. Januarego, powiedział: – Substancja, czczona od wielu wieków, rzuca wyzwanie każdemu prawu przyrody i każdemu tłumaczeniu, które nie odwołuje się do tego, co nadprzyrodzone. Krew św. Januarego to skrzep, który żyje i który oddycha: nie jest więc jakąś „alienującą” pobożnością, lecz znakiem życia wiecznego i zmartwychwstania.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji