Nowy numer 24/2019 Archiwum

Czcij matkę swoją

Słowacki napisał kiedyś do swojej matki z obczyzny, że tęskni za nią bardzo i że bardzo chciałby ją zobaczyć.

Przypomina mi się ten list wieszcza wraz z historią o małym chłopcu, który na swojej pierwszej lekcji w szkole rozpłakał się i trudno go było uspokoić. Wyznał w końcu nauczycielce, że płacze, bo przez te pierwsze minuty w szkole zapomniał, jak wygląda jego mama. „Potrzeba mi cię widzieć, droga matko, jak będziesz moje wiersze czytała” Słowackiego jest dla mnie nie tylko jak ten płacz pierwszaka. Przypomina mi również moje pierwsze święta Bożego Narodzenia, które przeżyłem poza Polską, bo przeżyłem je źle. Byłem co prawda bardzo młody, więc i mało dojrzale patrzyłem na życie, ale pamiętam doskonale, że przygotowanie wieczerzy wigilijnej, innej niż typowo polska (niepostnej), było dla mnie twardym orzechem do zgryzienia. Tęskniłem do rodziny. Z perspektywy lat zadaję sobie pytanie, czy tylko o tęsknotę za mamą i tatą wówczas chodziło. Czy nie była to tęsknota za czymś więcej, za Polską, rodzimą tradycją, zwyczajami, atmosferą, językiem? I czy był to wówczas przejaw emocjonalnej niedojrzałości, czy raczej patriotyzmu?

O patriotyzmie mówiło się i mówi w Kościele bardzo dużo. W 1909 roku Pius X przypomniał nauczanie Kościoła, że patriotyzm to obowiązek, który związany jest z realizacją czwartego przykazania Bożego „czcij ojca i matkę”. W 1972 roku polscy biskupi w liście o chrześcijańskim patriotyzmie przypomnieli, że chociaż człowiek „stawia wartości ojczyste bardzo wysoko”, to jednak trzeba wiedzieć, że to Bóg jest ponad narodami. I że tylko On ma „prawo do tego, aby ustanawiać najwyższe normy moralne, niezależnie od poszczególnych narodów”. Kwintesencja relacji pomiędzy prawem tej ziemi i prawem nieba, nieprawdaż? Biskupi dodali następnie, że takie poczucie rzeczywistości opiera patriotyzm na prawdzie i oczyszcza go, że uzdalnia ono ludzi do pogłębienia świadomości wspólnoty rodziny ludzkiej, broni przed obojętnością na losy drugich oraz uwrażliwia na potrzeby każdego człowieka, bez względu na to, jakim mówi językiem: „w takiej chrześcijańskiej perspektywie miłość własnej ojczyzny wyraża się przede wszystkim przez postawę służby oraz troski i odpowiedzialności za potrzeby i los konkretnych ludzi, których Pan Bóg postawił na naszej drodze. Dlatego też za niedopuszczalne i bałwochwalcze uznać należy wszelkie próby podnoszenia własnego narodu do rangi absolutu, czy też szukanie chrześcijańskiego uzasadnienia dla szerzenia narodowych konfliktów i waśni. Miłość do własnej ojczyzny nigdy bowiem nie może być usprawiedliwieniem dla pogardy, agresji oraz przemocy”.

Przywołuję te słowa, które są właściwie moimi równolatkami, z przyjemnością. Bardzo to bowiem jasny i konkretny przekaz, właściwe ułożenie proporcji, uporządkowanie pojęć. W czasach, w których jasny przekaz należy do rzadkości, a proporcje usiłuje się rozkładać wedle własnego widzimisię, warto przypomnieć, że jest nad człowiekiem Pan Bóg i to On go będzie sądził. A ojczyznę należy kochać i czcić wedle czwartego przykazania Bożego. Kochając i inne jej dzieci. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji