Nowy numer 3/2021 Archiwum

Wpływ na wpływ

Społeczny wpływ Kościoła oburza tych, którzy sami chcą wpływać.

Podobno Kościół katolicki nienawidzi kobiet. Dowiedziałem się tego z zaproszenia na zorganizowaną przez feministki „publiczną dyskusję” o „antyKobiecej działalności Kościoła katolickiego” (pisownia oryginalna). Organizatorkom chodziło o „pokazanie i uświadomienie wpływu działań Kościoła katolickiego na życie Kobiet (między innymi w zakresie samodecydowania w kwestii prokreacji: aborcja, antykoncepcja, klauzula sumienia, deklaracja wiary, promowania patriarchalnego stylu życia, umniejszania znaczenia Kobiet w życiu społecznym, politycznym i zawodowym oraz innym)”.

W sumie stare rzeczy, wciąż te same puste banały, tyle tylko, że tym razem skoncentrowane na jednym „wrogu” – Kościele właśnie. Bo wcześniej winowajców kobiecej doli było więcej, przede wszystkim faceci jako tacy. Ale „siostry” o męskich faszystach i szowinistycznych kanaliach wszystko już wykrzyczały. Teraz postanowiły zmienić strategię, aby powstało wrażenie świeżości oferty. To coś takiego, jak zmiana daty przydatności do spożycia na psującym się już produkcie. A że z tak „odnowionej” rzeczy fetor dobywa się coraz większy? No to trzeba klientów pozbawić węchu.

Węch jest ważny, bo w tym świecie, aby ocalić głowę, trzeba mieć nosa. Niech no się jaki pięknoduch złapie na gadkę o nienawiści Kościoła do kobiet i na złość księdzu odmrozi sobie uszy duszy. Co mu to przyniesie, że w geście szlachetnego protestu wypnie się na Kościół, skoro tym samym odda pokłon prawdziwemu wrogowi?

A wystarczyłoby choćby przez chwilę się zastanowić. Co to na przykład znaczy, że Kościół ogranicza „samodecydowanie w kwestii prokreacji”? Dlaczego dotąd żadna kobieta nie zgłosiła organom ścigania, że biskup uniemożliwił jej zajście w ciążę albo, przeciwnie, ją do tego zmuszał? Albo czemu nie słyszano o doniesieniu na księdza, który zablokował komuś możliwość użycia prezerwatyw albo pigułek?

Albo pochylmy się nad stawianym Kościołowi zarzutem „promowania patriarchalnego stylu życia” i „umniejszania znaczenia kobiet”. Jeśli ktoś umniejsza znaczenie kobiet, to głównie feministki, walczące de facto o wsadzenie kobiet na wszelkie możliwe traktory tego świata, tak, aby nie dało się ich odróżnić od mężczyzn. Mężczyźni zaś mają być w tej koncepcji wycofanymi trutniami, zawstydzonymi, że nie potrafią karmić piersią. Tak produkuje się nijakie, pozbawione tożsamości osobniki, które do śmierci nie zdołają się „określić płciowo”. I będą się błąkać, klejąc się do coraz nowych zwodniczych autorytetów, daremnie szukając w nich ojców, których zostały pozbawione. Na takich ludzi można wpływać w dowolny sposób – pod warunkiem, że się najpierw wyłączy wpływ Kościoła. I o to tu chodzi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także