Nowy numer 20/2024 Archiwum

Gaz-mat

Rosja jest traktowana przez Komisję Europejską z większą pobłażliwością niż Polska. Rosyjski Gazprom uniknął kar za wielokrotne wymuszanie zawyżonych cen od środkowoeuropejskich członków UE.

Komisja Europejska zawarła ugodę z Gazpromem. Głosowało za nią jednomyślnie 28 unijnych komisarzy. Umowa sprowadza się do dwóch rzeczy: po pierwsze, Komisja nie ukarze Gazpromu za to, że wymuszał m.in. na Polsce podpisywanie niekorzystnych umów (płacimy za rosyjski gaz dużo więcej niż np. Niemcy), a po drugie – Komisja „ma nadzieję”, że rezygnując z nałożenia kary na Gazprom, będzie on odtąd… „zachowywać się zgodnie z prawem” i unikać w przyszłości podobnych praktyk. Wygląda to trochę tak, jak gdyby członkowie dużej rodziny złapali złodzieja, który okradł ich krewnych, ale puścili go wolno, nawet bez próby wyegzekwowania zwrotu zrabowanego mienia, bo złodziej obiecał, że więcej tego nie zrobi. W rodzinie taka sytuacja odsłoniłaby bolesną prawdę o niej: o głębokich podziałach i braku elementarnej solidarności. Nie inaczej jest i w tym przypadku: ugoda Brukseli z Gazpromem pokazuje, że solidarność energetyczna w Europie ma się całkiem dobrze, ale nie w unijnej „rodzinie”, tylko między częścią klanu a wrogiem pozostałych członków. W każdym normalnym państwie, w którym działa w miarę niezależna prasa i realne dziennikarstwo śledcze, spróbowano by przynajmniej zbadać, czy nie mamy do czynienia z gigantyczną aferą korupcyjną. Potencjalna kara – której nie nałożono – mogła wynosić nawet 10 proc. światowych obrotów Gazpromu, więc z pewnością o wiele bardziej ekonomicznym rozwiązaniem mogła być – hipotetycznie – każda inna forma załatwienia ugody. Niestety, Komisja Europejska z niezrozumiałych powodów nie znajduje się na liście instytucji, którym patrzy się wnikliwie na ręce. Ale można również założyć, że o korupcji nie ma mowy i ugoda jest tylko objawem szerszego i groźniejszego dla nas problemu: wspólnoty interesów Brukseli i paru unijnych stolic z jednej strony oraz Moskwy z drugiej – wspólnoty o wiele głębszej, niż Polska mogłaby sobie życzyć jako członek UE.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

W subskrypcji otrzymujesz

  • Nieograniczony dostęp do:
    • wszystkich wydań on-line tygodnika „Gość Niedzielny”
    • wszystkich wydań on-line on-line magazynu „Gość Extra”
    • wszystkich wydań on-line magazynu „Historia Kościoła”
    • wszystkich wydań on-line miesięcznika „Mały Gość Niedzielny”
    • wszystkich płatnych treści publikowanych w portalu gosc.pl.
  • brak reklam na stronach;
  • Niespodzianki od redakcji.
Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Zastępca redaktora naczelnego

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny