GN 41/2018 Archiwum

Będzie jedna Korea?

Jesteśmy świadkami albo cudu, albo jakiejś przedziwnej i skomplikowanej gry.

Trudno inaczej odbierać to, co dzieje się między dwiema Koreami w ostatnich tygodniach, a czego zwieńczeniem było pierwsze spotkanie przywódców północnej i południowej części i zapowiedź zawarcia traktatu pokojowego do końca roku. Ostrożnie, ale jednak wolę trzymać się wersji optymistycznej, czyli patrzeć na to w kategoriach dyplomatycznego cudu. „To tak blisko, a zajęło nam tak długo, by wykonać ten krok", mówił Kim Dzong Un, gdy nad granicą obu Korei uścisnął dłoń swojego południowokoreańskiego odpowiednika Mun Dze Ina.

Nie jest tajemnicą, że szczyt obu przywódców był możliwy głównie dzięki zakulisowym działaniom dyplomatycznym Stanów Zjednoczonych. Pojednanie między Koreami i rezygnacja Kima z testów jądrowych miały być warunkiem wstępnym przed przygotowywanym spotkaniem z Donaldem Trumpem. Nagle kraj, którego przywódcą do niedawna straszono amerykańskie dzieci, okazał się partnerem do rozmów z największym mocarstwem. Może to być zarówno oznaką słabości reżimu Kima, jak i efektem potrzeby Zachodu do zabezpieczenia sobie tego regionu przed spodziewanymi konfliktami w innych częściach świata. Niezależnie od interesów obu stron, samo pojednanie koreańskie wydaje się być prawdziwym cudem.

Pytanie, jakie mają być jego warunki i jaki to będzie miało wpływ na ustrój i samych mieszkańców Korei Płn. Czy nagle zły reżim stanie się dobry tylko dlatego, że zrezygnował – jeśli wierzyć deklaracjom – z broni jądrowej? A co z umierającymi z głodu obywatelami, co z obozami pracy? Co z całym aparatem ucisku, kultem jednostki, represjami za zbyt mało entuzjastyczne oklaskiwanie wodza? Czy w kolejnych negocjacjach będzie to w ogóle brane pod uwagę? Czy Kim jest gotowy także z tego zrezygnować? A jeśli tak, to czy na pewno ma poparcie swoich generałów i partyjnej wierchuszki, czy też może spodziewać się zamachu na swoje życie? A może żadna demokratyzacja nie wchodzi w grę, może nikt od niego tego nie będzie wymagał (ileż to reżimów totalitarnych, z którymi współpracował Zachód, gdy leżało to w jego interesie)? Może nagle okaże się, że wystarczy rezygnacja z testów nuklearnych, by zyskać uznanie „społeczności międzynarodowej”?

Póki co, warto przypatrywać się tym historycznym gestom obu stron z dużym kredytem zaufania. Co nie oznacza rezygnacji z zadawania pozbawionych emocji pytań.

« 1 »
oceń artykuł
  • gut
    27.04.2018 17:22
    »Będzie jedna Korea?« ;) Z Kim czy kim...? ;)
    doceń 6
  • Mysz
    28.04.2018 01:10
    Cóż, dla mnie skutki spotkania koreańskich przywódców to na razie wielki znak zapytania. Zjednoczenie - jeśli w ogóle, to w perspektywie kilkudziesięciu lat - w końcu oznacza to utratę wpływów partii komunistycznej, takie rzeczy nie dzieją się dobrowolnie. Mam wrażenie, że Kim po prostu nie ma wyboru - ze strony USA wielkie kije i marchewki, a za plecami widmo kryzysu / kolejnego głodu.
    doceń 1
  • jamci
    02.05.2018 12:15
    Ewentualnie -Chiny zarządziły spokój na Półwyspie, bo mają swoje wielkie cele.
    doceń 0
  • Hannah
    02.05.2018 14:08
    Po tylu latach bolszewii, komuny na Kubie, komuny w Polsce Pan Redaktor swoim artykułem raczy żartować swoim optymizmem. !!! Owszem gdyby Kim przekazał władzę w ręce Korei Płd. to rozumiem, ale trzeba by przestawić armię Korei Płn. zlikwidować tamtejsze WSI, wywiad sterowany kiedyś przez GRU .... zmienić mentalność kadry wojskowej i partyjnej w Korei Północnej !! wszystko !!!!
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji