Nowy numer 3/2021 Archiwum

Co na dobrą przyszłość

Pamiętają Państwo kapitalną scenę z filmu „Miś”, gdy jeden z głównych bohaterów próbuje zakupić bilet lotniczy dla (wyimaginowanego) potomka, na „dobry początek”?

Nikt z kolejki nie zastanawia się, po co noworodkowi bilet lotniczy. Co więcej, kolejkowicze z pełnym respektem i zrozumieniem podchodzą do idei obdarowania potomka wspaniałym prezentem. Przecież dziecku należy się.

„Kiedy się miał urodzić Krystianek, to z mężem cztery miesiące wybieraliśmy wyprawkę. Kosztowała fortunę. Ale czego nie robi się dla dziecka”. „Jak Aleksandra szła do szkoły, to pożyczałam kasę, żeby kupić jej plecak. Ma najlepszy w klasie”. A potem jeszcze skuter lub quad na urodziny. A na osiemnastkę to już samochód względnie mieszkanie. Malutkie co prawda, takie na dobry początek. I tak dalej. Nie mówiąc o wypasionych wakacjach czy markowych ciuchach. Bo przecież inaczej obmówią dzieciaczka i będzie czuł się najgorszy.

Nie wiadomo, szczerze mówiąc, co na koniec wyjdzie z tego typu wychowania. Czy rzeczywiście posiadanie wszystkiego zapewni świetlaną przyszłość, pewność siebie, umiejętność walki o swoje oraz tzw. lepszy start. Czy wręcz przeciwnie. Bo chyba czasem jest tak, że jak się już dostanie (bez własnego wysiłku) wszystko, co człowiekowi trzeba, to... nic już nie trzeba. Jeśli dziecko od wczesnego szkraba otrzymuje rzeczy zbędne, może dojść do złowrogiego wniosku: „Mam wszystko. Więc nic już nie muszę.

Nic już nie trzeba: nie trzeba walczyć, starać się, działać, organizować. Wystarczy łaskawie i okazale być, a teoretycznie wszystko będzie na wyciągnięcie ręki”. Teoretycznie, bo jak wiadomo, pieczone gołąbki same nie przylatują do gąbki. A samo bycie, choć cudowne w oczach rodziców, wcale nie musi być wspaniałe dla otoczenia dalszego. I tylko z tej racji, że łaskawie istniejemy, nikt prócz zakochanych rodziców nie będzie kłaniał się nam w pas. Tudzież obdarowywał wszelkimi dobrami.

Bo na wszystko w życiu trzeba zapracować. Ciężką pracą. I chyba dlatego bardzo często to nie dzieci, które w dzieciństwie miały wszystko, osiągają sukces zawodowy, życiowy. Sukces osiągają za to dzieci, które otrzymały od rodziców dobre wychowanie, wykształcenie i chęć do pracy. I po prostu umiały te dobra świetnie wykorzystać. Miały odpowiednią motywację. I bilet na samolot same sobie kupią.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także